Sebastian Paruzel jest czołowym zawodnikiem oraz kapitanem Lwów Częstochowa. W roku ubiegłym w rozgrywkach CS Superligi speedrowerowej wywalczył wraz z kolegami z zespołu brązowy medal. Zapraszam do lektury wywiadu z tym zawodnikiem.

Paweł Wittchen: Pana okolice rodzinne – Częstochowa, Kłobuck to miasta „obfite” w zespoły grające bluesa, by wspomnieć choćby takie „kapele” jak Breakmaszyna, Forsal czy Murphy Blues, czy słucha Pan tej muzyki?
Sebastian Paruzel: Nie słucham tego typu muzyki a aktualnie mieszkam koło Kłomnic, a od Kłobucka trzymam się jak najdalej (śmiech).

PW: Jak przebiegają Pana przygotowania do nadchodzącego sezonu?
SP: Trenuję razem z drużyną w miarę możliwości, wiadomo że rodzina i praca jest ważniejsza a teraz na dniach spodziewamy się synka więc będzie jeszcze mniej czasu ale jakoś spróbuję to wszystko pogodzić.

PW: Na co stać Lwy Częstochowa w tegorocznych rozgrywkach ligowych?
SP: Myślę że jak będziemy dysponować całym składem na najważniejsze mecze to medal jest w zasięgu ale to zweryfikuje tor.

PW: Czy czuje się Pan zawodnikiem spełnionym czy pozostaje jednak niedosyt?
SP: Czy spełnionym?, na pewno coś tam kiedyś się osiągnęło ale potem rodzina, praca i teraz cieszę się z samej jazdy a może w przyszłości wróci parcie na wynik i wtedy będę wiedział co chcę osiągnąć a na razie walczymy w lidze i to jest cel numer jeden.

PW: W Częstochowie powstał drugi tor. Czy już Pan na nim jeździł? Jeśli tak to jakie ma Pan wrażenia?
SP: Fajnie że jest drugi obiekt ale z tego co wiem trzeba tam jeszcze popracować z nawierzchnią bo jest bardzo sypka, osobiście jeszcze nie miałem okazji tam pojeździć może za tydzień się uda.

PW: Jaki jest Pana zdaniem optymalny wiek dla zawodnika uprawniającego speedrower?
SP: Między 13 a 60 rokiem życia można z powodzeniem ścigać się na wysokim poziomie (śmiech). Wszystko zależy od przygotowania i zdrowia.

PW: Cofnijmy się do początków Pana kariery. Dlaczego akurat speedrower?
SP: Na początku miał być żużel ale oczywiście rodzice nie pozwolili a że już wtedy jeździliśmy między sobą dla zabawy na podwórku to jakoś tak wyszło że do klubu ściągnął mnie Piotr Banasiak i zacząłem się ścigać. Jeszcze wtedy dostałem rower z klubu, który ważył chyba z 20 kg ale dawniej nikt nie potrzebował super sprzętu i stroju. Wystarczyła nam dobra zabawa nie to co teraz.

PW: Dziękuję za wywiad.