Sytuacja finansowa Gezet Stali Gorzów może odbić się na składzie drużyny w nadchodzącym sezonie. W tle pojawia się możliwość niezatwierdzenia do startów jednych z największych gwiazd zespołu – Jacka Holdera i Andersa Thomsena. Do sprawy odniósł się były znakomity zawodnik i trener Marek Cieślak, który nie kryje zdziwienia działaniami władz żużla.
Cztery miliony straty i warunki do spełnienia
Problemy gorzowskiego klubu są efektem zakończenia poprzedniego roku ze stratą na poziomie czterech milionów złotych. Dziura budżetowa została na koniec sezonu załatana przez akcjonariuszy.
Obecny skład Gezet Stali nie jest jednak tańszy, co – jak wynika z przekazanych informacji – doskonale zdają sobie sprawę władze żużla. Oczekują one, by klub na bieżąco regulował swoje zobowiązania.
W praktyce oznacza to, że Gorzowianie muszą:
- dopłacić do kapitału
lub - przedstawić wiarygodne umowy sponsorskie.
Jeśli tego nie zrobią, mogą mieć problem z zatwierdzeniem do startów swoich największych gwiazd – Jacka Holdera i Andersa Thomsena. Obowiązuje bowiem zasada, zgodnie z którą pierwszeństwo mają najtańsi zawodnicy.
Cieślak: „Brak w tym konsekwencji”
Do całej sytuacji odniósł się Marek Cieślak w rozmowie z WP SportoweFakty. Legendarny szkoleniowiec nie ukrywa, że decyzje władz budzą w nim wątpliwości:
- Przyznam, że nie wszystko w tym naszym żużlu rozumiem. Władze naszej dyscypliny czasami zachowują się, jakby chciały być świętsze od papieża. Dla mnie takie zagrywki nie są jednak w porządku, bo brak w tym konsekwencji. Skoro daliśmy komuś licencję i uznaliśmy, że spłacił zawodników, to z jakiej racji teraz takie wymagania? Był problem? To trzeba było odmówić przyznania licencji w zeszłym roku. Był czas, żeby to przeciąć – mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Marek Cieślak.
Były trener kadry podkreśla, że przyznanie licencji powinno oznaczać formalne zamknięcie wcześniejszych zobowiązań.
Licencja to potwierdzenie rozliczeń
Cieślak uważa, że obecne działania nie rozwiążą problemów finansowych klubów:
- Przyznanie licencji to dla mnie uznanie, że klub się rozliczył i wykonał zadanie. Nie powinno być zatem problemu z zatwierdzaniem zawodników. Czasami mam wrażenie, że sami kopiemy sobie dół. A powinniśmy mieć w sobie jakąś refleksję. Trzeba spojrzeć na realne problemy. Powinniśmy zastanowić się, ilu widzów przed telewizorami miał kilka lat temu żużel, a ilu ma dziś. To jest coś, co trzeba przeanalizować i się nad nim pochylić – zaznacza szkoleniowiec.
W jego ocenie kluczowa jest szersza refleksja nad kondycją całej dyscypliny, w tym nad spadającą oglądalnością.
Spadki oglądalności – nie tylko kwestia kodowania
Cieślak nie zgadza się z tezą, że spadek zainteresowania to wyłącznie efekt przeniesienia żużla do pakietu premium:
- Rozumiem, że żużel został nieco bardziej zakodowany i to powoduje spadki. Ten argument mnie przekonuje, ale tylko trochę, bo uważam, że przyczyn jest nieco więcej. Przede wszystkim mamy za duże dysproporcje pomiędzy zespołami, które startują w PGE Ekstralidze. To przekłada się na spotkania do jednej bramki, w których wynik można pisać przed startem pierwszego biegu. Ostatnie finały PGE Ekstraligi okazały się interesujące, ale był to wyjątek od reguły, bo wcześniej po kilku biegach można było się przełączyć na inny kanał na bajkę na dobranoc – tłumaczy.
Były selekcjoner wskazuje więc na problem nierówności sportowej, która jego zdaniem przekłada się bezpośrednio na atrakcyjność widowiska.
Limity finansowe nie rozwiążą problemu?
Od 2027 roku kluby będą mogły wydawać na kontrakty zawodników 65–70 procent swoich przychodów. Zdaniem Cieślaka nie jest to rozwiązanie, które uzdrowi sytuację:
- Problem w tym, że to pogłębi jeszcze bardziej różnice sportowe, o których mówię. Jeśli niektórzy mają budżety po 30 mln złotych, to ci z dołu nigdy do tego poziomu nie dojdą i nadal będziemy mieć jednostronne mecze i spadki oglądalności – uważa Cieślak.
W jego opinii dysproporcje finansowe będą wciąż przekładać się na dysproporcje sportowe.
KSM jako możliwe narzędzie
Według Marka Cieślaka obecne problemy – finansowe, sportowe i wizerunkowe – można ograniczyć przede wszystkim jednym mechanizmem:
- Środków idealnych nie ma, ale KSM mógłby w jakimś stopniu załatwić wszystkie problemy, które ma obecnie żużel. Najlepsi nadal zarabialiby dużo, ale to normalne. Mogłoby to jednak wpłynąć na wystudzenie finansów. Już teraz sporo klubów ma problemy, a czuję, że za rok czy dwa będą one jeszcze większe. Poza tym mecze byłyby bardziej wyrównane, co przełożyłoby się pozytywnie na oglądalność – podsumowuje.
Sedno sprawy
Na dziś kluczowe pozostaje pytanie, czy Gezet Stal Gorzów spełni wymagania finansowe władz ligi i czy Jack Holder oraz Anders Thomsen zostaną zatwierdzeni do startów.
Wypowiedzi Marka Cieślaka pokazują jednak, że sprawa wykracza poza jeden klub i dotyka szerszego problemu funkcjonowania całego polskiego żużla – od zasad licencyjnych, przez model finansowania, po atrakcyjność rozgrywek.
Źródło: sportowe.fakty.wp.pl
Zdjęcie: publiczny Fb Stali Gorzów







