Transferowe szaleństwo trwa w najlepsze. Gorzów nie chce być tylko statystą
Jeszcze niedawno Gezet Stal Gorzów była o krok od sportowej i finansowej przepaści. Na przełomie 2024 i 2025 roku mówiło się o możliwym bankructwie, problemach z uzyskaniem licencji i braku środków nawet na podstawowe funkcjonowanie. Dziś – zaledwie kilka miesięcy później – sytuacja diametralnie się zmieniła. Klub z Gorzowa nie tylko pewnie stoi na nogach, ale staje się jednym z najbardziej aktywnych graczy na giełdzie transferowej. Co więcej, władze Stali mają ambitny plan – zbudować skład, który już w 2026 roku włączy się do walki o mistrzostwo Polski!
Transferowa ofensywa z rozmachem
Ofensywa transferowa Gezet Stali Gorzów zaskoczyła całą żużlową Polskę. W czasie, gdy inne kluby kończą budowę składów, działacze z Gorzowa… dopiero się rozkręcają. Pewne jest już, że w sezonie 2026 barwy Stali reprezentować będzie Jack Holder, którego transfer został sfinalizowany jako pierwszy. To jednak dopiero początek. Na radarze Stali są nazwiska, które wyraźnie sugerują jedno – Gorzów nie chce walczyć o utrzymanie. Gorzów chce złota.
Wśród zawodników, z którymi prowadzone są rozmowy, znajdują się:
- Piotr Pawlicki,
- Maksym Drabik,
- Rohan Tungate,
- Max Fricke,
- Paweł Przedpełski,
- Przemysław Pawlicki,
- Jakub Krawczyk,
- Mathias Pollestad,
- oraz… Anders Thomsen, który do niedawna był liderem zespołu.
Plan A jest jasny: pozyskać Piotra Pawlickiego, Drabika i Tungate’a – i dołączyć ich do Jacka Holdera. W takim zestawieniu Gezet Stal miałaby czterech solidnych liderów, doświadczonych i sprawdzonych na poziomie PGE Ekstraligi. A przy sprzyjających okolicznościach – i odrobinie szczęścia – taki skład mógłby realnie marzyć o walce o tytuł.
Thomsen za drogi, choć wciąż w grze
W tle tych spektakularnych rozmów trwa patowa sytuacja z Andersem Thomsenem, który choć jeszcze nie odszedł, to w zasadzie już pakuje walizki. Duńczyk nie prezentuje formy, jakiej oczekiwaliby kibice i działacze, a jego żądania finansowe są – delikatnie mówiąc – zbyt wygórowane. Mówi się o 1,2 miliona złotych za sam podpis oraz 12 tysięcy złotych za zdobyty punkt. Takie warunki – w połączeniu z przeciętną postawą w sezonie 2025 – odstraszają nie tylko Stal, ale także inne zainteresowane kluby.
Obecnie Thomsen pozostaje w Gorzowie jedynie jako opcja rezerwowa. Jeśli nie uda się dopiąć transferów Drabika i Piotra Pawlickiego, klub może jeszcze wrócić do rozmów z Duńczykiem – ale tylko w sytuacji, gdy ten istotnie obniży swoje oczekiwania finansowe. W przeciwnym razie otrzyma zielone światło na poszukiwanie nowego pracodawcy.
Młodzieżowy atut i niepewność seniorów
W kuluarach mówi się także o poważnym zainteresowaniu Mathiasem Pollestadem – młodym i niezwykle perspektywicznym Norwegiem, który już w tym sezonie pokazał błysk talentu. Jeśli transfer doszedłby do skutku, Stal musiałaby wystawiać w składzie dwóch krajowych juniorów, ponieważ Pollestad formalnie nie liczy się jako wychowanek. To jednak nie byłby większy problem, bo Oskar Paluch ma pozostać w zespole i być jednym z motorów napędowych na pozycji młodzieżowca.
Z kolei wśród dotychczasowych seniorów raczej nikt nie może spać spokojnie. Martin Vaculík już jest po słowie z Orlen Oil Motorem Lublin, a pozostali – mówiąc wprost – nie prezentują poziomu, którego w Gorzowie oczekują. Działacze nie ukrywają, że preferują przebudowę i nową jakość zamiast dalszego opierania się na zawodnikach, którzy zawodzą.
Ekstraliga 2026 bez wyraźnego lidera?
W nadchodzącym sezonie PGE Ekstraliga może być wyjątkowo wyrównana. Już teraz cztery zespoły zamknęły swoje kadry – Orlen Oil Motor Lublin, PRES Toruń, Betard Sparta Wrocław i Stelmet Falubaz Zielona Góra. Co ciekawe, żadna z tych drużyn nie będzie w przyszłym roku wyraźnie silniejsza niż obecnie, a niektóre (jak Lublin czy Wrocław) być może będą nieco słabsze.
W tym kontekście Stal Gorzów z nowym składem mogłaby wskoczyć do ligowej czołówki i… zrobić niespodziankę. Zespół, który w czerwcu 2025 drży o utrzymanie, może w czerwcu 2026 świętować medal. Kluczem będą transfery – nie tyle ilość, co jakość. Jeżeli Holderowi uda się dołożyć Pawlickiego, Drabika i Tungate’a, a na juniorce dalej będą punkty Palucha, to taki skład będzie realną siłą.
Gorzowskie wariactwo, ale z głową?
Można się zastanawiać, skąd ten nagły przypływ optymizmu i środków w Gorzowie. Czy za ofensywą transferową stoją nowi sponsorzy? Czy miasto zwiększyło zaangażowanie finansowe? A może to tylko krótkotrwały zryw i próba ratowania sytuacji sportowej po nieudanym sezonie? Tego na razie nie wiadomo, ale jedno jest pewne – Gorzów znów chce być ważnym graczem w polskim żużlu.
I choć transferowy szał trwa w najlepsze, a niektóre ruchy przypominają pokerową zagrywkę vabank, to tym razem w Stali wygląda to na ruchy przemyślane. Czy wystarczy to, by wrócić na szczyt? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – żużlowy środek lata w Gorzowie jest gorący jak nigdy dotąd.
Zdjęcie: Patrycja Knap






