Zapraszamy na drugą część wywiadu z trenerem Szarżaków Wrocław. Ale jak się niebawem okaże – nie tylko trenerem…

Na wirażu: Kiedy i gdzie spotkałeś się pierwszy raz z Pawłem Kokotem? Czy było to na torze speedrowerowym?
Artur Bujnowski: Sierpień 1999. Tor w parku na Owocowej. Stał z Marcinem „Wiatrem” Wiatrzykiem i obserwował naszą ekipę z Powstańców i coś tam słowo do słowa i poszło.

Nw: Może przybliżysz czytelnikom szczegóły związane z początkiem twojej kariery speedrowerowej. Kiedy na poważnie zaczęła się twoja przygoda z treningami w klubie i kto miał wpływ na rozpoczęcie przez ciebie treningów?
AB: Pierwszy mój trening przy W69 to koniec jesieni 1999. Pamiętam, że na tym treningu robiliśmy tor przez 3 godziny. Wpływ na moją jazdę i jej rozpoczęcie miała jedna osoba. Paweł Kokot. Potem przyszedł 2000 i się zaczęła jazda.

Nw: Pamiętasz swój pierwszy rower? A może przełożenia na jakich startowałeś wówczas?
AB: Pierwszy rower podwórkowy do toru u Babci to Salto. Potem na Powstańców rower góral z shimano sis 3 x 6, koła 24 cale, zakupiony z budżetu po I Komunii Św. No i pod koniec podwórkowej jazdy już Wigry 3, który przejąłem po mojej kuzynce z Berlina. Był różowy więc oczywiście potem go przemalowałem. Przełożenia to w przypadku Wigry, wiadomo, żółtodziób, więc fabryczne 46 x 18, potem już Paweł zdradził tajnik w postaci zębatki 22 na tył. Potem wolnobieg i naspawane 22 plus z przodu zębatka 44 na kwadrat już. I potem zupełny przełom rewolucja, oryginalny 22 wolnobieg DICTA . Zupełny szok. Bodajże zakupiony od Dulaka z Torunia.

Nw: ZKS przechodził różne koleje losu. Co spowodowało, że wspólnie z Pawłem Kokotem odeszliście w sezonie 2003 do Tornada Poniec? Ty po sezonie sam wróciłeś do ZKS. Dlaczego?
AB: Doszło do jakiegoś zamieszania w Zielonej w 2002 roku. Gdzieś w kronikach pewnie można odszukać tą historię. My ze starej ekipy ZKS zawsze chcieliśmy dobrze dla klubu, w którym się wychowaliśmy. I nadal tak jest. W wyniku takiego obrotu spraw pojechaliśmy na rozmowy pod koniec 2002 do Ponieca. Rozmowy były szybkie, konkretne. Była dobra atmosfera. Dogadane było raz dwa z p. Przybylskim i p. Maćkowiakiem. Wracaliśmy jeszcze tego samego dnia PKP, żeby zdążyć na spotkanie ze znajomymi w klubie Stacja. Pamiętam jak dziś. A, że klub był przy dworcu kolejowym to było blisko.

 Jazda w Poniecu to piękna przygoda. Klimat. Podejście bardzo pozytywne. Poznałem wtedy Jaca i Kondzia Kurpisza trenera. Miałem wtedy taki przebłysk w głowie, że kiedyś czytałem o Jacku Wojciechowskim w Tygodniku Żużlowym, by po kilku latach jeździć z Nim w jednej drużynie. Fajnie. Rok 2003 to też fantastyczna przygoda wyjazdowa z Piotrkiem Pinasem i Arkiem Kijakiem i Kondziem trenerem na Mistrzostwa Świata w Częstochowie. Za bardzo tam nie zwojowałem, ale wyjazd bardzo przyjemny. Miałem 18 lat. Zacieśnianie ogólnopolskich znajomości z zawodnikami z innych klubów to rzecz ważna. Każde międzynarodowe mistrzostwa w tym sporcie to fantastyczny czas.

Nw: Początek XXI w. Artur Bujnowski rozpoczyna speedrowerową karierę. Jakie wydarzenie z początków twojej kariery w jakiś szczególny sposób utkwiło w twojej pamięci?
AB: Chyba przychylność „starszych” z drużyny do mojej osoby. To tak na wejściu. W tym czasie też zostałem ochrzczony jako Bujon przez Jarka Widza. I tak już zostało. Jestem Bujon. Witam. No i wiadomo pierwszy mecz ligowy w życiu. 03.05.2000 w Toruniu i pierwsze urwane punkty. Śpiący na kocu Seta (K. Stocik) przed swoim wyścigiem czy wyprawa na ten mecz Wartburgiem. Wyjazdy. To się najbardziej pamięta. Trzy mecze w 2 dni w Bydgoszczy z noclegiem w Żninie pomiędzy. To nie są często proste rzeczy. Jest mnóstwo historii. Pamiętam jak na Grand Prix w Lesznie w 2002 Paweł Kokot użyczył mi swój duży rower z ramą Lincoln czy jakiejś tego typu. I dał mi ..tylko chyba byłem testerem, bo na którymś okrążeniu spadłem z pełnym impetem na ramę. Już nawet nie wiem co się stało. W tym Grand Prix chyba też była sytuacja że wywróciłem się w parkingu wychodząc do biegu bo..włożyłem swoją stopę w przednie koło. O lub np. w 2004 menedżer zielonogórski zawiózł nas na ¼ IPP do Ślesina…ehe tylko nie tego Ślesina co trzeba.. Jest tego sporo.

Nw: W sezonie 2010 w ZKS była bardzo silna ekipa. Mieliście trio z podium MŚ 2007 – Marcina Szymańskiego, Macieja Ganczarka i Radosława Handke. Powrócił Krystian Górniaczyk. Wówczas w zdecydowanej większości meczów jeździli zawodnicy sprowadzeni do Zielonej Góry. Paweł Kokot palił się do jazdy, ale siedział na ławie. Jak wtedy wyglądało z twoją jazdą? Miałeś satysfakcjonującą ciebie liczbę startów, czy byłeś poza składem? I dlaczego wówczas ZKS nie zdobył mistrzostwa? Jak ty z perspektywy lat oceniasz tamtą sytuację?
AB: W tamtym sezonie pojechałem tylko kilka biegów, jeśli dobrze pamiętam. Spodziewałem się tego po awansie 2009, że jest wizja budowy silnej drużyny. Ja wtedy już byłem rzadszym gościem na torach. Mieszkałem we Wrocławiu, sporo jeździłem na mecze żużlowe Falubazu, więc jakby naturalnie wyszło iż będę jedynie ewentualnością do startów.

Ciężko to ocenić jednoznacznie dlaczego nie było sukcesu wtedy. Czasem potrzebnych jest kilka czynników. Niekiedy decydują detale, a niekiedy sypie się na raz i ciężko cokolwiek poradzić.

Nw: W Zielonej Górze wychowano mnóstwo bardzo dobrych utalentowanych zawodników w cycle speedway. Jak sądzisz, dlaczego żaden z nich nie osiągnął znaczących międzynarodowych sukcesów? (W DME 2000 tylko Mariusz Widz zdobył złoto z kadrą)
AB: Każdy zawodnik to zazwyczaj inna historia. No ale w przypadku Zielonej Góry często niestety były anlogiczne sytuacje. To trzeba podzielić na Stary ZKS, ten Nowszy i Najnowszy.

Stary ZKS, czyli ten do 2002. Tu coś strzeliło. Sypnął się klub kadrowo. Nagle i mocno. Ja mam na to swoją teorię i często pokrywa się z innymi teoriami osób obserwujących z zewnątrz. Ktoś czasem coś buduje i ktoś czasem uzurpuje sobie prawo do burzenia tego a potem.. No właśnie. Jeśli klub nie jeździ w lidze to ciężko jest utrzymać tworzyć jakąś większą historię. W przypadkach lat późniejszych powrotu do ligi w 2005 z mieszanką staro-nowszego ZKS było już naprawdę nieźle, ale zawsze czegoś brakowało i coś lub ktoś powodował że poczyniania na torze były demotywowane w jakby każdy możliwy sposób. Wydawało się później przez moment że będzie już tylko lepiej, ale nie było.

Okres najlepszej działalności klubu z lat póżniejszych to, i nie jest to żadne kolesiostwo tylko obiektywna oceana, to czas gdy klub ogarniał Kokos. Mówiąc najlepszej mam tu na myśli najbardziej profesjonalniej i odpowiednio uczciwie prowadzonej. Zostało np. zbudowane nie tyle ilościowo mocno sprzętowe zaplecze, co jakościowo. Charyzma i serducho wkładane przez Pawła widać było na każdym treningu. Powiem tak. Najważniejsze jest podejście. Mnóstwo zdobytych medali przez Młodych, sukcesy. To budowało, radowało, ale jeśli nagle dostajesz sms’em informacje że zostajesz odwołany z funkcji… Szkoda gadać. Zaryzykuję stwierdzenie, że z Kokosem i wolną reką w poczynaniach w klubie ZKS byłby dziś uznaną marką z jakimś medalem DMP. Top. Umówmy się. Liga to podstawa. Drużyna ligowa to coś do czego należy dążyć. A prowadzenie klubu, w którym po 15-16 roku życia jako zawodnik kończysz zabawe…no nie wiem.

Nw: W Zielonej Górze w obecnym sezonie zorganizowano rozgrywki LLS (lubuska liga speedrowera). Wzięło w niej udział 7 drużyn. Odbyło się XIV kolejek spotkań. Startował w niej twój siostrzeniec Antek Bujnowski. Świadczy to o bardzo dużym zainteresowaniem speedrowerem. Czy jest to pokłosie osiedlowej rywalizacji z końca lat 90-ych jaka miała miejsce w  grodzie Bachusa?
AB: Samo ściganie na rowerach na osiedlach, w parkach w ośrodkach żużlowych jest ogólnie dość popularne. Fakt, że w Zielonej Górze jest tor speedrowerowy jest magnesem dla młodych którzy chcą poważniejszej rywalizacji we czterech na 4 okrążenia spod taśmy. Ciężko raczej nazwać to pokłosiem tamtych czasów. Po prostu popularność żużla, plus chęć rywalizacji i jazdy na rowerze ma często wpływ na to że ktoś się decyduję na przygodę z tym pięknym sportem.

Cieszy mnie fakt, że Antka wciągnął ten sport i próbuje swoich sił na rowerze. Oprócz rywalizacji w Zielonej Górze, sprawdził się też w kilku ogólnopolskich zawodach, w tym korzystając z możliwości uczestnictwa, również w turniejach wakacyjnych żaków Szarży, we Wrocławiu. Zapał nie mija, więc dobrze to wróży. W 2021 powinien być dla niego o tyle przełomowy że będzie miał już kompletny w pełni speedrowerowy sprzęt do rywalizacji zarówno w zawodach ogólnopolskich jaki i lokalnej lidze w Zielonej Górze. Co do samej LLS. Fajnie że w Zielonej Górze są takie rozgrywki i jest wewnętrzna rywalizacja, ale widać iż kilka zmian jest tam potrzebnych. Przede wszystkim ze względu na często ogromne dysproporcje umiejętności między zawodnikami. Liczę, że zostaną wyciągnięte wnioski przez organizatorów i uda się coś dobrego poczynić w tym kierunku.

Nw: 5 lipca 2014 zorganizowano Turniej z Okazji 15 lecia startów Artura Bujnowskiego. Pamiętasz kto wtedy wygrał i które miejsce zająłeś?
AB: Tak, organizowałem taki turniej. Wygrał wtedy Bajbus czyli Robert Bandosz. Ja byłem umiarkowanie gościnny i byłem bodajże hmm 5-ty chyba. Takie turnieje to zawsze okazja do spotkania, wspominania, śmiechu czy też integracji itd.. Zawsze wesoło. Było to bardziej 15 lat Bujona w speedrowerze, przy tym sporcie, gdyż samych startów w tych ostatnich latach było już kilka na krzyż. To generalnie był bardzo dobry miesiąc i dobrze zapamiętany przeze mnie, zapewne też przez moją żonę, gdyż pod jego koniec a dokładnie 29.07. na świat przyszedł nasz syn Jasiek.

Nw: Rok później startowałeś w Turnieju z Okazji 20 lecia startów Pawła Kokota. Jak rywalizuje się na torze ze swoim przyjacielem?
AB: Gdy przez te kilka ładnych lat stawaliśmy pod taśmą i jechaliśmy w parze to w zasadzie rzadko kiedy cokolwiek ustalaliśmy przed biegiem. Paweł zawsze doskonale wiedział, wie co i kiedy trzeba robić na torze w jeździe parowej. Co do turniejów indywidualnych, to każdy jedzie swoje. Zazwyczaj. Widzi się tylko kaski (uśmiech).

We wspomnianym turnieju i tego typu zawodach ogólnie, ze względu na charakter to już zupełnie inna sprawa. Tu można być #16. Choć nie zawsze jest tak jak wielu twierdzi że to tylko zabawa wtedy. Zawsze jak się staje pod taśmą chce się wygrać, coś ugrać.

Co do naszej rywalizacji to z racji znajomości i przyjaźni , w domu u mnie i u Pawła zawsze po wyniku meczu padały pytania ile punktów zrobiłem ja, a ile Paweł i na odwrót .

Jeśli wszystko pójdzie po myśli to w 2021 z lekką „obsuwą” czasową będziemy chcieli wspólnymi siłami z Kokosem zorganizować tego typu imprezę towarzysko speedrowerową. Mam nadzieję, że się uda.

Nw: Często w grudniu był organizowany Turniej Mikołajkowy w Zielonej Górze? „Fajnie było się spotkać i poślizgać na śniegu w przerwie między sezonami i że przy okazji udało się wskoczyć na pudło. Dzięki wszystkim za śnieżną walkę. Oby do kwietnia.” Pamiętasz kto wypowiedział te słowa po pierwszym takim turnieju w grudniu 2012 r dla zielonogorasport.pl. ?
AB: Czy często? Raczej nie, może z kilka się odbyło ale już beze mnie. A może tylko raz. Nistey nie pamietam, nie wiem. A słowa to oczywiście moja wypowiedź po mocno śnieżnym Turnieju w Zielonej Górze.

Mini galera zdjęć z archiwum Bujona:

cdn…