Dwugłos dawnych kolegów ze Sparty. Piotr Baron kontra Dariusz Śledź po półfinale w Toruniu

Pres Toruń jest w komfortowej sytuacji – po zwycięstwie 52:38 na Motoarenie to wicemistrzowie Polski muszą odrabiać straty. 7 września na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu dojdzie do rewanżu, który wyłoni finalistę PGE Ekstraligi 2025. To spotkanie ma dodatkowy smaczek – naprzeciw siebie staną dawni koledzy z toru. Piotr Baron i Dariusz Śledź przez lata bronili barw Sparty Wrocław jako zawodnicy. Dziś obaj prowadzą zespoły, które dzieli czternaście punktów i zupełnie inne nastroje.


Piotr Baron: „Zaliczka mogła być większa”

Piotr Baron, obecnie szkoleniowiec KS Toruń, nie ukrywał po meczu satysfakcji, ale też żalu, że przewaga nie jest jeszcze wyższa. – „Przed spotkaniem pewnie tak, ale po już niekoniecznie. Potraciliśmy trochę punktów. Gdyby nie to, wynik mógłby być lepszy” – powiedział szkoleniowiec ekipy z Torunia na temat tego, czy taki wynik satysfakcjonowałby go przed meczem.

Baron wskazywał, że decydujące były nie tylko końcowe biegi, ale i szczegóły w trakcie spotkania. – „Nie tylko końcówka. Były też sytuacje, gdzie zawodnicy się ruszali, a nie dostali ostrzeżeń. Punkty uciekały” – dodał.

Trener Apatora zdradził również, jak jego zespół zamierza przygotować się do trudnego rewanżu na Stadionie Olimpijskim, gdzie w rundzie zasadniczej torunianie zdobyli zaledwie 34 punkty. – „Musimy pojeździć sobie na innych, dłuższych torach poza domem i postarać się poprzestawiać. Pojedziemy tam walczyć. Czas pokaże, jak wyjdzie” – mówił.

Zapytany, czy fakt, że na co dzień mieszka we Wrocławiu, ma wpływ na emocje związane z rywalizacją przeciwko Sparcie, odpowiedział stanowczo: – „Mecz jak mecz. Jedziemy do pracy, którą musimy wykonać jak najlepiej. Nie ma dla mnie znaczenia z kim i gdzie”.

Baron podkreśla, że jego drużyna wciąż ma rezerwy. – „Myślę, że stać nas na więcej. Przyznam jednak szczerze, że zdarzają się nam pojedyncze wpadki i to jest dla nas problem”.

Nie zabrakło też ciepłych słów pod adresem Michelsena. – „Chłopak poczuł się dobrze w klubie. Poza tym doszedł do ładu ze sprzętem. To wszystko po prostu zaczęło działać” – komentował.

A jak widzi rewanż? – „Uważam, że należy przygotować się do tego meczu, jak najlepiej potrafimy, aby później nie mieć wyrzutów sumienia, że coś nie zrobiliśmy. A co potem, kto powie, to już jest najmniejszy problem. My musimy mieć czyste sumienie”.


Dariusz Śledź: „Jeszcze się nie poddajemy”

Szkoleniowiec Sparty, Dariusz Śledź, znalazł się w zupełnie innym położeniu. Jego drużyna zawiodła w Toruniu, a 14-punktowa strata mocno komplikuje walkę o finał. Śledź jednak podkreśla, że dopóki istnieje szansa, Sparta będzie walczyć.

„To jest żużel, a w nim już niejedno widzieliśmy. Czternaście punktów to sporo, ale przed własną publicznością potrafimy pojechać inaczej niż na wyjazdach. Wrocławianie wielokrotnie udowadniali, że są w stanie wygrywać wysoko. Jeszcze się nie poddajemy” – zapowiada trener Betard Sparty.

Śledź wskazuje na potrzebę odbudowania liderów, którzy w Toruniu zawiedli. – „Musimy po prostu pojechać swoje. Nie kalkulować, nie oglądać się na rywali, tylko robić swoje punkty od pierwszego biegu. Nasi liderzy mają potencjał na dużo lepszy wynik niż w pierwszym meczu. Wierzę, że pokażą to na Olimpijskim”.

Szkoleniowiec dodaje, że kluczowa będzie koncentracja i początek meczu. – „Nie możemy pozwolić, by Apator szybko nas zaskoczył. To my musimy narzucić warunki, by przeciwnik poczuł presję. Jeżeli złapiemy rytm, jesteśmy w stanie zrobić naprawdę wiele”.


Dawni koledzy, dziś rywale

Historia dodaje tej rywalizacji dodatkowego kolorytu. Piotr Baron i Dariusz Śledź dobrze się znają – obaj w przeszłości jeździli w barwach Sparty Wrocław. Tworzyli zespół, który na przełomie lat 90. i 2000. walczył o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Dziś spotykają się jako trenerzy w sytuacji, która dla jednego może zakończyć się wielkim sukcesem, a dla drugiego – bolesnym rozczarowaniem.


Kto wyjdzie zwycięsko?

Baron, choć spokojny i wyważony, wie, że jeszcze niczego nie wygrał. Śledź, mimo trudnej sytuacji, podkreśla wiarę i odwołuje się do żużlowej nieprzewidywalności. Dwugłos dawnych kolegów ze Sparty pokazuje, jak różne mogą być emocje i strategie po pierwszym meczu. 7 września we Wrocławiu przekonamy się, który z nich będzie mógł powiedzieć, że historia zatoczyła pełne koło – i że były żużlowiec Sparty poprowadził swoją drużynę do finału Ekstraligi. W rundzie zasadniczej Sparta u siebie rozgromiła ekipę z Torunia 56:34. Taki wynik, w rewanżu w zupełności wystarczy, aby Spartanie zameldowali się w finale. Wtedy kapitalnie pojechali Artiom Łaguta, Brady Kurtz Daniel Bewley, a wsparcie otrzymali nawet od mającego ogromne problemy w tym sezonie Macieja Janowskiego.

Zdjęcie: Maciej Trubisz