Tegoroczny cykl Speedway Grand Prix rozpoczął się w sobotę 3 maja w niemieckim Landshut, jednak w cieniu niepokojących wieści o przyszłości całego przedsięwzięcia. Największy światowy cykl żużlowy po raz kolejny nie zawita poza Europę, a co więcej — z kalendarza zniknął jeden z jego filarów, prestiżowy turniej w Cardiff. W zamian kibice na Wyspach otrzymają dwudniowe zawody w Manchesterze. Armando Castagna, szef światowego żużla, nie ukrywa rozczarowania, ale deklaruje, że trwają prace nad odbudową pozycji cyklu.

Smutna diagnoza szefa światowego żużla

W rozmowie z niemieckim magazynem Speed Week, Armando Castagna otwarcie przyznał, że obecna sytuacja cyklu Grand Prix daleka jest od ideału.

Nie do końca jestem zadowolony z tego, jak funkcjonuje Grand Prix – powiedział Castagna. – Przede wszystkim nie ma turnieju poza Europą, a na dodatek właśnie straciliśmy prestiżowy turniej w Cardiff. Robimy jednak wszystko, aby rozwijać Grand Prix i mam nadzieję, że nastąpi to w kolejnych sezonach – dodał.

Szczególnie dotkliwa dla środowiska żużlowego jest strata Cardiff — turnieju, który przez lata był symbolem rozmachu Grand Prix i jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń sezonu.

To przykre, że po tylu latach z kalendarza zniknął turniej w Cardiff. Promotor wyjaśnił to jednak logicznie, a jedynym powodem jest ekonomia. Nie jestem zadowolony, ale muszę zaakceptować tę sytuację. Nie ma też mowy o turniejach w Sztokholmie czy Kopenhadze, jak za czasów poprzedniego promotora BSI. Takie imprezy były bardzo kosztowne. Na takich zawodach potrzeba naprawdę wielu kibiców, aby pokryć wszystkie wydatki. Teraz skupiamy się na stałych torach, a czasowe tory jak znajdą się w kalendarzu Grand Prix, to raczej raz na jakiś czas, a nie zawsze – przyznał Włoch.

Ekonomia rządzi kalendarzem

W obliczu wycofania Cardiff, FIM i promotor cyklu — firma Discovery — zdecydowali się na awaryjne rozwiązanie, które ma jednak doraźny charakter. W Manchesterze, już obecnym w kalendarzu na 2025 rok, odbędą się dwa turnieje w ciągu jednego weekendu.

W tym roku musieliśmy jakoś zapełnić w kalendarzu wycofanie się Cardiff. Uznaliśmy, że najlepiej, aby drugi turniej mieli właśnie kibice na Wyspach. Generalnie takich planów na przyszłość nie ma. Zwłaszcza, że niektóre Grand Prix są poprzedzone turniejami SGP 2 czy SGP 3 i de facto zawody trwają tam dwa dni. Natomiast jeżeli w przyszłości zrobimy skok poza Europę, to wówczas podwójne turnieje są jak najbardziej realne – wyjaśnił Castagna.

Czy Grand Prix jeszcze wróci poza Europę?

Obecny układ kalendarza świadczy o defensywnej postawie organizatorów. Z roku na rok cykl kurczy się geograficznie, ograniczając do znanych i względnie bezpiecznych lokalizacji. PGE Narodowy w Warszawie pozostaje jedynym obiektem z czasową nawierzchnią w całym sezonie.

Castagna mimo wszystko nie traci wiary w odbudowę cyklu — także w wymiarze globalnym. Wspomina o możliwości powrotu do idei turniejów pozaeuropejskich, ale pod warunkiem odpowiedniego zaplecza organizacyjnego i ekonomicznego.

W przeszłości Grand Prix odbywało się poza Starym Kontynentem. Cztery turnieje rozegrano w Australii (Sydney w 2002 i Melbourne w 2015–2017), a trzy w Nowej Zelandii (Auckland w latach 2012–2014). Powrót do tych destynacji byłby symbolicznym sygnałem odbudowy, ale na razie to tylko odległe plany.

Wnioski

Grand Prix znajduje się dziś w trudnym momencie – zarówno organizacyjnym, jak i wizerunkowym. Dominacja Bartosza Zmarzlika na torze kontrastuje z kryzysem infrastrukturalnym i ekonomicznym cyklu. W oczach kibiców i ekspertów przyszłość SGP zależy od determinacji promotorów i skuteczności działań podejmowanych przez FIM. Słowa Castagni, choć szczere, potwierdzają, że droga do odnowienia globalnego blasku żużlowego Grand Prix będzie długa i wyboista.