Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=61557917217134)
Wydarzeniem weekendu – finał Euro w nogę. Dla speedway`a – SoN (niestety). Coraz mniej dziwaczny (na szczęście), ale jednak.
Na początek poszli młodzi. Juniorzy – czyli zawodnicy (Przyjemski, Bańbor) + trener (Dobrucki) + sędzia (Latosiński). Ten zestaw pozwolił powtórzyć złoto. Cóż – zwycięzców się nie sądzi. Dajmy na to 3 oczka więcej Szwedzi, bo nawet wygrana przez Wiktora powtórka, po ewentualnym słusznym wykluczeniu Bartka dawała im 5-4. Nam 3 mniej i mamy remis, z wygraną Trzech Koron w bezpośrednim starciu… . Ale historia nie baczy szczegółów. Jak w Diedenbergen.
Seniorzy = słabi, niedopasowani, bez umiejętności jazdy parą. Kogo miał wziąć Dobrucki? Może spróbować w trakcie finału Dudka. Tylko tyle. Pola manewru nie miał. Obiektywnie. Potrafią Janowski, czy Pawlicki ale mistrzem Gollob. To o jeździe parą. „Magic” nie podołał w półfinale i stracił miejsce w składzie (słusznie i logicznie). Tacy „Angole”, skąd by nie pochodzili, po 2/3 sezonach na wyspach potrafią. Operują zarówno manetką, jak też trajektorią. Wiedzą, gdyż praktykują, co należy robić. To już u nich jak odruch bezwarunkowy. Jazda parą kwitnie – tylko nie u nas. Latosiński nie pomógł tym razem, ale niczego naszym nie zabrał. Nawet 3 oczka więcej nic nie dawały, bo ze Szwedami było w łeb. Bartek – egoista. Nic nowego. Swoim najwyżej przeszkadza, a na pewno nie pomaga. To także było jasne i oczywiste. Nagle niektórym „odkrywcom” przypomniało się ze zdwojoną siłą, że taki właśnie jest. Tylko kiedy fury niosą, a Bartek wygrywa wszystko i z każdym, to nikomu jakoś nie wadzi. Obecnie ma ewidentnie lekką zadyszkę. I co? Powód (pretekst) żeby hejtować, urządzać sądy kapturowe i zbiorowe lincze? No raczej. Jakie to nasze, słowiańskie, polskie. Od kilku lat podpowiadam Zmarzlikowi skuteczne rozwiązanie. Terminy w Anglikowie konieczne. Kto stoi w miejscu ten się cofa… jak Kowalski. Hegemon przestaje być monopolistą, a jeździec firmowy i jego ostatnie wpadki nie zachęcają do zbiorowych zamówień sprzętu. Ot, taka prawidłowość. Jak w przysłowiu. Siedem lat tłustych – siedem chudych. Był Johns – nie było Johnsa – wraca Johns. A Kowalski? Dużo pracy i jeszcze więcej pokory.
No i na marginesie owego SoN. Nie może to się normalnie nazywać? Mistrzostwa Świata Par? Od pierwowzoru (po przejściach) różni się jedynie punktacją. No i jeszcze. Woda, błotko – ok. Żaden problem. Pod jednym warunkiem. Po całości + nawierzchnia (obrazowo) jak keramzyt, a nie nasze ubite betony. Tak było podczas SGP w Malilli. Identycznie w Manchesterze. Cieślaka i jego komentarzy to już od pewnego czasu nie trawię. Sam miał „super rezultaty” w Rybniku, Ostrowie, Łodzi czy z ostatnim podejściem we Włókniarzu. A tu takie pomieszanie z poplątaniem w recenzji występu naszych Orłów, że nie znając autora gotów byłbym posądzać rzeczonego o ignorancję z dyletanctwem pospołu. Siebie wybielić – innych oczernić? Nie przystoi drogi (niektórzy twierdzą, iż bardzo drogi) eks trenerze. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. A podsycanie „mistrzów świata” z kanapy do „prześmiewczych” wpisów o panienkach, milionerach, rzekomych strajkach i takimże braku ambicji u Orłów, to już bezczelność ze strony Cieślaka. Tyle. Wątku nie rozwinę, bo „Polewaczkowy” jednak ma rozeznanie w sporcie, żużlowym także, zatem sam doskonale wie co i dlaczego robi takoż mówi. Taki rewanżyk za bunt podczas ZK w Pile parę sezonów temu i późniejszą „aferę” L4 gate, takoż odsunięcia od kadry i brak panowania nad powierzoną trzódką? Możliwe. Może więc pora samego Cieślaka odsunąć dyscyplinarnie od sportu? Stary jest. Swoje zrobił. Teraz usiłuje tylko zaistnieć na siłę. Przetrwać medialnie. Wszelkimi metodami. I błysnął jak zapalniczka na stacji paliw. Mimo wyraźnych objawów demencji.
Spółki Skarbu Państwa wycofują się ze sportu. Teleturniej – A/ dlaczego? B/ co z tą kasą? C/co w zamian? Skąd te hiobowe wieści? Tak oficjalnie ogłoszono. Że koniec. Komarnicki – żeby ci to cygaro… . Czyli tak. Kasy nie ma i nie będzie. W zamian nie ma pomysłu, a tylko podpinanie się pod obecne sukcesy, w których udział aktualnej władzy jest dokładnie żaden. Czy u nas raz nie mogłoby być jak należy? Najpierw nowy, sprawdzony system, a potem dopiero zniszczenie dotychczasowych zasad. Nawet jeśli nie były (najoględniej) idealne. Pitulenie zaś o tym, że sport zawodowy musi utrzymać się sam, to zwyczajnie bajki dla potłuczonych – jak w zielonogórskim kabarecie „Potem”. Te Sikory (Władysława) były genialne. Te Nitrasowe są zwyczajnie żenujące. Nie sztuka zapodać publicznie gigantyczną nawet premię za medal, wiedząc, iż nie ma szans, ani podwalin pod takie sukcesy. W Paryżu „pojadą” na dorobku poprzedniej władzy, ze szczególnym udziałem WOT i SSP. A za cztery lata? Kasy niet. Koncepcji niet. Brawo Wy!
Przemysław Sierakowski
Fot.ilustracyjne – publiczny fb






