Przedsezonowe sparingi i turnieje rzadko kiedy są powodem do wyciągania daleko idących wniosków, ale w przypadku Macieja Janowskiego trudno przejść obojętnie obok sygnałów, które płyną z toru. Kapitan Betard Sparta Wrocław nie prezentuje na razie dyspozycji, do jakiej przyzwyczaił kibiców – ani tej, jakiej sam od siebie oczekuje.

Początek sezonu 2026 zamiast uspokajać nastroje fanów, rodzi coraz więcej pytań.


Dwa oblicza „Magica”

Pierwsze występy Janowskiego mogły jeszcze napawać umiarkowanym optymizmem. W sparingach przeciwko Włókniarzowi Częstochowa Wrocławianin potrafił pokazać skuteczność:

  • 24 marca (wyjazd) – 10 punktów w 5 startach
  • 25 marca (dom) – 8+1 w 3 biegach

Problem w tym, że były to zawody przeciwko rywalowi, który sam znajduje się na etapie intensywnego budowania formy, a prawdziwa weryfikacja miała dopiero nadejść. Wielu fachowców w ekipie spod Jasnej Góry widzi głównego kandydata do spadku z PGE Ekstraligi.,


Pierwsze ostrzeżenia

Kolejne występy przyniosły już zdecydowanie mniej optymistyczny obraz. W turnieju Speed Masters (Memoriał Rifa Saitgarijewa) w Ostrowie Wielkopolskim Janowski zdobył:

  • 5 punktów w 5 startach

Nie był to wynik katastrofalny na papierze, ale styl jazdy – brak dynamiki i problemy na dystansie – zwracały uwagę obserwatorów.


Leszno – moment alarmowy

Największe zaskoczenie przyszło jednak 1 kwietnia w sparingu przeciwko Fogo Unii w Lesznie. Tam kapitan Sparty zakończył zawody z dorobkiem:

  • 1 punktu w 4 biegach

Dodatkowo:

  • zanotował dwa defekty,
  • miał wyraźne problemy zarówno na starcie, jak i na dystansie,
  • nie był w stanie nawiązać walki z rywalami.

To wynik zdecydowanie poniżej standardów zawodnika tej klasy.

W rewanżu rozegranym 3 kwietnia na Stadionie Olimpijskim było słodko-gorzko. Po trzech zerach przyszło w końcu wyczekiwane zwycięstwo w biegu 13. z równo jadącymi tego dnia Grzegorzem Zengotą oraz Benem Cookiem z Unii Leszno. Jednak stare koszmary wróciły w ostatnim wyścigu dnia. Magic zanotował defekt, a Sparta przegrała ten wyścig podwójnie.


Światełko w tunelu?

Więcej światła na formę Macieja Janowskiego rzuciło świąteczne ściganie. W Wielką Sobotę, 4 kwietnia br., Magic wspólnie z Artiomem Łagutą reprezentował Betard Spartę w finale Mistrzostw Polski Par Klubowych (chory Brady Kurtz nie wystartował w żadnym biegu). Janowski w sześciu startach zdobył sześć oczek. Wrocławianie ani razu nie zdołali wygrać podwójnie. Ta sztuka nie udała się ani z bezlitośnie pokonywanym w sparingach Włókniarzem, ani z parą gospodarzy, występującą na trzecim szczeblu rozgrywek ligowych w Polsce (KLŻ) – zespołem Wybrzeża Gdańsk. Co ciekawe Wrocławianie byli jedną z dwóch par (obok Unii Leszno), która pokonała triumfatorów MPPK – ekipę Motoru Lublin. W biegu piątym Maciej Janowski po przegranym starcie napędził się po zewnętrznej i objechał Bartosza Zmarzlika, a Spartanie wygrali ten bieg 4-2. Ostatecznie zespół z Dolnego Śląska zakończył MPPK z brązowym medalem. A Janowski trzy razy był ostatni, dwa razy trzeci i raz pierwszy

W Poniedziałek Wielkanocny, 6 kwietnia, czołówka krajowa rywalizowała w Opolu, nie tylko o Złoty Kask, ale także o udział w eliminacjach do SGP 2027 i Tauron SEC 2026. Magic z dorobkiem 9 oczek, (1,2,3,2,1) zajął szóste miejsce i automatycznie uzyskał prawo do udziału w eliminacjach do Tauron SEC. Na pewno na plus należy uznać fakt, iż kapitan Betard Sparty drugi raz z rzędu okazał się lepszy od Bartosza Zmarzlika.


Liczby kontra rzeczywistość

Łączny bilans 8 indywidualnych zwycięstw biegowych w całym okresie przygotowawczym nie wygląda dramatycznie. Jednak w speedwayu same liczby często nie oddają pełnego obrazu.

W przypadku Janowskiego największe obawy budzą:

  • brak powtarzalności,
  • problemy ze startem,
  • niewystarczająca prędkość na dystansie,
  • widoczny brak pewności w jeździe.

W środowisku podkreśla się, że to nadal etap testów sprzętowych i eksperymentów z ustawieniami. Zwłaszcza, że zawodnicy ponownie muszą przyzwyczajać się do opon dętkowych. Jednak taką sytuację mają wszyscy żużlowcy występujący w Polsce. To naturalne, ale… nie do końca usprawiedliwiające w przypadku lidera drużyny.


Sparta uzależniona od kapitana

Rola Janowskiego we wrocławskim zespole pozostaje kluczowa. To zawodnik, który:

  • prowadzi drużynę jako kapitan,
  • ma być gwarantem punktów w najważniejszych momentach,
  • stanowi fundament walki o najwyższe cele.

Jeśli jednak jego dyspozycja nie ulegnie poprawie, Betard Sparta Wrocław może mieć ogromne problemy z włączeniem się do walki o medale w PGE Ekstralidze.

W realiach ligi, gdzie o końcowym układzie tabeli decydują detale, brak stabilnego lidera może okazać się czynnikiem decydującym w walce o najwyższe cele.


Czas działa na niekorzyść

Do inauguracji sezonu pozostało niewiele czasu. Już w pierwszym meczu w piątek 10 kwietnia o godz. 20:30 na Stadionie Olimpijskim, Sparta zmierzy się z Stelmet Falubazem Zielona Góra, a presja na Janowskiego będzie ogromna.

Najbliższy sparing, we środę 8 kwietnia br. z ekipą Moonfin Magnus Ostrów Wlkp. na Stadionie Olimpijskim pokaże, czy obecna dyspozycja to jedynie efekt:

  • intensywnych testów sprzętu,
  • poszukiwania optymalnych ustawień,

czy jednak sygnał głębszego problemu.


Wrocław czeka na odpowiedź

Na razie sytuacja pozostaje otwarta. Sparingi i przedsezonowe turnieje rządzą się swoimi prawami, ale w przypadku zawodnika tej klasy margines błędu jest znacznie mniejszy. Oby – jak dotąd – najlepszy występ Macieja Janowskiego w Złotym Kasku w Opolu był zwiastunem rosnącej formy Magica, a także w końcu znalezieniem właściwych – tych najlepszych – ustawień motocykli.

Kibice we Wrocławiu liczą, że Maciej Janowski w ciągu najbliższych dni odnajdzie swoją prędkość. Bo jeśli nie – ambicje medalowe Sparty mogą bardzo szybko zostać zweryfikowane przez ligową rzeczywistość.

Zdjęcie: Maciej Trubisz