Urodzony dla czarnego sportu

Eugeniusz Błaszak, urodzony 25 maja 1954 roku w Gnieźnie, to postać, która na trwałe zapisała się w historii polskiego żużla. Długoletni kapitan i lider Startu Gniezno był nie tylko jednym z najbardziej utalentowanych zawodników swojego pokolenia, ale także wzorem ambicji, lojalności i oddania barwom klubowym. Jego kariera – rozpoczęta w 1972 roku – była pasmem sukcesów i emocji, aż do tragicznego wypadku w 1988 roku, który na zawsze odmienił jego życie.

Sportowiec z sukcesami

Na torze Błaszak nie pozostawiał złudzeń – był żużlowcem kompletnym. Czterokrotny finalista Indywidualnych Mistrzostw Polski (najlepsze lokaty to dwukrotnie 5. miejsce – w 1979 i 1986), brązowy medalista Drużynowych Mistrzostw Polski z 1980 roku, brązowy medalista Mistrzostw Polski Par Klubowych (Zielona Góra 1980) oraz drugi w klasyfikacji Złotego Kasku (1980) i trzeci w Srebrnym Kasku (1975). Do tego warto dodać młodzieżowe wicemistrzostwo Polski z 1975 roku i drugie miejsce w prestiżowym Kryterium Asów Polskich Lig Żużlowych im. Mieczysława Połukarda w 1987 roku.

Poza gnieźnieńskim Startem reprezentował również Stal Rzeszów oraz Unię Tarnów, a w 1976 roku zaliczył epizod w angielskim klubie Reading Racers. W kraju jednak żużel nie dawał takich korzyści materialnych jak dziś. Jak sam wspominał:

– „Byliśmy pozatrudniani na etatach w państwowych zakładach i przynajmniej ja dość często w tym swoim zakładzie w pracy się pojawiałem. Były do tego stypendia, nagrody, ale nie ma jakiejkolwiek skali porównawczej do tego, co jest dzisiaj.”

Dramat z Tarnowa – chwila, która zmieniła wszystko

18 września 1988 roku. Derby Małopolski – Unia Tarnów kontra Stal Rzeszów. W jednym z wyścigów Eugeniusz Błaszak nie wyhamował za jadącym przed nim zawodnikiem. Nie chcąc wjechać w kolegę z toru, odbił i uderzył w twardą, drewnianą bandę.

– „To był tak naprawdę lekki wypadek. Ludzie byli pewni, że zaraz wstanę, bo wyglądało to niegroźnie. Od razu czułem, że coś nie jest tak. Nie mogłem ruszać nogami.” – wspominał po latach.

Nastąpiło złamanie kręgosłupa i całkowity paraliż. Od tego momentu porusza się na wózku inwalidzkim.

Pomoc i samotność

Unia Tarnów, klub w barwach którego odniósł kontuzję, nie zostawiła go bez wsparcia.

– „Klub mi bardzo pomagał. Rehabilitacja, leczenie. Z pomocą klubu byłem również na leczeniu w Szwecji.”

Jednak życie po wypadku nie było proste. W rozmowie z mediami mówił szczerze:

– „Było jak to w życiu, czyli różnie. Raz pod górkę, raz trochę z górki. Sporo osób mi przez ten czas pomagało, ale były też osoby, które ode mnie się poodwracały.”

Najtrudniejsze w tej codzienności jest trwanie bez możliwości pełnej rehabilitacji.

– „Na pewno jednej rzeczy cały czas potrzebuję – rehabilitacji.”

Nie prosi o pomoc, ale nie ukrywa, że wsparcie jest niezbędne. Podkreśla, że zawody takie jak Gloria Victis, organizowane ku pamięci i wsparciu poszkodowanych żużlowców, powinny wrócić do kalendarza.

– „Niektórym z nas jest naprawdę ciężko.”

Obecny duchem i sercem – zawsze blisko żużla

Pomimo tragedii, nie odciął się od środowiska żużlowego. Pojawia się na meczach, jest gościem honorowym wielu imprez, uczestniczy w życiu klubowym.

– „Mimo że na wózku, to wciąż staram się być w tym sporcie obecny.”

Zawsze może liczyć na ciepłe przyjęcie.

– „O obojętnie jaki mecz nie chodzi, zawsze jestem mile widziany. Czy to Leszno, czy Gniezno – prezes Dworakowski odbiera telefon, wjazd na stadion nigdy nie jest problemem.”

W 2019 roku, mimo trudności fizycznych, pomagał organizacyjnie w klubie Start Gniezno. To pokazuje, jak silne są jego więzi z macierzystym klubem i jak bardzo identyfikuje się z czerwono-czarnymi barwami.

Życie, którego by nie zmienił

Zapytany, czy gdyby mógł cofnąć czas, zmieniłby coś w swoim życiu, odpowiada bez wahania:

– „Nic bym w nim nie zmienił. To, co się stało, to był przypadek. Tak patrzę na to po latach. Niektórzy ludzie giną w wypadkach lub są gorzej pokrzywdzeni przez los. Ja staram się sobie radzić.”

Bohater codzienności

Eugeniusz Błaszak to więcej niż były żużlowiec. To człowiek z niezwykłą siłą charakteru. Dla wielu młodych zawodników jest nie tylko legendą toru, ale i wzorem – jak radzić sobie, gdy życie nagle łamie wszystkie plany. Choć nie może już ścigać się z wiatrem, jego hart ducha wciąż inspiruje całe środowisko żużlowe.

Dziś potrzebuje wsparcia – nie słów, lecz konkretnych działań. Wsparcia systemowego, pamięci o tych, którzy swoje zdrowie zostawili dla emocji kibiców. Bo tacy ludzie jak Eugeniusz Błaszak nie powinni być zapomniani. Oni są fundamentem tego sportu. To dzięki nim żużel ma duszę.

Kluby w których występował Eugeniusz Błaszak:

Liga polska
1972–1975         Start Gniezno
1978–1983         Start Gniezno
1984–1985         Stal Rzeszów
1986–1988         Unia Tarnów

Liga brytyjska
1976      Reading Racers

Zdjęcie: publiczny Fb Start Gniezno