Nie tylko 2025 – znamy plany na przyszłość
Choć tegoroczna warszawska runda Speedway Grand Prix dopiero co za nami to, już teraz można z niemal całkowitą pewnością powiedzieć, że PGE Narodowy nadal pozostanie jednym z kluczowych punktów kalendarza żużlowych mistrzostw świata. Prezes Polskiego Związku Motorowego, Michał Sikora, w programie Magazyn PGE Ekstraligi na WP SportoweFakty ujawnił długo wyczekiwane wieści dotyczące przyszłości tej prestiżowej imprezy.
– Mogę potwierdzić, że wstępnie mamy zaklepaną organizację Grand Prix Polski w Warszawie na PGE Narodowym także na sezon 2027. Szczegóły kontraktu są już wynegocjowane, ale nie został on jeszcze podpisany – zdradził Sikora.
To oznacza, że stolica Polski pozostaje mocnym punktem na mapie światowego żużla co najmniej do 2027 roku. Do podpisania finalnych dokumentów pozostało tylko dopełnienie formalności, ale w żużlowym środowisku nie zdarzyło się jeszcze, by wynegocjowana umowa nie została sfinalizowana. Dla kibiców to świetna wiadomość – ulubiony turniej pod dachem, w sercu kraju, nigdzie się nie wybiera.
Zamiast bojkotu – strategiczna decyzja PZM
W ostatnich miesiącach pojawiały się głosy, że warszawskie Grand Prix może zostać wykorzystane przez polskich działaczy jako forma nacisku na FIM i promotora cyklu SGP, by wymusić zmiany w formule lub zarządzaniu cyklem. Plotkowano nawet, że organizacja tegorocznej rundy stoi pod znakiem zapytania.
Prezes PZM przyznał otwarcie, że takie głosy rzeczywiście docierały do władz związku:
– Wiem, że część fanów oczekiwała od nas, byśmy zrezygnowali z organizacji Grand Prix. Mieliśmy jednak pewne ustalenia biznesowe, które nie pozwalały nam na taki ruch, bo moglibyśmy sobie mocno zaszkodzić. Przemyśleliśmy sprawę i podjęliśmy racjonalną decyzję – powiedział Michał Sikora.
To pokazuje, że mimo kontrowersji i napięć w międzynarodowej federacji, PZM postawił na rozsądek i kontynuację tradycji. Zamiast rezygnować z turnieju o ogromnym potencjale promocyjnym i sportowym, postanowiono dalej budować prestiż Grand Prix w Polsce.
Wielkie koszty, wielka widownia, wielki sens
Zorganizowanie jednodniowych zawodów żużlowych na PGE Narodowym to przedsięwzięcie logistyczne i finansowe na ogromną skalę. Koszty imprezy sięgają 10 milionów złotych. Sam wynajem stadionu to 2,5 miliona, licencja promotora to kolejne 2 miliony, a ułożenie toru – 1,5 miliona złotych. Do tego dochodzą „drobne” wydatki na marketing, ochronę, catering w strefach VIP czy magazynowanie siedmiu tysięcy ton materiału torowego w specjalnej hali.
Mimo to, PZM nie tylko nie rezygnuje, ale uważa, że projekt ma sens – pod warunkiem wysokiej frekwencji.
– Wychodzę z założenia, że nie ma sensu organizowanie GP w tym miejscu dla 20 tysięcy widzów. Próg opłacalności wynosi około 35 tysięcy widzów i przy takiej liczbie mamy pewność, że nie będziemy musieli dopłacić do organizacji. W tym roku był komplet, 50 tysięcy widzów, co pokazuje, że zapotrzebowanie na żużel w tym miejscu wciąż jest bardzo duże – zaznaczył Sikora.
To właśnie ogromne zainteresowanie kibiców z całej Polski (i nie tylko) sprawia, że PZM decyduje się na kontynuację projektu – mimo jego ogromnego rozmachu.
Drużynowy Puchar Świata zamiast Grand Prix? Nie tym razem
Choć przyszłoroczna edycja Grand Prix również się odbędzie, to w 2026 roku PGE Narodowy przeżyje innego rodzaju żużlowe emocje. Wtedy bowiem – jak potwierdził prezes PZM – zorganizowany zostanie wielki finał Drużynowego Pucharu Świata, który wraca do kalendarza po sukcesach w 2023 roku.
– Na razie skupiamy się na najbliższej edycji oraz przeprowadzeniu w przyszłym roku wielkiego finału Drużynowego Pucharu Świata, który odbędzie się w wakacyjnym terminie, bo pod koniec sierpnia. Mamy nadzieję, że będzie wielką atrakcją dla kibiców – zapowiedział Michał Sikora.
Wszystko wskazuje więc na to, że Warszawa będzie gościć największe żużlowe gwiazdy bez przerwy co najmniej przez trzy kolejne lata – w różnych formatach i z różną stawką, ale zawsze na najwyższym poziomie.
Podsumowanie: żużel w stolicy się opłaca
Choć organizacja Grand Prix w Warszawie wiąże się z potężnymi kosztami i wymaga wielomiesięcznych przygotowań, to wszystko wskazuje na to, że jest to inwestycja, która się opłaca – i finansowo, i wizerunkowo. Pełne trybuny, międzynarodowe zainteresowanie, prestiżowy status – to wszystko składa się na wyjątkową żużlową wizytówkę Polski.
Grand Prix w Warszawie zostaje. Czy to dobrze, że zostaje?…






