Dziś pierwsza część wywiadu z Damianem Wojczyńskim. Damian po latach, głównie dzięki odradzającemu się speedrowerowi we Wrocławiu powrócił do ścigania na torze. Wcześniej trochę inaczej widział swoją rolę w drużynie Szarży Wrocław. Zapraszamy do lektury.

Na wirażu: Jesteś pierwszym zwycięzcą cyklu Gran Prix Wrocławia. Czy stojąc na starcie do tego turnieju sądziłeś, że wygrasz ten cały cykl?
Damian Wojczyński: Start w cyklu GP od początku traktowałem jako formę treningu, która miała dać mi odpowiedź na dwa pytania. 1. Czy zapał do jazdy, który miałem przed laty jest jeszcze we mnie. 2. Czy jestem w stanie po tak długiej przerwie kondycyjnie podołać temu wyzwaniu.

Już po pierwszym turnieju wiedziałem, że jest moc, a większe doświadczenie na torze daje mi przewagę nad konkurencją. Wstępnie oceniałem możliwości na pierwszą trójkę. Gdy jednak w połowie cyklu okazało się, że dysponujący bardzo dobrym startem Piotr Spławski oraz waleczny Rafał Kurpiel nie ukończą sportowych zmagań, jechałem już pewnie po złoto, skupiając się na doskonaleniu techniki startu, która od zawsze była moją piętą achillesową.

Nw: Cały cykl zakończyłeś z 47 zwycięstwami na 48 możliwych. Tylko raz przyjechałeś na drugim miejscu, przegrywając z Bartoszem Matuszkiem. Twoja średnia to 3,98 pkt./bieg z tego cyklu. Czy przed ostatnim turniejem, mając już zapewnione Grand Prix Wrocławia myślałeś o tym, by wygrać wszystkie biegi, czy to nie zaprzątało twojej głowy, bo już i tak miałeś zapewnione zwycięstwo?
DW: Nie tylko w sporcie ale i w pozostałych obszarach mojego życia staram sobie zawsze stawiać ambitne cele i podnosić poprzeczkę. Gdy wiedziałem już, że końcowa wygrana w tegorocznym cyklu jest pewna, obrałem nowy cel, którym było wygranie z kompletem punktów i zapisanie się w ten sposób na kartach historii turnieju. Niestety już rano, w dniu finałowych zawodów ten plan praktycznie został przekreślony.
Jednym z powodów przerwania speedrowerowych startów przed laty były problemy z plecami, które dokuczały mi od momentu poważnego wypadku samochodowego. Ta dolegliwość wraca do mnie od czasu do czasu i wróciła właśnie tego dnia. Pakując się do wyjazdu na obiekt przy Krajewskiego ból sprawiało mi już samo założenie butów. Po dziesiątkach rehabilitacji mam jednak ogromną świadomość swojego ciała, tego na co mogę sobie wtedy pozwolić i jak zmniejszyć negatywne efekty.

Feralny wypadek samochodowy – Styczeń 2009 roku.

Z szacunku dla zawodników, jak i Adriana, który zorganizował cały cykl, stwierdziłem, że bez względu na formę, nie wypada, aby zabrakło mnie na zawodach. Pierwszy bieg przyjechałem właśnie za Bartkiem. W kolejnych biegach dolegliwości zaczęły ustępować ale normalną dyspozycję odzyskałem dopiero w ostatnim wyścigu, kiedy to zamknąłem Barka, jak i pozostałych kolegów z podium.

Nw: W przyszłym sezonie będziesz chciał obronić zdobyte w tym roku trofeum?
DW: W przyszłym roku, podobnie jak w tym, planuję czerpać przyjemność z jazdy ale także lepiej przygotować się kondycyjnie oraz siłowo. Jeżeli to pozwoli mi powtórzyć sukces z tego sezonu, to będzie mi bardzo miło. Mam jednak świadomość, że będzie to zdecydowanie trudniejsze. Młode wilki – Franek i Dominik, robią zdecydowane postępy i na pewno nie oddadzą 1 miejsca bez walki. Poza tym jest jeszcze wspomniany Bartek, który jako jedyny zdołał minąć metę przede mną w tym roku.

Nw: Grand Prix Wrocławia to nie jedyny twój „nieprofesjonalny” sukces w tym sezonie. Wygrałeś turniej Indywidualny podczas Memoriału Jakuba Kroczaka. Tak jak w GP Wrocławia wygrałeś wszystkie swoje biegi. W wyścigu dodatkowym pokonałeś legendę zielonogórskiego speedrowera Pawła Kokota. Czy zwycięstwo i osiągniecie maksymalnego wyniku jakoś dodatkowo zmotywowało ciebie do treningów w Szarży i zmiany decyzji by jednak w nowo powstającym klubie nie być „tylko” działaczem, a czynnym zawodnikiem?
DW: Motywacją do zwycięstwa tego dnia była dla mnie obecność na torze moich najbliższych (żony Justyny i syna Wojtka). Po raz drugi w życiu mieli okazję wspólnie oglądać mnie w zawodach i po raz drugi wiązało się z tym występem dużo pozytywnych emocji.
Moja rola w klubie dopiero się kształtuje. Plan na 2021 to regularne starty w 1 lidze i pomoc doświadczeniem, chłopakom, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w tym sporcie. Skład na Superligę zapowiada się bardzo mocny (szczególnie w gronie seniorów) ale nie zmienia to faktu, że trenując, będę starał się doskoczyć do ich poziomu. Kto wie, być może będzie okazja stanąć pod taśmą także w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Nw: Czy miałeś okazję startować przeciwko Kubie podczas swojej kariery?
DW: Zacząłem jazdę w Wirażu Ostrów kilka miesięcy przed śmiercią Kuby. Niestety nie było dane nam się spotkać.

Nw: W wywiadzie udzielonym swojemu klubowi Wiraż Ostrów stwierdziłeś, że w związku z tym, iż we Wrocławiu odradza się klub speedrowerowy to chciałbyś zaangażować się w nowej roli – działacza. Czy tak jak Michał Szmaj pod wpływem sukcesów na torze zmieniłeś zdanie i chcesz startować w barwach Szarży Wrocław w CS Superlidze i powalczyć o skład na przyszły sezon?
DW: Deklarację o działaniu w klubie nadal podtrzymuję. Planuję odnowić licencję sędziego i pomóc Szarży w tym obszarze. Jazda na torze na pewno pomoże mi w lepszej ocenie rywalizacji zawodników, gdy ponownie przyjdzie mi stanąć na środku, z gwizdkiem w dłoni.
Nie ukrywam, że dobre wyniki dodatkowo zmotywowały mnie do tego, aby pomyśleć o czymś więcej, niż tylko rekreacyjna jazda. Jak już wspominałem, zamierzam dobrze przepracować zimę, wspomóc 1-ligowy zespół Szarży, którego zadaniem jest umożliwienie rozwoju Wrocławianom, którzy zaczynają przygodę z tym sportem. Jeżeli moja dyspozycja pozwoli na rywalizację w CS Superlidze i znajdę uznanie w oczach selekcjonera, to z przyjemnością stanę do rywalizacji w najwyższej klasie rozrywkowej.

Nw: W Ostrowie w swoim pożegnalnym występie przeciwko Victorii Poczesna miałeś odjechać tylko jeden bieg. Tak dobrze czułeś się podczas tych zawodów, że pojechałeś 5 biegów uzyskując 19 pkt i był to drugi wynik w drużynie. Czy takie osiągnięcie jest dla Ciebie dowodem na to, że jesteś w stanie jeszcze powalczyć z powodzeniem na torach w CS Superlidze?
DW: Ostrów ma wyjątkowe miejsce w moim sercu, a Wiraż, którego byłem współtwórcą jest jego częścią. Kontuzja jak i przeprowadzka do Wrocławia, sprawiły, że oficjalnie nie miałem okazji aby przed laty pożegnać się z rodzimym Klubem. Ten symboliczny występ, w 20 rocznicę rozpoczęcia mojej przygody ze Speedrowerem był dla mnie jednak czymś więcej. 9 lat startów w Ostrowie to nie tylko wiele własnych wyrzeczeń ale także poświęcenie moich rodziców, którzy przez cały ten okres wzlotów i upadków stali za mną murem i wspierali. To wszystko sprawiło, że do tego dnia przygotowywałem się mentalnie niczym do Mistrzostw Świata. Chciałem aby moi bliscy zobaczyli walecznego syna, który poprowadzi klubowych kolegów do wygranej i ta myśl niosła mnie do mety każdego okrążenia. Zawody zakończyliśmy remisem. Był to jednak dzień, który na długo zostanie w mojej pamięci.

Pożegnalny mecz w barwach PKS Wiraż Ostrów Wielkopolski

Nw: Sporo zainwestowałeś w sprzęt do ścigania. Jakie koszty poniosłeś by przygotować się do tegorocznego sezonu?
DW: Tutaj muszę zaprzeczyć. Zainwestowałem dużo ale czasu, a nie pieniędzy. Rowerami zajmuję się (chwilka, już liczę…..) od 21 lat zatem złożenie sprzętu było dla mnie równie dużą przyjemnością, co powrót na tor. Pewnych wydatków nie byłem w stanie uniknąć ale zdolności techniczne mojego taty oraz kontakt z kilkoma, byłymi już zawodnikami, sprawiły, że zainwestowane pieniądze wydałem mądrze. Łącznie z częściami zapasowymi, na wypadek groźniejszej kolizji, zamknąłem się w 1000 PLN, zatem około 50% mniej, niż średnio należałoby wydać na dobrej klasy rower do speedrowera (oczywiście zawodnicy z polskiej czołówki przeznaczają znacznie więcej, niż 2000 PLN, do których się odnoszę jako kwota bazowa).

Nw: Jakie przełożenia w swoim rowerze stosuje Damian Wojczyński? W CS Superlidze 3-ch zawodników ze ścisłej czołówki jeździ na rowerach z kołami 27,5 cala. Czy planujesz zastosowanie tego rozwiązania jeśli chodzi o twoje przyszłe starty?
DW: Roweru 27.5 obecnie nie planuję. Może się to jednak zmienić, w trakcie nadchodzącego sezonu.
Jeżdżę na przełożeniu 30-16. Przed laty, gdy większość torów była płaska i krótka, na takim przełożeniu startowali tylko najlepsi zawodnicy w kraju. Teraz standardem jest 34-18, a przełożenie, które zastosowałem nie jest już niczym spektakularnym. Dla mnie na chwilę obecną to idealne rozwiązanie – kompromis pomiędzy dobrym startem, a utrzymaniem prędkości na dystansie.

Nw: Startując w oficjalnych imprezach w tym sezonie – wliczając w to GP Wrocławia, Memoriał J. Kroczaka oraz start w barwach Wirażu przeciwko Victorii Poczesna w CS Superlidze tylko dwa razy przyjechałeś na metę na drugim miejscu. Wychodzi na to że w 58 startach byłeś 56 razy pierwszy. Czy takie wyniki motywują ciebie do dalszej ciężkiej pracy na treningach i do kolejnych startów?
DW: Przyznam szczerze, że nie patrzyłem na to w ten sposób i nie liczyłem. Gdy usłyszałem pytanie aż sam jestem zaskoczony i wygląda to imponująco.
Dokładnie tak, motywacja wróciła ze zdwojoną siłą. Zmieniłem ramę, zakupiłem trenażer, aby solidnie przepracować zimę. Odbyłem kilka konsultacji w tematach treningowych, z kolegami z toru, sprzed lat. Jeżeli tylko czas pozwoli, w 2021 wrócę zdecydowanie mocniejszy.

Nw: Kto przygotowuje tobie rower do ścigania na zawody?
DW: Jak już wspominałem, wiele lat doświadczenia w branży pozwala mi być praktycznie samowystarczalnym jeżeli chodzi o serwis. Nie obyło się jednak bez pomocy taty i jego zaplecza warsztatowego, a także konsultacji z takimi zawodnikami jak Marcin Szymański, Szymon Kowalczyk, Bartosz Grabowski czy Paweł Cegielski aby złapać aktualne trendy w Speedrowerze.

Druga część wywiadu już wkrótce. Serdecznie zapraszamy!