Dramat Betard Sparty Wrocław. Kontuzje rozbiły faworyta ligi, Cieślak apeluje o rewolucję w regulaminie
Jeszcze kilka tygodni temu Betard Sparta Wrocław była wymieniana jako jeden z głównych kandydatów do zdobycia drużynowego mistrzostwa Polski. Dziś we Wrocławiu bardziej niż o walce o złoto mówi się o przetrwaniu najbliższych tygodni. Klub przeżywa prawdziwy kadrowy dramat, bo w bardzo krótkim czasie stracił aż trzech ważnych zawodników. Kontuzje Daniela Bewleya, Artioma Łaguty oraz Mikkela Andersena sprawiły, że sytuacja wicemistrzów Polski stała się niezwykle trudna.
W środowisku żużlowym coraz głośniej wybrzmiewa pytanie, czy obecne przepisy dotyczące transferów medycznych nie wymagają pilnej zmiany. Głos w tej sprawie zabrał były trener reprezentacji Polski (a wcześniej świetny żużlowiec) Marek Cieślak, który uważa, że kluby powinny mieć możliwość awaryjnego wzmacniania składów już w trakcie rundy zasadniczej, a nie dopiero w fazie play-off.
Prawdziwy szpital w Sparcie
Problemy Sparty zaczęły się od fatalnego wypadku Daniela Bewleya w lidze duńskiej. 20 maja br. Brytyjczyk doznał złamania kości udowej i czeka go wielotygodniowa przerwa. Chwilę później kolejny cios spadł na wrocławian podczas Speedway of Nations 2 w Pradze (piątek 22 maja br.), gdzie urazu doznał podstawowy junior Mikkel Andersen. Duńczyk złamał kość strzałkową.
Najgorsze przyszło jednak we wtorek 26 maja br. podczas meczu ligi szwedzkiej pomiędzy Dackarną Malilla a Smederną Eskilstuna. W 13. biegu Artiom Łaguta z ogromnym impetem uderzył w dmuchaną bandę po utracie panowania nad motocyklem. Początkowo pojawiły się obawy dotyczące urazu ręki. W środę rano sam zawodnik potwierdził jednak najgorszy scenariusz — złamanie ręki.
To oznacza, że trener Piotr Protasiewicz w ciągu kilku dni stracił praktycznie połowę podstawowego składu. Wrocławianie znaleźli się w sytuacji, której przed sezonem nikt nawet nie brał pod uwagę. To jest siedem dni, które wstrząsnęły Betard Spartą.
Włókniarz nagle zobaczył szansę
Już dziś, w piątek 29 maja br. Sparta zmierzy się na wyjeździe z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa. Jeszcze niedawno taki mecz wydawał się formalnością dla wrocławian. Częstochowianie przegrywali bowiem kolejne spotkania średnio różnicą około dwudziestu punktów i pozostają outsiderem PGE Ekstraligi. Do tej pory, w sześciu meczach, nie zdobyli nawet punktu
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
— „Kiedy jakiś czas temu wyznaczono mnie do meczu w Częstochowie z Betard Spartą, to w duchu sobie pomyślałem, że pewnie znowu może to być mecz do 25” — opowiada Marek Cieślak, legendarny trener reprezentacji Polski i ekspert Canal+.
— „Ale po tym co się wydarzyło, to Włókniarz może sprawić niespodziankę, co jednak w sytuacji takiego osłabienia Wrocławia, aż taką niespodzianką nie będzie. Wygrana Włókniarzowi wiele nie pomoże, bo przecież nie ma szans na play-off i jest skazany na play-down, ale za to Betard Sparcie może zabrać wszystko, bo awans do play-off. Trudno zakładać, że ktokolwiek straci jeszcze punkty z Włókniarzem, jeżeli zrobi to Wrocław” — dodaje szkoleniowiec.
To właśnie ten aspekt najbardziej niepokoi ludzi związanych ze Spartą. Jedna porażka może kompletnie skomplikować walkę o czołową czwórkę, szczególnie że liga jest niezwykle wyrównana.
Cieślak przypomina legendarny mecz z 2004 roku
Były selekcjoner reprezentacji Polski przekonuje jednak, że nawet tak trudna sytuacja nie oznacza jeszcze końca marzeń Sparty. Cieślak przypomniał historię z własnej pracy we Wrocławiu.
— „Nie można się poddawać, a we Wrocławiu powinni sobie przypomnieć sezon 2004. Byłem wtedy ich trenerem. Pojechaliśmy na mecz do Tarnowa w pięciu, bo kontuzji nabawił się Sławomir Drabik, a w ogóle nie przyjechał Greg Hancock. Do biegów nominowanych sensacyjnie remisowaliśmy z zespołem, gdzie jeździli m.in. Tony Rickardsson i bracia Gollobowie. Mało tego, gospodarze ratowali się taktycznymi. Ostatecznie przegraliśmy, bo w nominowanych zabrakło nam jednego zawodnika. Sparta musi spojrzeć w historię, że nawet tak przetrąconym składem można zdziałać cuda. Pamiętam, że nam wyszło przede wszystkim to, że optymalnie opracowałem zastępstwa. Wszystko przypasowało. A gdyby był Hancock, to byśmy ich zmietli z toru” — wspomina Cieślak.
Bech ma pomóc, ale problem jest ogromny
Wrocławianie zareagowali błyskawicznie na problemy kadrowe i zakontraktowali Mikkela Becha, który niedawno wrócił do ścigania po zakończeniu kariery. Duńczyk ma pomóc załatać ogromne dziury w składzie, ale trudno oczekiwać, by od razu zastąpił zawodników światowego formatu.
Według Cieślaka kluczowe będzie odpowiednie rozpisanie zastępstw zawodnika.
— „Nie jest to niemożliwe, ale będzie bardzo trudne. Łagutę zastąpi czwórka, Janowski, Kurtz, Kowalski i Bech. Bewleya w zasadzie nikt. Wiele może zależeć od juniorów, a u seniorów marginesu błędu nie będzie” — uważa legendarny trener.
Czas na zmianę przepisów?
Najciekawsze słowa padły jednak w kontekście regulaminu PGE Ekstraligi. Obecnie transfery medyczne możliwe są dopiero w fazie play-off. Zdaniem Cieślaka to zdecydowanie za późno.
— „Sytuacja Sparta dobitnie pokazuje, że powinno się wprowadzić pewne zmiany” — mówi Cieślak.
— „Mamy transfer medyczny w play-off, ale chyba przydałby się także rundzie zasadniczej. Mógłby to być jednorazowy transfer na zasadzie „gościa”. Podobnie jak w Anglii. Kontuzje mogą zniszczyć cały sezon. To nie jest w porządku. Żużel jest sportem specyficznym, kadr nie ma szerokich, ponadto to sport ekstremalny, kontuzjogenny, a w tym roku nad wyraz. To byłoby sprawiedliwe, gdyby w piątek na zasadzie „gościa” we wrocławskiej drużynie mogli wystąpić Ryan Douglas czy Wiktor Przyjemski z 2. Ekstraligi. No bo co ta biedna Betard Sparta ma teraz zrobić?” — pyta retorycznie.
I dodaje na zakończenie:
— „Osobiście bardzo im współczuje. Pracowałem tam dekadę. Znam wiele ludzi związanych z miastem i klubem. Autentycznie jest mi ich żal, bo przez kontuzje mogą przegrać cały sezon.”
Dla Sparty najbliższe tygodnie będą prawdziwym testem charakteru. Jeszcze niedawno we Wrocławiu myślano o złocie. Dziś celem stało się przetrwanie najtrudniejszego momentu sezonu.
Źródło: przegladsportowy.onet.pl
Zdjęcie: Maciej trubisz








