Zaciągnięty w październiku kredyt konsolidacyjny miał być dla Stali Gorzów początkiem wyjścia z finansowego kryzysu. Dziś wiadomo już, że był to jedynie środek doraźny, który nie rozwiązał wszystkich problemów. W krótkim czasie wokół klubu rozpętała się bowiem burza, której źródłem nie są już wyłącznie liczby w budżecie, ale narastający konflikt polityczny. Konflikt, który – jak podkreślają osoby zbliżone do klubu – może okazać się dla Stali groźniejszy niż wcześniejsze zadłużenie.
Rosnące zmęczenie akcjonariuszy i sponsorów
Zamieszanie wokół finansów i zarządzania klubem coraz mocniej odbija się na jego codziennym funkcjonowaniu. Akcjonariusze Stali Gorzów tracą cierpliwość, a sponsorzy z niepokojem obserwują rozwój wydarzeń. Efektem jest wyraźne spowolnienie sprzedaży lóż sponsorskich oraz negocjacji z kluczowymi partnerami.
To szczególnie niebezpieczne w sytuacji, gdy klub musi zbudować budżet przekraczający 20 milionów złotych na kolejny sezon. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się to realne – dziś mobilizacja całego gorzowskiego środowiska, która była widoczna jesienią, praktycznie zanikła.
Trzy miliony i jeszcze większy problem
W październiku prywatni biznesmeni zdecydowali się zwiększyć kapitał klubu o kolejne trzy miliony złotych, co miało ustabilizować sytuację finansową. Jak się jednak okazuje, ten ruch tylko podbił stawkę w toczącym się sporze.
Stal Gorzów stoi obecnie przed koniecznością zwrotu blisko 800 tysięcy złotych nieprawidłowo rozliczonych dotacji przez spółkę akcyjną Stal Gorzów oraz 700 tysięcy złotych źle rozliczonych dotacji przez Stowarzyszenie Stal Gorzów. Termin zapłaty już minął, a w klubowym budżecie nie ma środków, które pozwoliłyby te zobowiązania uregulować. Trudno też wskazać realne źródło ich szybkiego pozyskania.
Wojna polityczna w tle
W Gorzowie Wielkopolskim coraz głośniej mówi się o politycznym tle całego zamieszania. Punktem zapalnym ma być rywalizacja dwóch postaci, które – według nieoficjalnych opinii – w wyborach samorządowych w 2029 roku mogą stanąć naprzeciw siebie w walce o fotel prezydenta miasta.
Chodzi o byłego prezesa Stali Ireneusza Macieja Zmorę oraz byłego wiceprezesa klubu Patryka Broszkę. Choć żaden z nich oficjalnie nie potwierdził takich ambicji, w lokalnym środowisku politycznym mówi się o nich otwarcie. Obaj reprezentują różne frakcje i mają silne zaplecze.
Zmora jest przewodniczącym klubu Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miasta i pozostaje w bliskich relacjach z prywatnymi akcjonariuszami Stali. Broszko natomiast był zaufanym człowiekiem obecnego prezydenta Gorzowa Jacka Wójcickiego, który umożliwił mu objęcie funkcji w klubie.
Odsunięcie Broszki i narastający konflikt
Po zakończeniu ostatniego sezonu Patryk Broszko został odsunięty od podejmowania kluczowych decyzji, a wkrótce potem sam zrezygnował z pracy w klubie. Wśród osób dobrze zorientowanych w gorzowskiej polityce nie brakuje opinii, że to właśnie ta decyzja akcjonariuszy miała rozwścieczyć prezydenta miasta i zapoczątkować obecne problemy Stali.
Jedna z osób obserwujących wydarzenia z bliska mówi wprost:
– Możliwe, że to działania mające na celu zagłodzić klub. Problem w tym, że akcjonariusze mogą stracić cierpliwość i zrezygnować z dalszego dotowania klubu. Wtedy Stal zostanie utopiona, a winowajcą zostanie okrzyknięty obecny prezydent i jego ludzie.
Według tych samych źródeł, alternatywnym celem działań prezydenta Wójcickiego może być próba odzyskania wpływów w klubie i przywrócenia do jego struktur „swoich” ludzi. Warto przypomnieć, że oprócz Broszki, do niedawna w Stali pracowało jeszcze dwóch innych nominatów prezydenta.
List Broszki i uderzenie w Zmorę
Politycznych inspiracji nie brakuje również w działaniach samego Broszki. W liście skierowanym do prezydenta miasta trzykrotnie odniósł się on do zaniedbań przypisywanych byłemu prezesowi Ireneuszowi Maciejowi Zmorze. Co istotne, wyliczył mu więcej zaniedbań niż Waldemarowi Sadowskiemu, uznawanemu za głównego winowajcę finansowej katastrofy klubu.
Broszko zaapelował także o dokładne przebadanie dokumentów finansowych z lat, gdy klubem zarządzał Zmora. W kontekście możliwej przyszłej rywalizacji politycznej, takie materiały mogą mieć niebagatelne znaczenie.
Publiczne wystąpienie i reakcja senatora
Sytuację dodatkowo zaogniło publiczne wystąpienie Patryka Broszki w mediach społecznościowych. Były wiceprezes nie krył ostrej oceny działań poprzedników:
— Słowa trzeba dotrzymywać, tak zostałem nauczony — mówił Broszko. — Jako były przedstawiciel miasta w strukturach Stali Gorzów przekazałem prezydentowi wnioski wynikające z analizy dokumentów finansowych. Nie mam wątpliwości, że doszło do naruszenia prawa.
Na te słowa zareagował na antenie Radia Zachód senator RP i były prezes Stali Gorzów Władysław Komarnicki:
— To jest nikomu niepotrzebne — mówił. — Cenię pana Broszko, bo wykonał swoją robotę. Dzisiaj robienie z tego przedstawienia nijak ma się do tego, jaką traumę przeszła Stal. Raczej trzeba to wszystko wyciszać. Broszko mógł iść z tym do prezydenta, do prokuratora, ale nie żeby to nagłaśniać.
„W rodzinie pewnych rzeczy się nie wynosi”
Komarnicki odniósł się również do argumentu, że Broszko został wcześniej publicznie wywołany do tablicy:
— W jednym i drugim przypadku to jest niedojrzałość. Tak jak w rodzinie, czy w domu, nie wynosi się pewnych rzeczy, rzeczy, które są tylko dla rodziny. Rodzina, która tym zarządzała i rodzina, która będzie zarządzała, powinny ze sobą rozmawiać, a nie robić tego przez media. Jestem za tym, aby strony się wyciszyły. Są organy, które mają to sprawdzić. Od tego jest prokurator i prezydent miasta ze swoimi organami kontrolnymi. Wywlekanie tego publicznie uderza w Stal Gorzów.
Klub największą ofiarą konfliktu
Jedno jest pewne: cała sytuacja najmocniej uderza w sam klub. Stal Gorzów stała się przedmiotem walki politycznej, a odbudowa zaufania kibiców i sponsorów w takich warunkach będzie niezwykle trudna. Bez stabilności, spokoju i jedności środowiska trudno myśleć o finansowej odbudowie i sportowych ambicjach.
O komentarz w sprawie planowanych dalszych działań zapytany został prezydent Gorzowa Wielkopolskiego Jacek Wójcicki, jednak odpowiedział, że nie ma nic do dodania poza tym, co powiedział podczas poniedziałkowej konferencji prasowej, na której zaprzeczył, by cała sprawa miała charakter polityczny.






