To była historia pełna emocji, zwycięstw, trudnych momentów i nieprawdopodobnej więzi z kibicami. Po siedmiu sezonach spędzonych w barwach GEZET Stali Gorzów, Martin Vaculik żegna się z klubem, który przez lata stał się jego drugim domem. Słowacki lider, filar drużyny i jeden z najskuteczniejszych zawodników w historii żółto-niebieskich, odchodzi po 118 meczach i zdobyciu 1188 punktów.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że jego nazwisko na stałe zapisało się w historii klubu z ulicy Śląskiej.

– Spędziłem tu cudowny czas. To naprawdę kawał historii i ogrom emocji. Cieszę się, że wygraliśmy to spotkanie i że GEZET Stal zostaje w PGE Ekstralidze – mówił wzruszony Vaculik po ostatnim meczu w rozmowie dla ekstraliga.pl.


„Stal zawsze zostanie w moim sercu”

Wystarczyło spojrzeć na twarz Słowaka po zakończonym spotkaniu z Abramczyk Polonią Bydgoszcz, by zrozumieć, że to coś więcej niż zwykłe pożegnanie. Po siedmiu sezonach w żółto-niebieskich barwach Vaculik z trudem ukrywał emocje.

– Chciałbym podziękować wszystkim za te lata. Stal zawsze zostanie w moim sercu – nieważne, gdzie będę jeździł. Przeżyłem tu fantastyczny czas: były zwycięstwa, były porażki, ale taki jest sport. Związałem się z tym klubem i zawsze będę mu kibicować – przyznał.

Działacze Stali zadbali o symboliczne pożegnanie swojego lidera. Vaculik otrzymał pamiątkowy obraz złożony ze zdjęć dokumentujących całą jego gorzowską przygodę.

– Dostałem od działaczy piękny obraz złożony ze zdjęć z całej mojej gorzowskiej przygody. Na jednym z nich, z meczu w Częstochowie, widać naszą radość po zwycięstwie – dla mnie to symbol Stali: emocje, moc i chęć wygrywania – zdradził Słowak.


Siedem lat pełnych emocji

Vaculik trafił do Gorzowa w 2018 roku i bardzo szybko stał się jednym z liderów zespołu. Przez lata tworzył oś siły Stali wraz z Bartoszem Zmarzlikiem, a później sam dźwigał ciężar bycia liderem po jego odejściu. Kibice pokochali go za nieustępliwość, perfekcyjną technikę i szczerość – zarówno w zwycięstwach, jak i porażkach.

To właśnie on wielokrotnie ratował Stal w trudnych momentach, a jego wygrane biegi decydowały o losach meczów. W sezonie 2025 znów był jednym z filarów drużyny, która – choć dopiero po barażach – utrzymała się w PGE Ekstralidze.


„Czasem zawodnik potrzebuje świeżego impulsu”

Jak dowiedziała się redakcja, w sezonie 2026 Martin Vaculik dołączy do zespołu Orlen Oil Motoru Lublin, gdzie zastąpi Jacka Holdera. Dla 35-letniego Słowaka to nowy etap kariery, ale decyzja o odejściu nie przyszła łatwo.

– Takie jest życie i taki jest sport. Czuję, że dałem z siebie wszystko w tym miejscu, ale przyszedł moment na nowe wyzwania. Czasem zawodnik potrzebuje świeżego impulsu, żeby się rozwijać – podkreślił.

W tych słowach nie ma kalkulacji – to szczere pożegnanie sportowca, który w Gorzowie osiągnął niemal wszystko, ale wciąż czuje głód jazdy.


„Nie jeden zawodnik chciałby mieć taki słabszy sezon”

Ostatni rok nie był łatwy ani dla Vaculika, ani dla Stali. Klub musiał walczyć o utrzymanie, a sam zawodnik miał swoje problemy sprzętowe i zdrowotne. Mimo to utrzymał wysoką skuteczność i – jak sam zaznaczył – nie ma powodów do wstydu.

– Ten sezon nie był idealny, ani w Grand Prix, ani ligowo, ale patrząc na punkty – nie jeden zawodnik chciałby mieć taki „słabszy” rok. Współczesny żużel to sport bardzo techniczny, w którym ogromne znaczenie mają ustawienia motocykla. W tym sezonie mieliśmy z tym trochę problemów, co przełożyło się na wyniki – tłumaczył.

Dla kibiców, którzy przez lata oglądali jego efektowną jazdę na pierwszym łuku i nieprawdopodobne manewry na wyjściu z wirażu, był i pozostanie jednym z największych wojowników, jacy kiedykolwiek ścigali się dla Stali.


„Fizycznie czuję się bardzo dobrze”

Vaculik podkreśla, że mimo upływu lat wciąż czuje się znakomicie przygotowany fizycznie.

– Fizycznie czuję się bardzo dobrze. Prowadzę zdrowy tryb życia, trenuję codziennie, biegam, jeżdżę na rowerze. Wyniki badań pokazują, że moje ciało jest młodsze niż wiek metrykalny. Myślę, że najlepsze lata wciąż przede mną – przekonuje.

To zapowiedź, że jego kariera bynajmniej nie zbliża się ku końcowi – wręcz przeciwnie. W Lublinie czeka go zupełnie nowy rozdział i walka o kolejne medale.


„Tor w Gorzowie? Jeden z moich ulubionych”

Wśród wszystkich wspomnień z gorzowskiego okresu, jedno powracało w wypowiedziach Słowaka szczególnie często – tor przy Śląskiej.

– To miejsce jest techniczne, wymagające i daje dużą szkołę jazdy. Trzeba być tu czujnym i reagować błyskawicznie. To jedno z moich ulubionych miejsc na świecie – przyznał.

Dla niego Gorzów nie był tylko klubem, ale szkołą żużlowego życia.


„Dziękuję kibicom za wszystko”

Na koniec pożegnania nie mogło zabraknąć słów wdzięczności skierowanych do kibiców, którzy przez siedem lat wspierali go z trybun.

– Dziękuję kibicom za wszystko. Zawsze byli naszym dodatkowym zawodnikiem. Dziękuję za wsparcie, za doping i za to pożegnanie, które było dla mnie bardzo wzruszające. To, co przeżyłem w Gorzowie, na zawsze zostanie w moim sercu – zakończył Vaculik.


Koniec rozdziału, początek nowej historii

Martin Vaculik opuszcza Stal Gorzów z podniesioną głową. Zostawia po sobie wspomnienia siedmiu pełnych pasji sezonów, setki emocjonujących biegów i wdzięczność kibiców, którzy zawsze będą pamiętać jego żółto-niebieskie barwy.

Gorzów traci lidera, ale nie traci legendy. Bo jak mówi sam Vaculik – Stal zawsze zostanie w jego sercu.