To już ostatnia część wywiadu ze świeżo upieczonym zawodnikiem Filu-Bud Szarży Wrocław, Arturem Bujnowskim. Dziś dowiemy się min. o siostrze, pozasportowych pasjach, czy też kibicowskiej wierności Bujona. Zapraszamy do lektury.

Na wirażu: Kiedyś pisywałeś artykuły do portalu http://www.zuzel.zgora.pl. Jak długo trwała twoja przygoda z pisaniem tekstów i jakie tematy w nich poruszałeś, czy tylko speedrowerowe?
Artur Bujnowski: Jeśli, kiedykolwiek pojawił się tam jakiś mój artykuł to być może jako ogólna informacja do mediów o zawodach speedrowerowych jedynie. Także to takie drobne epizody raczej.

Nw: Czy podczas wyścigów speedrowerowych miałeś jakieś poważniejsze kontuzje, czy na szczęści twoja kariera przebiegała bez takich zdarzeń?
AB: Do roku 2012 były w zasadzie tylko stłuczenia i siniaki. W 2012 roku w meczu z Mustangiem Żołędowo w jednym z biegów przeleciałem przez kierownicę przy wejściu w pierwszy łuk i niefortunnie spadłem praktycznie całą masą ciała na prawy łokieć. Początkowo wydawało się, że zwykły siniak, stłuczenie. Zawody dokończyłem. Do lekarza udałem się jednak dopiero po 3. miesiącach gdyż ból coraz bardziej doskwierał zamiast się zmniejszać. Po drodze „doprawiłem” jeszcze ten łokieć dość mocnym upadkiem w trakcie meczu koszykówki… Po kilku zdjęciach i USG okazało się, iż doszło do drobnego odprysku kości i uszkodzenia kaletki w łokciu. Niestety konsekwencją tego jest odzywający się co jakiś czas mocno nieprzyjemny ból w stawie łokciowym. Po konsultacjach z lekarzem i wzięcia pod analizę wszystkich za i przeciw, na chwilę obecną zrezygnowałem z inwazyjnych metod zabiegowych. I to w zasadzie jedyna kontuzja, której jednak konsekwencje w drobnym stopniu uprzykrzają delikatnie co jakiś czas funkcjonowanie, ale nie ma co narzekać.

Nw: W speedrowerze startowała również twoja siostra Agnieszka Bujnowska. Jak długo trwała jej przygoda ze sportem? I czy zaczęła kręcić kółka na torze dzięki tobie?
AB: Agnieszka wystartowała na speedrowerze tylko raz, gościnnie we wspomnianym wcześniej turnieju moich 15 lat w speedrowerze. W zasadzie to powiedziałem jej, że będzie jeździć w tym turnieju i już. Ale po tych kilku latach coś tam próbuje aby w tym roku wyjechać i się pościgać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Póki co wkrótce będę składał Jej sprzęt.

Nw: Jakim sprzętem obecnie dysponujesz? Kto przygotowuje dla ciebie sprzęt do ścigania?
AB: Można powiedzieć że mogłoby być lepiej. Ja w zasadzie wracam po pewnej przerwie, więc póki co sprzętowo jest tak, że pozycja wyjściowa jest w miarę ok. Nic specjalnego. Jeśli tak wdać się w szczegóły to: rama mielecka, osprzęt typowy, bez nowinek itd. Jak coś mnie podkusi to pewnie będę ulepszał. Sprzęt od zawsze robiłem sam lub korzystając z pomocy Monte Cassino PK Garage.

Nw: Wiem, że w twoim sportowym życiu jest nie tylko speedrower. Czy kosz to jedyny konkurent speedrowera? Czy są jeszcze jakieś inne dyscypliny, które regularnie trenujesz?
AB: Jeśli chodzi o inne sporty to oprócz jazdy na rowerze od ponad 10 lat raz w tygodniu i zawsze w poniedziałki gram amatorsko w koszykówkę właśnie we Wrocławiu.  Z aktywnych form to właśnie jedynie ta koszykówka. Była kiedyś przez rok może dwa, sporadyczna piłka nożna na sali, ale to już zupełnie amatorsko. Zanim zacząłem przygodę ze speedrowerem, to przez około 2 lata trenowałem strzelectwo w zielonogórskiej Gwardii.

Nw: Dlaczego twoim zdaniem speedrower jest uważany za sport niszowy i często mocno niedoceniany? Czy patrząc na zaangażowanie prezesa Szarży Adriana Kocura, uważasz, że zmieni się postrzeganie całej dyscypliny?
AB: Prawdopodobnie wynika to z kilku czynników. Myślę, że w przeszłości można pewnie było położyć większy nacisk na promowanie tego sportu. To już jednak przeszłość. Z tym, że to wcale nie oznacza, że jest już za późno na rozwój tej dyscypliny. Teraz jest dobry moment żeby pokazać większemu gronu odbiorców, czym jest tak naprawdę speedrower. Ja przy okazji obserwacji ostatnich aktywności w serwisach społecznościowych widzę jakie zamieszanie można stworzyć zasięgami itd. I to naprawdę nawet bez nakładów finansowych.

Wielu ludzi zupełnie nie miało świadomości że jest coś takiego jak speedrower i że ma swoją organizację i odbywają się zawody ogólnopolskie, międzynarodowe itd… Uznawany przez wielu był jako zwykłe rowerowo-żużlowe wyścigi dookoła placu zabaw. Prawda jest taka, że jeśli ktokolwiek lubi sporty dynamiczne, przychodząc na speedrower w dobrym wydaniu, na pewno zmieni postrzeganie tego „żużlowania” na rowerach. Sam czasem jestem zdziwiony takim przestojem , brakiem zwiększania zainteresowania. Można i pewnie należy wykorzystać w środowisku fakt, iż modne, coraz popularniejsze jest poznawanie, odkrywanie, rozwijanie się „nowych” nieznanych dyscyplin sportu i oby tak się stało w przypadku speedrowera. Im więcej ośrodków powstanie lub się odrodzi w innych miastach z solidnym podejściem i nastawieniem chociażby jak właśnie wspomniany w pytaniu Adrian i Szarża we Wrocławiu, to jest ogromna szansa na dobre zmiany. Ważne, aby wspierać osoby które z początku działają w pojedynkę, gdyż tylko przy wsparciu innych osób można myśleć o solidnych fundamentach i budować coś fajnego na dłuższe lata i z coraz większym profesjonalizmem. Dlatego zawsze kibicuję odradzającym się, powracającym jak i nowopowstającym klubom speedrowerowym.

Nw: Jakie są twoje największe speedrowerowe osiągnięcia?
AB: Nie pamiętam. Nie wiem. Mam tam kilka pucharków ale nawet nie stoją w jednym miejscu.

Nw: Który tor w Polsce uważasz za najlepszy do ścigania? Czy masz jakiś swój ulubiony obiekt?
AB: Najlepsze to te gdzie się przywozi pokaźne ilości punktów, a najgorsze to te gdzie męczarnia i bez efektu punktowego (śmiech). Kiedyś bardzo lubiłem tor w Rawiczu. Z kolei aktualnie to ponoć w Zielonej Górze, przy dobrze przygotowanej nawierzchni , jest najlepszy tor do ścigania. Do każdego toru można się pewnie przekonać, ale czasem trzeba ponarzekać. Tak już mamy. Wiem to po sobie jak i po rozmowach z innymi.

Nw: Drużyna Harpagana montuje na przyszły sezon bardzo mocny skład. Jak wiadomo wystartujecie w rozgrywkach o mistrzostwo 1 ligi. Czy – jeśli okoliczności będą sprzyjały – jeśli będzie możliwość rywalizacji Harpagana w CS Superlidze podejmiesz wyzwanie i wystartujesz w rozgrywkach o DMP w speedrowerze? A jaki cel stawiacie sobie na sezon 2021?
AB: Zobaczymy jak się ułożą właśnie rozgrywki i regulamin. Ale oczywiście cokolwiek by nie było to nie ma problemu. Trzeba będzie to ubieram się, wsiadam i wyjeżdżam do biegówJ Cel hmm będziemy chcieli wygrywać wszystko co się da. Także życie zweryfikuje ile „się da”. Wygramy też samą jazdą i trwaniem w tym.

Nw: Mieszkasz we Wrocławiu, startujesz w barwach Harpagana, trenujesz żaki Szarży Wrocław. Interesujesz się żużlem. Jakiej drużynie kibicujesz?
AB: Jeśli chodzi o żużel to akurat tutaj od zawsze i na zawsze Falubaz Zielona Góra. Na Falubaz chodzę od jakoś 1990 bodajże. Świadomym kibicem, takim już z pełnym zainteresowaniem z kolejki na kolejkę w każdym sezonie, to jestem od 1995 roku.

Nw: Czy oprócz wspomnianych aktywności i pasji masz jeszcze czas na inne zainteresowania? Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
AB: Muzyka. Różna przeróżna. W bardzo dobrej jakości. I najlepiej na dobrych odsłuchach. To uwielbienie do muzyki to po Tacie – muzyku, artyście malarzu. Od kiedy pamiętam, muzyka zawsze była w domu. Zawsze dobra i w dobrej jakości. Z magnetofonów szpulowych, z gramofonu Bernard i puszczana na Tonsilach Altusach, które w domu u rodziców działają i grają po dziś dzień. Poza tym, oprócz muzyki inne drobne „zajmowacze” czasu. No i tak jak Kokos ogląda Barwy szczęścia czasem, tak i ja zerknę z kolei na M jak Miłość (uśmiech).

Nw: Jakie plany i marzenia ma na bieżący rok/sezon Artur Bujnowski?
AB: Na dzień dzisiejszy z planów to prowadzenie trenowanie młodych Szarżaków , wspieranie Jasia i Antka w ich speedrowerowej przygodzie, własne treningi i jazda w Harpaganie. Marzenia… Po prostu dać innym i sobie też, trochę frajdy z jazdy.

Nw: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów nie tylko sportowych.
AB: Również dziękuję bardzo.

Galeria zdjęć z archiwum Bujona: