To był wieczór, który dał kibicom Betard Sparty Wrocław wiele powodów do satysfakcji. W meczu 6. rundy PGE Ekstraligi Wrocławianie pokonali na Stadionie Olimpijskim PRES Grupę Deweloperską Toruń 52:38, dopisując do swojego dorobku niezwykle cenne dwa punkty. Pokonanie aktualnego drużynowego mistrza Polski zawsze ma szczególną wartość, zwłaszcza gdy przychodzi po wymagającym i długo wyrównanym spotkaniu.

Jeszcze po siedmiu biegach wynik pozostawał otwarty, a toruńska drużyna skutecznie odpowiadała na ataki gospodarzy. Ostatecznie jednak zespół prowadzony przez Piotra Protasiewicza przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami na torze i po znakomitej drugiej części zawodów odjechał rywalom.

Po meczu trener Betard Sparty nie ukrywał zadowolenia – zarówno z końcowego wyniku, jak i postawy swoich zawodników.

Cenne dwa punkty z mistrzem Polski

Spotkanie rozpoczęło się w trudnych warunkach atmosferycznych. Jeszcze przed pierwszym wyścigiem nad Stadionem Olimpijskim padał deszcz. Zresztą podczas zawodów cały czas padał lekka mżawka. Nawierzchnia długo pozostawała zagadką zarówno dla gospodarzy, jak i dla gości. Ściągnięta niespełna godzinę przed zawodami plandeka nie gwarantowała klasycznego atutu własnego toru.

Piotr Protasiewicz podkreślał po meczu, że jego drużyna musiała naprawdę mocno zapracować na zwycięstwo.

– Cieszymy się, bo to są dwa punkty z mistrzem Polski, więc pamiętajmy, że nie przyjechali zawodnicy, którzy nam się położą. Zaczęliśmy to spotkanie tak sobie, ale ważne jest to, jak się kończy. Było coraz lepiej, kilka świetnych wyścigów, warunki były trudne, bo deszcz powodował, że nie było tak, jak zawsze i tylko ścieżka pod bandą była szybka, więc trzeba było mieć dużo odwagi i jechać blisko płotu – powiedział Protasiewicz.

Te słowa doskonale oddają przebieg niedzielnego widowiska. Sparta długo szukała właściwych ustawień i odpowiedniego rytmu, ale gdy już go znalazła, była zespołem zdecydowanie lepszym.

Sparta rosła z każdym biegiem

Po siedmiu wyścigach na tablicy wyników widniał remis 21:21, a sytuacja wciąż pozostawała nierozstrzygnięta. W tym momencie wrocławianie mieli na koncie zaledwie dwa indywidualne zwycięstwa.

Prawdziwy przełom nastąpił jednak po półmetku spotkania.

Najpierw znakomity występ zanotował Mikkel Andersen, który przywiózł za swoimi plecami samego Mikkela Michelsena, a chwilę później Bartłomiej Kowalski skutecznie powstrzymał Emila Sajfutdinowa. Oba te biegi zakończyły się podwójnymi triumfami Sparty 5:1 i pozwoliły gospodarzom zbudować przewagę, której torunianie nie byli już w stanie odrobić.

Na zakończenie gospodarze postawili pieczęć na swoim zwycięstwie kolejnym podwójnym triumfem.

Brady Kurtz poniżej oczekiwań. Trener zachowuje spokój

Paradoksalnie Betard Sparta odniosła tak przekonujące zwycięstwo mimo słabszego dnia jednej ze swoich największych gwiazd.

Brady Kurtz, jeden z liderów wrocławskiej drużyny, zdobył tylko 3 punkty z bonusem, co było jednym z największych zaskoczeń tego spotkania.

Protasiewicz nie zamierza jednak wyciągać pochopnych wniosków.

– Brady miał gorszy dzień, ale tak bym to zamknął, bo jestem o niego spokojny. Pozostali pojechali świetny mecz, nawet Marcel (Kowolik), który może zdobył jeden punkt, ale rozegrał jeden wyścig tak, jak go prosiłem. Jestem zbudowany tym spotkaniem – dodał Protasiewicz.

To ważny sygnał dla zespołu. Nawet przy słabszym występie jednej z największych gwiazd Sparta potrafiła wygrać z mistrzem Polski, opierając sukces na szerokości składu i zespołowej odpowiedzialności.

Bartłomiej Kowalski bohaterem wieczoru

Największym zwycięzcą niedzielnego meczu wydaje się jednak Bartłomiej Kowalski.

24-letni zawodnik kategorii U24 od początku sezonu zmagał się z nierówną formą. Szczególnie nieudane były jego wcześniejsze wyjazdy do Grudziądza i Lublina, gdzie wyraźnie odstawał od oczekiwań.

Przeciwko PRES Toruń zaprezentował jednak zupełnie inne oblicze.

10 punktów i 3 bonusy, pewna jazda, skuteczne starty i bardzo dobra decyzja na dystansie – Kowalski był jednym z filarów zwycięstwa Sparty.

Po meczu trener nie szczędził mu pochwał.

– Bartek to jest zawodnik na książkę. Pojechał świetne zawody i wierzę, że każde kolejne takie występy będą go budowały i nie będzie sinusoidy, a jeśli będzie słabszy dzień, to nie na zero. Stać go na równo, może nie tak wybitne występy, bo to nie każdy tak jedzie cały czas, ale dobrze startuje, zadziałał też sprzęt, oczyścił głowę i jechał optymalną linią – skomentował jego występ Protasiewicz.

Słowa o „oczyszczeniu głowy” wydają się tutaj kluczowe. W sporcie żużlowym psychika odgrywa ogromną rolę, a Kowalski wyglądał w niedzielę jak zawodnik, który znów uwierzył w swoje możliwości.

To może być moment przełomowy

Dla Betard Sparty zwycięstwo nad PRES Toruń ma znaczenie nie tylko w postaci zdobytych dwóch punktów, ale również mentalne.

Po sześciu kolejkach wrocławianie zajmują trzecie miejsce w tabeli PGE Ekstraligi, ustępując jedynie Bayersystem GKM Grudziądz oraz Orlen Oil Motorowi Lublin, który sensacyjnie przegrał w niedzielę na wyjeździe z Fogo Unią Leszno.

Przed zespołem z Dolnego Śląska teraz chwila oddechu od ligowej rywalizacji. Najbliższy weekend upłynie pod znakiem Grand Prix Czech w Pradze, a kolejny ligowy mecz Sparta rozegra dopiero w piątek 29 maja, kiedy na wyjeździe zmierzy się z zamykającym tabelę Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa.

Jeśli jednak niedzielny triumf nad mistrzem Polski okaże się początkiem stabilizacji formy zawodników takich jak Bartłomiej Kowalski czy Mikkel Andersen, Betard Sparta może w kolejnych tygodniach jeszcze mocniej zaznaczyć swoją obecność w walce o najwyższe cele.

Bo jak pokazał mecz z Toruniem – czasem wystarczy, by jeden zawodnik „oczyścił głowę”, a cały zespół zaczyna jechać zupełnie inaczej.

Zdjęcie: Maciej Trubisz