29 lipca 1979 roku na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu odbył się Finał Kontynentalny Drużynowych Mistrzostw Świata na żużlu. Faworytem byli Polacy. Nasi zawodnicy nie zawiedli swoich kibiców i pewnie wygrali ten czwórmecz.
Najwięcej punktów wywalczyli Jerzy Rembas i Robert Słaboń, który reprezentował barwy miejscowej Sparty. Na drugim miejscu czwórmecz we Wrocławiu ukończyli reprezentacji Czechosłowacji, którzy do naszej kadry stracili aż 12 punktów. Nasi południowi sąsiedzi do ostatniego biegu toczyli zacięty bój o awans do Finału DMŚ z reprezentacją ZSRR. Nie trzeba zgadywać, komu w tej rywalizacji kibicowała wrocławska publiczność.
Ostatecznie o jeden punkt lepsi okazali się Czechosłowacy i to oni wraz z Polską awansowali do finału DMŚ w 1979 roku. W stawce czterech drużyn nie liczyli się, raczkujący wówczas w żużlu Węgrzy.

Wyniki Finału Kontynentalnego DMŚ, Wrocław, 29 lipca 1979 rok:
I. Polska – 40 pkt.
Jerzy Rembas – 10
Robert Słaboń – 10
Edward Jancarz – 9
Zenon Plech – 9
Andrzej Huszcza – 2
II. Czechosłowacja – 28 pkt.
Jiri Stancl – 8
Ales Dryml – 7
Zdenek Kudrna – 6
Vaclav Verner – 5
Petr Ondrasik – 2
III. ZSRR – 27 pkt.
Walerij Gordiejew – 9
Michaił Starostin – 8
Grigorij Chłynowski – 5
Wiktor Kuzniecow – 5 –
IV. Węgry – 2 pkt.
Laszlo Juhasz – 2
Zoltan Adorjan – 0
Ferenc Farkas – 0
Zoltan Hajdu – 0
Csabo Nagy – 0







Byłem na tym żużlu w lipcu 1979 roku jako 12 letni chłopiec. Zabrał mnie na niego mój wujek mieszkający we Wrocławiu. To była cała wyprawa bo z Ostrowa do Wrocławia zawiozła mnie pociągiem specjalnie na ten mecz moja babcia. Jancarz, Plech, Rembas to były nazwiska doskonale mi znane z telewizji. Także ówczesny lider Sparty Robert Słaboń nie był mi obcy bo wcześniej wrocławianie rozgrywali swoje mecze ligowe na stadionie w Ostrowie. Olimpijski był wówczas w remoncie. Pamiętam wysokie potężne jupitery oświetlająe tor i murawę. Wówczas chyba tylko Chorzowski gigant miał coś takiego. No i głośny doping polskich kibiców. Długi czas przechowywałem wyżej publikowany program z tego finału który przez lata gdzieś się zawieruszył. Miło że po tylu latach ktoś zadał sobie tyle trudu aby przypomnieć to wydarzenie a u mnie przywołać wspomnienia z dzieciństwa. Pozdrowienia dla autora.