Brytyjski mistrz świata wspiera Texom Stal Rzeszów i opowiada o leczeniu
Koszmar w Krośnie
30 marca 2025 roku podczas sparingowego meczu Cellfast Wilków Krosno z Texom Stalą Rzeszów doszło do jednej z najpoważniejszych kontuzji w historii polskiego żużla. Tai Woffinden – trzykrotny indywidualny mistrz świata, ikona Betard Sparty Wrocław i nowy nabytek drużyny z Rzeszowa – uległ dramatycznemu wypadkowi, który na kilka dni wstrząsnął całym środowiskiem.
Woffinden doznał rozległych obrażeń: złamania kręgu TH9, podwójnego złamania kości udowej, zmiażdżenia i zwichnięcia łokcia, a przede wszystkim wieloodłamowego złamania prawej kości ramiennej. Przez pięć dni znajdował się w stanie śpiączki farmakologicznej. Jego stan był poważny, ale stabilny, a sportowy świat trzymał kciuki za jego powrót do zdrowia.
Rehabilitacja we Wrocławiu
Po wyjściu ze szpitala w Rzeszowie Woffinden przeniósł się do Wrocławia – miasta, które przez lata było jego drugim domem. To właśnie tam pod okiem specjalistów i fizjoterapeuty Eliasza rozpoczął intensywną rehabilitację. Choć upłynęły dopiero nieco ponad dwa miesiące od dramatycznego zdarzenia, Brytyjczyk już pojawiał się na meczach Betard Sparty, a w niedzielę 1 czerwca po raz pierwszy odwiedził swój nowy klub podczas ligowego meczu Texom Stali Rzeszów z Fogo Unią Leszno.
Mecz zakończył się zwycięstwem gości z Leszna 51:39, ale jeszcze przed rozpoczęciem spotkania uwaga mediów i kibiców skupiła się na obecności Woffindena w parku maszyn i jego rozmowie z Canal+ Sport 5.
Woffinden szczerze o leczeniu: „Kości wymagają jeszcze kilku miesięcy”
Tai Woffinden nie ukrywa, że proces powrotu do zdrowia jest wymagający i bolesny. W rozmowie z telewizją opisał aktualny stan swojego zdrowia i codzienną walkę o sprawność:
– Na razie największym problemem jest kwestia lewego i prawego ramienia. Jeżeli chodzi o lewe ramię, to kłopotliwy jest bark. Ten bark został zwichnięty, więc cały czas troszeczkę się rusza. Gdy podnoszę rękę, to nie ma problemów, ale gdy wyciągam ją w bok, to czuję, że bark nie pracuje tak, jak powinien pracować – powiedział Woffinden.
Jeszcze poważniejsze komplikacje dotyczą prawego ramienia. Brytyjczyk zdradził, że skala obrażeń była porażająca:
– Drugi problem jest związany z prawym ramieniem. Tam doszło do zmiażdżenia kości w trakcie upadku. 27 części kości zostało wyjętych podczas pierwszej operacji, gdy byłem składany przez lekarzy. Pracuję nad wszystkim, mam fizjoterapeutę we Wrocławiu. Kolejna operacja jest przewidziana na czerwiec, zobaczymy czy na tym się skończy. Kości wymagają jeszcze kilku miesięcy, aby się zrosły, abym mógł przystępować do treningów i rywalizacji – relacjonował żużlowiec.
„Każdego dnia czuję poprawę”
Woffinden, mimo ogromnych trudności, nie traci determinacji i chęci powrotu do ścigania. Już miesiąc po wypadku przyznał, że rehabilitacja przynosi pierwsze efekty:
– Idzie on bardzo dobrze. Jestem osobą, która zawsze chce i wymaga więcej od siebie. Być może nie jestem do końca zadowolony, ale z drugiej strony przy takich urazach w porównaniu do innych – z uwagi na to, że jestem sportowcem – to jestem do przodu – stwierdził.
Obecność, która motywuje
Choć nie może jeszcze wsiąść na motocykl, Woffinden pozostaje ważnym członkiem zespołu Texom Stali Rzeszów. Jego obecność na meczu z Fogo Unią Leszno miała duże znaczenie symboliczne – to nie tylko wsparcie dla kolegów, ale też deklaracja przywiązania do nowego klubu.
Woffinden już wcześniej udostępniał drużynie swoich mechaników, a jego doświadczenie i profesjonalizm są nieocenione w pracy zespołu. W Rzeszowie witano go jak bohatera – z szacunkiem, sympatią i z nadzieją, że jeszcze w tym sezonie zdoła wrócić na tor.
Powrót na tor? Wciąż otwarta kwestia
Choć wciąż nie wiadomo, kiedy Tai Woffinden będzie mógł wznowić treningi, jego zaangażowanie, dyscyplina i pomoc specjalistów dają nadzieję. Czerwcowa operacja będzie kluczowym momentem w całym procesie leczenia. Od jej przebiegu zależeć będzie dalszy plan rehabilitacji oraz ewentualny harmonogram powrotu do ścigania.
Jedno jest pewne: Tai Woffinden to wojownik. Trzykrotny mistrz świata już nie raz w swojej karierze udowodnił, że nie zna słowa „niemożliwe”. Tym razem jego rywalem jest nie przeciwnik na torze, lecz własne ciało. Ale jeśli ktoś ma z nim wygrać, to właśnie on.
Zdjęcie: publiczny Fb H69 Speedway Rzeszów






