Druga kolejka ligowa za nami, chociaż dla Sparty było to pierwsze spotkanie tego sezonu. Chciałbym z tej okazji podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami po meczu. Zapraszam!

Po dwóch dniach, myśląc o tym spotkaniu na chłodno, mam przekonanie, że osiągnęliśmy dobry wynik. Przyznam, że rozbawiły mnie przedmeczowe komentarze, że Sparta wygra to do 35 czy nawet 30. Apator to nie Rybnik z zeszłego sezonu i ma kim powalczyć.

Może nie ma tutaj gwiazd wielkiego formatu, ale mamy objawienie zeszłego sezonu w postaci Lamberta, jednego z autorów srebra dla Gorzowa Jacka Holdera i jego starszego brata Chrisa, który miał Olimpijski za tor domowy. Do tego grona możemy dołożyć Pawła Przedpełskiego, którego forma wygląda bardzo dobrze.

W moich oczach ta ekipa spokojnie utrzyma się w elicie o ile nie wydarzy się nic nieprzewidzianego. Sparta od początku kontrolowała przebieg meczu i nie było momentu, w którym mogłaby się poczuć jakkolwiek zagrożona. Trójka wrocławskich liderów stanęła na wysokości zadania i zdobyła 33 pkt, chociaż jestem przekonany, że z biegiem sezonu Laguta będzie tylko skuteczniejszy, bo na pewno nie był zadowolony z tego zera, które wpadło w biegu przeciwko parze Przedpełski/J.Holder.

Cieszy również jazda Dana Bewleya. Widać, że współpraca z Woffy’m owocuje. Jak ten kierunek się utrzyma to będziemy mieć jeszcze wiele powodów do radości. Wrocławscy juniorzy wykonali plan minimum pokonując swoich kolegów z Torunia.

Małym zmartwieniem na dzień dzisiejszy może być występ Gleba, jednak bierzmy poprawkę na to, że jest początek sezonu i nie wszystko u wszystkich od razu będzie grało.

Inny aspekt, na który zwróciłbym uwagę to biegi nominowane, które Sparta przegrała 7-5. W tym spotkaniu nie miało to wielkiego znaczenia, ale jeśli w kolejnych wynik będzie na styku, nominowane są kluczowe.

Również można było mieć wątpliwości co do występów pary Chugunov/Bewley, ale ostatecznie Panowie się obronili przywożąc 3-3 i 4-2.To co nie do końca mi się podobało w tym meczu to przygotowanie toru. Mieliśmy kilka mijanek, ale w wielu biegach niewiele się działo. Zawodnicy którzy znaleźli się z tyłu nie mieli wiele do powiedzenia nawet jeśli dysponowali prędkością. Mam nadzieję i tego się trzymam, że tym razem to kwestia pogody, która w ostatnich dniach przed meczem była bardzo kapryśna.

Na koniec, dla tych nie do końca zadowolonych – pamiętajmy, że różnica powyżej 10 pkt w żużlu to wysoka wygrana, 20 i w górę to już pogrom. Wynik 51-39 to dobre wejście w ligę, a jestem przekonany, że te najlepsze występy i najbardziej wartościowe wygrane jeszcze przed nami.