W niedzielę 3 maja br. na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu kibice obejrzeli widowisko, które śmiało można nazwać jednym z najlepszych meczów początku sezonu PGE Ekstraligi. Betard Sparta Wrocław pokonała Fogo Unię Leszno 50:40, jednak końcowy wynik nie oddaje w pełni dramaturgii tego spotkania. Przez długie fragmenty meczu losy zwycięstwa pozostawały otwarte, a o triumfie gospodarzy przesądziły dopiero biegi nominowane.

Mocne otwarcie Sparty, ale Unia nie odpuszcza

Od pierwszego biegu było jasne, że gospodarze są odpowiednio zmobilizowani po porażce w Grudziądzu. Już na inaugurację Brady Kurtz i Bartłomiej Kowalski pewnie przywieźli podwójne zwycięstwo, dając sygnał, że Sparta zamierza narzucić swoje warunki.

Wrocławianie szybko zbudowali przewagę, wygrywając większość pierwszej serii startów. Kluczowe było to, że niemal wszystkie indywidualne zwycięstwa trafiały na konto gospodarzy. Po czterech biegach prowadzili 15:9 i wydawało się, że kontrolują sytuację.

Jednak leszczynianie — mimo poważnego osłabienia brakiem Janusza Kołodzieja, za którego stosowano ZZ (zastępstwo zawodnika) — nie zamierzali się poddać. Już w kolejnych gonitwach zaczęli systematycznie odrabiać straty. Sygnał do ataku dali Keynan Rew i Ben Cook, a chwilę później Piotr Pawlicki pokazał, że tor we Wrocławiu zna doskonale.

Mecz falował. Sparta uciekała, Unia wracała

Spotkanie miało bardzo dynamiczny przebieg. Sparta próbowała odskoczyć, ale Unia za każdym razem znajdowała odpowiedź.

W biegu 7 gospodarze ponownie uderzyli — Kurtz i Janowski przywieźli podwójne zwycięstwo, powiększając przewagę do ośmiu punktów (25:17). Wydawało się, że to moment przełomowy.

Nic bardziej mylnego.

Goście wrócili do gry dzięki skutecznej jeździe Pawlickiego i bardzo aktywnemu Nazarowi Parnickiemu. Ten drugi był jednym z najjaśniejszych punktów Unii — walczył na dystansie, nie odpuszczał i regularnie punktował. W efekcie przed decydującą fazą meczu strata gości stopniała do czterech punktów.

Po 13. biegu wynik brzmiał 41:37. Wszystko było jeszcze możliwe.

Decydujące uderzenie w biegach nominowanych

Właśnie wtedy Sparta pokazała, dlaczego uchodzi za jednego z głównych kandydatów do mistrzostwa Polski.

W 14. biegu para Maciej Janowski – Daniel Bewley nie pozostawiła złudzeń. Podwójne zwycięstwo 5:1 praktycznie zamknęło spotkanie. Wrocławianie odjechali na osiem punktów i stało się pewne, że Unia nie może już tego spotkania wygrać.

W ostatnim wyścigu dnia Artem Łaguta przypieczętował triumf, wygrywając swój piąty bieg i kończąc zawody z kompletem punktów. Wynik 50:40 stał się faktem.

Lider z prawdziwego zdarzenia

Bezapelacyjnym bohaterem spotkania był Artem Łaguta. Rosjanin z polskim paszportem był tego dnia nie do zatrzymania. Wygrywał starty, a nawet gdy je przegrywał — błyskawicznie nadrabiał straty na dystansie.

15 punktów w pięciu startach to wynik, który mówi sam za siebie. To właśnie takie występy decydują o mistrzostwach.

Bardzo solidnie wsparli go Maciej Janowski oraz Daniel Bewley, którzy w kluczowych momentach nie zawiedli.

Po stronie gości kapitalnie zaprezentował się Piotr Pawlicki (13+2 – w siedmiu startach), a ogrom pracy wykonał także Nazar Parnicki (11+2, także w siedmiu wyścigach). To właśnie ich postawa sprawiła, że Unia do końca liczyła się w walce o korzystny wynik.

Problem, który zaczyna być widoczny

Choć Sparta wygrała, nie wszystkie wnioski po tym meczu są dla niej pozytywne.

Wyraźnie widoczny był problem na pozycji juniorskiej. Mikkel Andersen, który otrzymuje wiele szans i jest mocno promowany przez klub, ponownie nie potrafił odnaleźć się w realiach PGE Ekstraligi. Zdobył zaledwie jeden punkt i nie był w stanie nawiązać walki z rywalami, zwłaszcza w biegu juniorskim, w którym przyjechał do mety ostatni.

To rodzi zasadne pytania o strategię kadrową wrocławskiego klubu. Na ławce rezerwowych pozostaje przecież wychowanek — Nikodem Mikołajczyk. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym konkretnym meczu nie zaprezentowałby się gorzej, a jednocześnie zdobywałby bezcenne doświadczenie.

W kontekście walki o złoto takie detale mogą mieć znaczenie.

Unia pokazała charakter

Z kolei dla zespołu z Leszna, mimo porażki, ten mecz może być źródłem optymizmu. Jazda bez Kołodzieja, na trudnym terenie, a mimo to realna walka o wynik do samego końca — to sygnał, że drużyna ma potencjał.

Problemem pozostaje jednak nierówność. Słabszy występ Grzegorza Zengoty oraz brak pełnej stabilizacji w składzie sprawiają, że Unii wciąż brakuje kilku punktów, by wygrywać takie mecze.

Spotkanie we Wrocławiu pokazało, że można przygotować tor do walki na całej długości i szerokości. A przecież we Wrocławiu doskonale wiedzą jaką siłę prezentują żużlowcy z Leszna. W niedzielę nie przygotowano „niespodzianki dla gości” – jak to z rozbrajającym uśmiechem mówił menadżer GKM_u Grudziądz przed meczem ze Spartą (26 kwietnia), czy też „Paluchostrady” w Gorzowie (17 kwietnia br.) – na której każde odjechanie od krawężnika kończyło się utratą pozycji, a na torze nic się nie działo (były aż! trzy mijanki).

Okazuje się że można zrobić widowisko, a nie przygotować tor pod wynik gospodarzy, z którego wieje nudą. Ale wystarczy spojrzeć na trybuny Stadionu Olimpijskiego, które już trzeci sezon z rzędu zapełniają się w 100%. To najlepszy dowód na to, iż we Wrocławiu liczy się widowisko – a żużel jest dla kibiców – a nie dla prezesów, którzy w swoich gabinetach przede wszystkim liczą punkty do ligowej tabeli.


Wynik meczu:

Betard Sparta Wrocław – 50
Fogo Unia Leszno – 40

Wyniki:

Betard Sparta Wrocław – 50 pkt.
9. Brady Kurtz – 9 (3,3,w,2,1)
10. Maciej Janowski – 10+1 (3,2*,2,0,3)
11. Bartłomiej Kowalski – 4+1 (2*,0,0,2)
12. Dan Bewley – 8+2 (0,2,3,1*,2*)
13. Artem Laguta – 15 (3,3,3,3,3)
14. Mikkel Andersen – 1 (0,1,0)
15. Marcel Kowolik – 3 (3,0,0)
16. Nikodem Mikołajczyk – NS

Fogo Unia Leszno – 40 pkt.
1. Grzegorz Zengota – 2+1 (1,1*,-,-,-)
2. Janusz Kołodziej – ZZ
3. Ben Cook – 8+1 (0,2,3,1*,2,0)
4. Keynan Rew – 4 (0,1,2,0,1,0)
5. Piotr Pawlicki – 13+2 (1*,1,3,2,3,1*,2)
6. Nazar Parnicki – 11+2 (1*,2,2,1,1*,3,1)
7. Kacper Mania – 2 (2,0,-)
8.Emil Konieczny – NS

Bieg po biegu:
1. (62,80) Kurtz, Kowalski, Zengota, Cook – 5:1 – (5:1)
2. (63,62) Kowolik, Mania, Parnicki, Andersen – 3:3 – (8:4)
3. (62,99) Laguta, Cook, Pawlicki, Bewley – 3:3 – (11:7)
4. (63,31) Janowski, Parnicki, Andersen, Rew – 4:2 – (15:9)
5. (64,30) Cook, Bewley, Rew, Kowalski – 2:4 – (17:13)
6. (63,76) Laguta, Parnicki, Zengota, Kowolik – 3:3 – (20:16)
7. (62,82) Kurtz, Janowski, Pawlicki, Mania – 5:1 – (25:17)
8. (64,59) Laguta, Rew, Cook, Andersen – 3:3 – (28:20)
9. (63,69) Pawlicki, Janowski, Parnicki, Kurtz (w) – 2:4 – (30:24)
10. (63,79) Bewley, Pawlicki, Parnicki, Kowalski – 3:3 – (33:27)
11. (64,62) Pawlicki, Kurtz, Bewley, Rew – 3:3 – (36:30)
12. (64,70) Parnicki, Kowalski, Rew, Kowolik – 2:4 – (38:34)
13. (63,92) Laguta, Cook, Pawlicki, Janowski – 3:3 – (41:37)
14. (64,74) Janowski, Bewley, Parnicki, Rew – 5:1 – (46:38)
15.(64,53) Laguta, Pawlicki, Kurtz, Cook – 4:2 – (50:40)

Zdjęcie: Maciej Trubisz