Ufff… Jesteśmy już po zakończeniu zasadniczej fazy rozgrywek o mistrzostwo najlepszej ligi żużlowej na świecie – ekstraligi żużlowej – sezonu 2019. XIV kolejka winna być „odjechana” spokojnie, poza meczem w Gorzowie. Stal jeździła z Włókniarzem, który miał pewne czwarte miejsce. Gdyby gospodarze wygrali za dwa, a najlepiej z bonusem wtedy „na musiku” byłby Motor, który gościł w Grudziądzu walcząc z nieprzegrywającym u siebie GKM-emem. Niestety, Stal tylko zremisowała u siebie z Częstochową i ekipa, która będzie jeździć w barażach z wicemistrzem 1 ligi, już po pierwszym meczu była wszystkim znana. Grudziądz wysoko wygrał z mającym zapewniony już przed meczem ligowy byt Motorem Lublin.

Nadeszła niedziela. Falubaz by mieć zagwarantowane trzecie miejsce na zakończenie rundy zasadniczej musiał w Toruniu zdobyć tylko 38 punktów. Zdegradowany Toruń jechał ostatni mecz w ekstraklasie. W przyszłym sezonie zespół z grodu Kopernika będzie walczył o jeden szczebel rozgrywek niżej. Australijczycy: Jack Holder i Jason Doyle jechali w tym meczu, jakby walczyli w zawodach o wysoką stawkę. Bardzo ostro, wręcz bezmyślnie. Po bezpardonowym ataku Jacka Holdera Falubaz stracił N. Pedersena do końca sezonu. „Nicki Pedersen ma odmę płucną, cztery złamane żebra i złamaną rękę. Zawodnicy z Torunia jechali jak wariaci, a teraz my mamy kłopot, bo straciliśmy przed play-off zawodnika kontraktowanego na trójki – stwierdził po meczu prezes Falubazu Adam Goliński. W Zielonej Górze już znaleziono następcę charakternego Duńczyka. W czterech ostatnich meczach wystąpi uczestnik Speedway Grand Prix Challenge w Gorican –Niemiec Martin Smolinski. Do 2019 r. w całej historii SGP Challenge tylko raz zabrakło Polaków. Niestety w tym roku zdarzyło się to po raz drugi. Władze polskiego żużla mogą być z siebie zadowolone! Gratulujemy. Martin Smolinski w tych bardzo wyrównanych zawodach zajął 10 miejsce z siedmioma punktami. Gdyby nie przerwanie biegu, w których przez trzy okrążenia prowadził startowałby z Maxem Fricke i Martinem Vaculikiem w barażu o trzecie miejsce. Przestrzegamy przed zbytnim optymizmem w obozie Sparty. To, że w meczach półfinałowych play off nie pojedzie Nicki Pedersen, nie znaczy że mecze z Falubazem będą dla Sparty spacerkiem.

Z zawodów w Gorican awans do przyszłorocznej Grand Prix uzyskali Matej Zagar, Niels Kristian Iversen (stali uczestniczy tegorocznej edycji SGP), oraz Max Fricke.

Mecz we Wrocławiu miał być pokazem siły Sparty. Gospodarze mieli ten mecz u siebie wygrać. Pytaniem pozostawało tylko to, czy Sparta zdobędzie punkt bonusowy, czyli wygra co najmniej 11 punktami z drużyną z Leszna. We Wrocławiu nie dopuszczano myśli o porażce z Unią. Sytuację tę potwierdzali nawet bukmacherzy. Kurs na wygraną we Wrocławiu drużyny z Leszna był 1:3,5.

Co więc poszło nie tak? Wielu kibiców nie robi tragedii po porażce. Hasła w stylu dumni ze zwycięstwa, wierni po porażce niczego tutaj nie zmienią. Porażka Sparty 35 – 55 była najwyższą przegraną drużyny z Wrocławia na własnym torze, po remoncie Stadionu Olimpijskiego. Na żywo mecz oglądał komplet widzów – około 13.000 osób. Tor był twardy jak nigdy dotąd w tym sezonie. Wydawać by się mogło, że tragedię z wyniku robią tylko przeżywający porażkę, kibice swojej ukochanej drużyny Sparty Wrocław. Wyrazy twarzy ekipy Sparty Wrocław i sposób wypowiedzi, zdają się mówić, że nic się nie stało. Mecz z Lesznem na zakończenie rundy zasadniczej to już historia. Teraz skupiamy się na pierwszych meczach play off z Falubazem Zielona Góra. A po tych meczach na kolejnych dwóch. O co chodzi? Przecież nic się nie stało! Ciężko ze spokojem podchodzić do takich stwierdzeń. Gdyby twardy (jak nigdy dotąd w tym sezonie) tor miał być dla Leszna zasłoną dymną przed przygotowaniem innego toru w ewentualnych meczach finałowych należało przynajmniej stworzyć pozory walki. Sparta bardzo chce, walczy, ale nie wyszło. Porażka, a w zasadzie klęska w rozmiarach 35 – 55 na własnym torze wyjaśni drużynie z Leszna tylko to, że w ewentualnym finale takiego toru we Wrocławiu na pewno nie będzie. Zastanawiający jest również inny fakt z tego meczu. Spartanie w zasadzie wygrali tylko jeden bieg (Maksym Drabik). Zwycięstwo Taia Woffindena było szczęśliwą wygraną po defekcie będącego na pierwszym miejscu P. Pawlickiego. Czyli albo Sparta ma tak słabe motocykle, a Unia Leszno dysponuje bardzo szybkim sprzętem, albo mechanicy Spartan nie potrafią dostosować motocykli zawodnikom trenującym na tym torze, albo gospodarzom nie zależało na tym by się dobrze spasować do toru. Tylko, że porażka u siebie różnicą 20 punktów nie jest już żadną zasłoną dymną przed ewentualnymi meczami finałowymi… Zakładając, iż brak woli walki, wolne motocykle to był kamuflaż – to nie ma żadnej gwarancji, że za trzy tygodnie np. z uwagi na status meczu zagrożonego tor nie będzie wyglądał właśnie tak samo, czyli będzie bardzo twardy. Poza tym w połowie września pogoda jest bardziej jesienna i jest już więcej wilgoci…

Cóż kibice o meczu Sparty z Unią na forach wypowiadają się różnie. Niektórzy są oburzeni, iż ta porażka „była bardzo słabo wyreżyserowana” i czują niesmak z powodu postawy zawodników Sparty. Inni wyrażają się dosadniej: „Takie pytanie do marketingu Po ch… takie halo, że wielki mecz? O podniesieniu cen biletów nie wspomnę”. Inne w bardziej stonowanych wypowiedziach sugerują, że by zdobyć złoto potrzeba wśród seniorów zawodnika pokroju Grega Hancocka gwarantującego zdobycze punktowe w meczu na poziomie 10 punktów. Bo jak się okazuje wczoraj tylko M. Drabik zdobył 12 pkt. (w 6 startach). Junior zrobił swoje… Pozostali zawodnicy mieli znacznie skromniejsze zdobycze punktowe. Obecny skład Sparty w starciu z Lesznem nie ma szans. I na złoto będziemy musieli jeszcze poczekać. Srebrny medal to sukces tej drużyny. Cóż wynik niedzielnego meczu poważnie zachwiał wizerunkiem drużyny Sparty. Może o to w tym wszystkim chodzi? Tylko z drugiej strony jak to jest możliwe, by Unia Leszno przegrała mecz wyjazdowy ze Stalą Gorzów? Drużyna Stali jako jedyna nie zdobyła w tym sezonie punktu bonusowego. A Sparta u siebie rozprawiła się z drużyną z Gorzowa bardzo wysoko…

Potwierdza to tylko fakt, że tam gdzie kończy się logika zaczyna się żużel. I za to właśnie wszyscy tak kochamy tę dyscyplinę sportu!

Na pewno do następnego meczu kibice, zarówno fanatycy, jak i kibice sukcesu będą rozpamiętywać klęskę z Lesznem. Szkoda tylko zawodników i samej drużyny Sparty. Zakończyła się seria 9 zwycięstw, a i zawodnicy znacznie obniżyli swoje średnie punktowe. O czym w innym artykule. Za podsumowanie niech będzie jeden z komentarzy kibiców Sparty: „Cisza na stadionie mówiła sama za siebie ,przykro jak przegrywa się mecz bez walki, gratulacje dla przeciwników . Jedziemy dalej.”