Kibice czwartej rundy mistrzostw świata na długim torze na żużlu w Morizes byli świadkami znakomitych zawodów zakończonych zasłużonym zwycięstwem Mathieu Tressarieu. Dobre zawody odjechał też nasz Stanisław Burza ze swoim teamem, ale o tym za chwilę gdyż chciałbym też wspomnieć o miejscu, które gościło uczestników mistrzostw – na żużlu i Flat Tracku, w którym Polskę reprezentował Łukasz Bujniewicz (zajął on ostatecznie 23 miejsce nie przyjeżdżając ostatni w żadnym z czterech biegów).

W owym Morizes, które jest małym miasteczkiem usytuowanym w zachodniej Francji, około 60 km od Bordeaux znajduje się nietypowy z naszego punktu postrzegania sportu żużlowego tor o długości 530m. Ciekawe jest to, że organizatorzy zgodnie z bieżącymi potrzebami mają możliwość przeprowadzania na tym samym torze także zawodów klasycznego speedwaya choćby z okazji rozgrywania meczów francuskiej ligi.

Długość tego toru jest regulowana poprzez zmianę jego szerokości – im dłuższy tor tym mniejsza jego szerokość. Te korekty dokonywane są na przeciwległej do startu prostej i na drugim łuku. Pierwszy łuk i prosta przy starcie i trybunie głównej są niezmienne. A to jeszcze nie koniec niezwykłości: tor jest wyraźnie niesymetryczny i nie ma w przeciwieństwie do naszych owali osi symetrii to na dodatek jest on „dwupoziomowy”.

Zawodnicy wyjeżdżający z prostej w drugi łuk mają wyraźnie pod górkę. Można się o tym łatwo przekonać oglądając znajdujące się wewnątrz toru boisko do piłki nożnej. Jedna jego strona – przy trybunie leży na tym samym poziomie co prosta startowa ale druga wystaje ponad płaszczyznę drugiej prostej toru na mniej więcej 1,5 m. Do tego tor jest dość wąski dla pięciu zawodników a co dopiero dla sześciu, którzy startują w Mistrzostwach Francji Podsumowując tor w Morizes nie jest taki łatwy do jazdy jak mogłaby mylnie sugerować podawana jedynie jego nieduża długość i trochę się obawiałem jak sobie z nim poradzi Staszek Burza.

A poradził sobie zupełnie dobrze. Jednak powiedzieć tylko, że zdobył 7 punktów w pięciu startach i zajął 12. miejsce to jak nic nie powiedzieć. Istotne jest to, że Stasiu punkty te wywalczył. Już w pierwszym biegu przyjechał do mety drugi przed Z. Wajtknechtem, T. Pijperem i J. Tebbe i zdobył 3 pkt ustępując jedynie późniejszemu zwycięzcy M. Tressarieu.

W swoim drugim starcie Staszek znakomicie wystartował i po wyjściu z pierwszego łuku miał już wyraźną i kilkumetrową przewagę nad resztą stawki ale za jego plecami doszło niestety do kolizji i upadku dobrze jeżdżądzego w tym dniu Hynka Sticheuera i bieg musiał byc przerwany i powtórzony. Szkoda bo Stasiu był na dobrej drodze po pierwsze zwycięstwo biegowe.

Ale cóż, zdrowie zawodników jest najważniejsze. W powtórce nasz zawodnik zdobył 2 pkt. Potem było trochę słabiej i w dwóch kolejnych startach dwa zera: w jednym Stasiu musiał uznać wyższość rywali i choć mimo, że jechał na końcu to walczył i siedział na kole rywala do końcowych metrów; a wyścig z drugim zerem zwyczajnie jemu nie wyszedł od początku. Na koniec dorzucił jeszcze 2 pkt co dało Stasiowi (i nam kibicom) łącznie 7 pkt i 12. miejsce.

Jak widać z turnieju na turniej jest coraz lepiej. Coraz więcej punktów, wyższe miejsca i coraz lepsza jazda. Objeżdżenie i doświadczenie zdobywane na kolejnych długich torach przynosi efekty. Mając na uwadze następne zawody za niecały tydzień w Niemieckiej Vechcie, gdzie znajduje się szybki 550 m tor z nawierzchnią podobną do polskich torów możemy wszyscy być optymistami. Powinno być dobrze. A jeśli nie to Stasiu wiedz o tym, że: czy wygrywasz czy nie…

Zdjęcia: autor tekstu