Wczoraj zamieściliśmy pierwszą część rozmowy z Damianem Wojczyńskim. O swoich sukcesach, kontuzjach, ale też o przygotowaniach do nowego sezonu opowie dziś nasz bohater. Zapraszamy do lektury.

Na wirażu. Bardzo dużo czasu poświęcasz swojemu synowi. On, mając cztery lata już stawia swoje pierwsze speedrowerowe kroki. Czy tata będzie wspierał syna w speedrowerowej karierze jeśli taką drogę syn będzie chciał wybrać?
Damian Wojczyński: Wojtek pojawił się na torze zainspirowany tatą. Jak to bywa u małych dzieci, zapał do różnych rzeczy przychodzi równie szybko, co znika. Wojtek kilka razy pojawił się na treningach, jednak nadal jest na etapie doskonalenia jazdy bez bocznych kółek. Jeżeli w przyszłości zdecyduje się na regularne treningi jak i starty w zawodach, na pewno będzie mógł liczyć na moje wsparcie. Doświadczenie taty, pozwoli mu uniknąć błędów, które ja popełniłem w przeszłości, natomiast nie będę Wojtka nakłaniał do jazdy wbrew jego woli. Sam w przeszłości próbowałem wielu dyscyplin, aż znalazłem tą właściwą.

Nw: Czy to prawda, że swoje ostatnie speedrowerowe starty w barwach Wirażu miałeś w 2009 r? Dlaczego ta przerwa od ścigania była tak długa? I co przez ten czas porabiałeś?
DW: Tak, to prawda. Nawracające problemy z plecami oraz z lewym kolanem sprawiły, że każdy trening i zawody to była walka z samym sobą. Radość z jazdy zastąpił ból i wypadało powiedzieć STOP. Skupiłem się wtedy na rozwoju osobistym. Jako jedyny z roku przystąpiłem do obrony Pracy Magisterskiej w terminie. Zmieniłem pracę, finalnie przeprowadziłem się do Wrocławia, gdzie na nowo zacząłem układać swoje życie. W 2014 roku powróciłem do gry w piłkę nożną (druga sportowa “miłość” w moim życiu). Z całkiem dobrym rezultatem pojawiałem się na boiskach 6-osobowej ligi Śląsk Wrocław PRO. Przez chwilę był nawet plan aby spróbować swoich sił w 11-osobowym zespole Parasola Wrocław, jednak testy z drużyną dobitnie pokazał mi, że techniki piłkarskiej nie da się nadrobić, po tylu latach przestoju i ten obszar to już dla mnie typowo amatorskie granie.

Nw: Skoro wspomnieliśmy o dawnych czasach to chcę zapytać ciebie o twoje największe sukcesy w karierze? Który sukces uważasz za najważniejszy?
DW: W 2001 roku zostałem złotym medalistą Mistrzostw Polski Par Klubowych Juniorów, a kilka tygodni później dołożyłem srebrny medal w drużynie. Sukces który zapadł mi jednak bardziej w pamięci nastąpił 2 lata później, podczas finału Drużynowego Pucharu Polski w Toruniu. Jako Junior, pojechałem ze starszymi kolegami i moim zadaniem było “spróbować coś przywieźć”.
W tym okresie Toruń posiadał najmniejszy tor speedrowerowy w Polsce. Postawiłem na dość szalone rozwiązanie – założyłem przełożenie 30-18, wychodząc z założenia, że nie mogę dać się zamknąć, a wykorzystać walkę, która będzie miała miejsce przede mną. W rundzie zasadniczej zdobyłem najwięcej punktów z drużyny. To sprawiło, że w biegach nominowanych wystartowałem w ostatniej rundzie, z najlepszymi zawodnikami tego dnia. W tym ostatnim biegu byłem już przysłowiowym “chłopcem do bicia” ale dzięki temu koledzy z drużyny trafili na niżej notowanych rywali i przywieźli punkty, które pozwoliły nam zaskakująco stanąć na 3 stopniu podium. Tego dnia zaskoczyłem wiele osób, w tym także samego siebie.

W górze Damian Wojczyński – złoty medal Mistrzostw Polski Par Klubowych Juniorów – Ostrów Wielkopolski 2001r.

Nw: Czy w trakcie trwania swojej kariery odniosłeś jakieś poważne kontuzje?
DW: Na szczęście obyło się bez złamań. Kontuzje, które mam na koncie, to standardowe obicia lewej strony ciała, która w pierwszej kolejności cierpi przy upadkach – z naciskiem na lewe kolano, które wielokrotnie w tym okresie dawało o sobie znać.

Nw: Ostrów jest miastem, które kibicom sportowym kojarzy się przede wszystkim z koszykówką i żużlem. Jak to się stało, że zacząłeś startować na speedrowerowym torze?
DW: Właśnie przez wspomniany żużel pojawiła się speedrowerowa pasja. Praktycznie na każdym osiedlu znajdował się prowizoryczny tor speedrowerowy. Z chłopakami z okolicy całe wakacje ścigaliśmy się dookoła betonowej tablicy, która została po budowie bloków z wielkiej płyty. Pewnego dnia zobaczyłem reportaż w telewizji kablowej, o kolegach ścigających się na sąsiednim osiedlu. Dowiedziałem się z niego, że obok stadionu żużlowego buduje się tor. Został on ukończony w 1998 roku, jednak byłem za młody aby rodzice puszczali mnie samego na tor, przez pół miasta. W drużynie Wirażu pojawiłem się 2 lata później.

Nw: Czy jako sportowiec czujesz się spełniony? Czy z perspektywy czasu uważasz, ze można było więcej osiągnąć w speedrowerze, czy jednak to miejsce w którym teraz jesteś i życiowo i zawodowo uważasz za swój sukces?
DW: Jako Junior miałem marzenie aby odegrać główną rolę, w Finale Indywidualnych Mistrzostw Polski Juniorów. To nigdy nie nastąpiło, zegara już jednak nie cofniemy. W ostatnim roku juniora zaprzepaściłem swoją szansę na awans do Finału w ostatnim biegu, eliminacyjnego turnieju we Wrocławiu. “Po małej” wyprzedził mnie wtedy dużo młodszy kolega z zespołu – Marcin Kołata, który kilka tygodni później równie zaskakująco zdobył brązowy medal, w finałowych zawodach, w Rawiczu (to zapoczątkowało jego drogę na speedrowerowy szczyt).

Eliminacje IMPJ , DMPJ – Ostrów Wielkopolski – Damian Wojczyński i rozpoczynający przygodę ze speedrowerem Marcin Kołata.

Okres moich startów w Speedrowerze, to czas, gdy coś takiego jak metodyka treningowa dla tego sportu nie istniała. Każdy w pewnym stopniu “eksperymentował” z treningiem i sprawdzał, czy to przynosi lepszy, czy gorszy efekt. Zrobiłem wszystko co mogłem, aby być najlepszy, było to jednak za mało aby dogonić czołówkę.
Zdecydowanie to miejsce, w którym jestem obecnie, zarówno życiowo jak i zawodowo uważam za swój sukces. Gdyby nie decyzje, które podjąłem przed laty, byłbym daleko, daleko w tyle, w stosunku do swoich ambicji życiowych.
Wiedza, wyciągnięta z setek godzin, spędzonych na rehabilitacji jak i wielu rozmów z najlepszymi zawodnikami w tym sporcie, sprawiła, że po 11-letniej przerwie mam większą samoświadomość i zdecydowanie więcej wynoszę z treningu.

Nw: Podczas wielu lat startów w swojej karierze rywalizowałeś z wieloma zawodnikami. Z kim najlepiej startowało się tobie w parze, współpracowało na torze?
DW: Od pierwszego startu w lidze byłem w parze z najbardziej doświadczonym zawodnikiem w zespole – Adamem Leśnierowskim. To on “holował” mnie do mety, gdy wspólnie stawaliśmy pod taśmą, z mocniejszymi ode mnie rywalami. Później role się odwróciły i to ja otrzymałem za zadanie “holowanie” młodszych kolegów.

PKS Wiraż Ostrów – Śląsk Świętochłowice – kask czerwony Adam Leśnierowski, kask niebieski Damian Wojczyński.

Nw: Jakie to jest wrażenie, po wielu latach wspólnie trenować w jednym klubie z dawnymi przeciwnikami z toru, mam tu na myśli Marcina Szymańskiego, Michała Szmaja, Mateusza Ślęzaka?
DW: Z Michałem i Mateuszem rywalizowałem w przeszłości tylko kilka razy. Marcin Szymański to jednak zupełnie inna historia. Już po pierwszym treningu powiedziałem mu, że spełniło się moje marzenie sprzed lat aby zobaczyć jak trenuje Mistrz Świata. Kilka treningów z Martinezem wywróciło do góry nogami moje postrzeganie tego, jak powinien wyglądać właściwy trening. To jeden z powodów tak dobrego występu, w pożegnalnym meczu ligowym przeciwko PKS Victoria Poczesna.

Nw: Jak planujesz przepracować zimę? Masz już jakiś pomysł treningów i plan treningowy?
DW: Połączenie spraw prywatnych, zawodowych jak i sportu jest dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Z myślą o tym zakupiłem trenażer i na nim zamierzam zimą zrobić sporo kilometrów. Równolegle ze stacjonarnym kręceniem na rowerze muszę wzmocnić gorset mięśniowy. Tylko wtedy będę w stanie wdrożyć bardziej zaawansowane metody treningowe.

Nw: Czy w Szarży Wrocław pomyślano o tym, by zawodnicy z szerokiej kadry odpowiednio przygotowali się do nowego sezonu?
DW: Tak, w dniach 27-29.11.2020 odbędzie się Szarża Camp. To pierwsza okazja aby kadra na 2021 mogła się spotkać w jednym miejscu. Czeka nas nie tylko integracja ale wiele godzin rozmów o planach na nadchodzący sezon, przygotowaniach sprzętowych jak i rozwiązaniach treningowych. W tym okresie planowane było także spotkanie z jednym z wykładowców Wrocławskiego AWF, który ma za sobą 20 lat doświadczenia trenerskiego. Ze względu na obostrzenia, związane z Cov-19, ten plan musi zostać przełożony na później.

Nw: I na zakończenie naszej rozmowy może zdradzisz jakie masz sportowe plany na przyszły sezon?
DW: Przede wszystkim zaliczyć solidne występy w rozgrywkach 1-ligowych oraz pomóc mniej doświadczonym kolegom, którzy wystartują ze mną, aby w niedługim czasie mogli oni powalczyć o miejsce w Superligowym składzie Szarży.

NW: Dziękuję za rozmowę. Życzę sukcesów, nie tylko sportowych

DW: Dziękuję.

26.08.2020 Memoriał Jakuba Kroczaka. Najlepsza trójka zawodów indywidualnych. Od lewej: Paweł Kokot (II m.), Damian Wojczyński (I m.), Piotr Spławski (III m.)