W czwartym odcinku serialu Canal+ „Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu” widzowie mogli zobaczyć wyjątkowo szczery fragment rozmowy pomiędzy prezesem WTS Betard Sparty Wrocław Andrzejem Rusko, a kapitanem zespołu, Maciejem Janowskim. Obaj wrócili do emocjonujących wydarzeń z sezonu 2024 – momentu, w którym los wychowanka Sparty naprawdę wisiał na włosku.
– „Przyszedł z takimi oczekiwaniami, że ciężko mi było je przyjąć. Nie odrzuciłem ich. Powiedziałem, że muszę to skonsultować z akcjonariuszami, a poza tym chciałem uzależnić wysokość kontraktu od wyniku. Dzień później ukazał się wywiad, gdzie Maciej publicznie mówi, że nie wie, czy zostanie we Wrocławiu. To był dla mnie szok” – wspomina Andrzej Rusko w serialu.
Chwila niepewności i medialna burza
Wszystko zaczęło się od głośnego wywiadu Macieja Janowskiego dla portalu Red Bull, w którym zawodnik przyznał, że nie jest pewny swojej przyszłości w macierzystym klubie.
– „Byłem na rozmowach w klubie, ale nie odczułem entuzjazmu i zbyt wielkiego zainteresowania, by kontynuować współpracę” – mówił wtedy „Magic”.
Z dzisiejszej perspektywy Janowski nie ukrywa, że jego słowa miały też symboliczny wymiar.
– „To właśnie w tamtym momencie czułem. Chciałem też w pewnym sensie dać sygnał innym klubom, że warto zadzwonić do Macieja Janowskiego, jeśli widzą dla niego miejsce w składzie. Na tamtą chwilę miałem wrażenie, że miejsca we Wrocławiu dla mnie nie będzie. Stąd wyniknął mój ruch. Później udało nam się znaleźć wspólny mianownik i cieszę się z pozostania” – przyznał zawodnik.
Rusko: „Miałem już przygotowaną opcję rezerwową”
Emocje sięgały zenitu. Prezes WTS-u musiał reagować. W serialu Canal+ Andrzej Rusko ujawnił, jak blisko było sensacyjnego rozstania:
– „Poważnie się zastanawiałem, czy nie dać mu odejść. Miałem przygotowaną opcję rezerwową i już rozmawiałem z zawodnikiem, który mógł przyjść w miejsce Maćka. Nie zrobiłem tego tylko i wyłącznie z uwagi na kibiców” – wyznał.
To wyznanie poruszyło fanów. Wielu z nich nie miało świadomości, że wrocławski klub był o krok od utraty swojego kapitana – zawodnika, który od lat utożsamiany jest ze Spartą bardziej niż ktokolwiek inny.
Symbol wrocławskiego żużla
Maciej Janowski to dziś jedyny wychowanek w całej PGE Ekstralidze, który nieprzerwanie od 12 sezonów reprezentuje klub, w którym się wychował. Nadchodzący rok będzie jego 13. z rzędu w barwach Betard Sparty Wrocław.
Jeśli doliczyć początek kariery w 2007 roku oraz dwuletnią przerwę na starty w Unia Tarnów (2012–2013), „Magic” spędził już łącznie 17 sezonów w żółto-czerwonych barwach.
To historia lojalności, jakiej w sporcie widzi się coraz mniej.
W barwach Sparty Janowski ma na koncie 1 złoty, 5 srebrnych i 4 brązowe medale Drużynowych Mistrzostw Polski, a dorzucając sukcesy z Tarnowa – kolejne złoto i brąz.
Mimo słabszego sezonu 2024 (średnia biegopunktowa 1,903), pozostał liderem emocjonalnym drużyny i symbolem wrocławskiego żużla.
„To nie kalkulacja – to emocje”
Z punktu widzenia zawodnika wszystko wyglądało inaczej. Nie chodziło o pieniądze, a o poczucie przynależności.
– „Powiedziałem to, co wtedy czułem. Chciałem dać sygnał, że może trzeba zadzwonić do Maćka Janowskiego, jeśli ktoś ma dla niego miejsce. W tamtym momencie myślałem, że we Wrocławiu dla mnie go po prostu nie ma” – przyznał kapitan Sparty w serialu.
To szczere wyznanie nadało tej historii ludzki wymiar. W emocjonalnym żużlu, gdzie sekundy decydują o wszystkim, czasem ważniejsze od wyników są relacje i zaufanie.
Wygrało serce, nie kontrakt
Choć rozmowy były trudne, wszystko zakończyło się szczęśliwie. Janowski i Rusko znaleźli porozumienie, a kilka miesięcy później klub ogłosił przedłużenie kontraktu do 2026 roku.
– „Zadzwoniłem jeszcze raz do prezesa, chciałem mieć pewność, że nie ma już szans na dogadanie się. Ostatecznie udało się znaleźć wspólny mianownik i zostałem” – mówił „Magic”.
Dla kibiców Betard Sparty to był moment ulgi i dumy. Kapitan pozostał w domu, a prezes Rusko pokazał, że potrafi wsłuchać się w głos trybun.
Sparta bez Janowskiego byłaby jak Wrocław bez Sparty
Historia z czwartego odcinka „Jazdy o złoto. Żużel na podsłuchu” to nie tylko opowieść o negocjacjach i kontraktach. To historia o emocjach, lojalności i sile więzi między klubem, zawodnikiem i kibicami.
Janowski wciąż jest symbolem Betard Sparty – twarzą, której nie sposób zastąpić. A słowa Andrzeja Rusko, że „nie pozwolił mu odejść tylko z uwagi na kibiców”, już dziś przeszły do historii wrocławskiego żużla.
Zdjęcie: Maciej Trubisz






