Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=100084823056532)

Święta, święta i po świętach. Jeszcze tylko Sylwester i zaś człek kreskę starszy. Ponieważ przyszedł czas wyhamowania i refleksji w połączeniu z nostalgią – i ja powrócę do źródeł. Obchodzimy pierwszą setkę dirt tracka. Tak się przyjęło. Ale czy słusznie? Ano porozważajmy odrobinę. Poszperałem kilka lat temu. Dziś wracam do tamtych „odkryć”. Taki ze mnie „Discovery”. A co.

Podobno początek speedwaya to West Maitland. Podobno znamy dokładnie czas oraz miejsce narodzin sportu żużlowego. Czy jednak na pewno? Są też inni, którzy mają konkretne argumenty, by aspirować do miana pomysłodawców i prekursorów co za tym idzie, ale po kolei… .

Za twórców motocykli uważa się dwóch niemieckich konstruktorów: Gottlieba Daimlera i Wilhelma Maybacha. To właśnie oni w 1885 roku mieli przymocować do roweru silnik spalinowy, który paskiem klinowym napędzał tylne koło. Konstrukcje z czasem udoskonalano, a na rynku pojawiały się kolejne firmy i fabryki. Każdy producent motocykla chciał, by jego produkt był szybszy i bardziej wytrzymały od konkurencji. To, co zrozumiałe, w prosty sposób prowadziło do sportowej rywalizacji.

Trudno jednoznacznie ustalić kto, gdzie i kiedy wymyślił żużel. To nasze ukochane ściganie na motocyklach po owalnym torze, na dodatek tylko w lewo. Tym bardziej, że nie był to akt jednorazowy, że od pomysłu do prawdziwego żużla droga była kręta i długa. Dlatego nie ma w tym względzie zgody między historykami sportu oraz krajami ubiegającymi się o palmę pierwszeństwa, czyli miano kolebki żużla. Według jednych po raz pierwszy ścigano się na motocyklach po zamkniętym obwodzie toru ziemnego już w 1907 roku w Południowej Afryce. Według innych pierwszymi byli Amerykanie, którzy takie zawody mieli przeprowadzić w 1909 roku.

Za tą ostatnią wersją opowiadał się publicysta „The Motor Cycle”, który sam dosiadł motocykla już w roku 1899 i był świadkiem narodzin sportów motocyklowych. Otóż w książce „Motor Cycle Cavalcade” twierdzi on, że wyścigi na żużlu są czysto amerykańskim wynalazkiem. Podobnego zdania był T. W. Loughborough, sekretarz generalny – w latach 1912-1958 – najpierw Międzynarodowej Federacji Klubów Motocyklowych (FICM), później Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM). Wiadomo, że wyścigi podobne do obecnego żużla – na motordromach oraz płaskich owalach (tzw. dirt-track) – rozgrywano w Stanach Zjednoczonych już w pierwszych latach XX wieku. Duży wpływ na ich rozwój mieli Wiliam Harley i bracia Davidson, twórcy słynnej marki Harley-Davidson.

Nie zmienia to jednak faktu, że żużel na dobre rozwinął się w Australii, gdzie prekursorem tego sportu był Nowozelandczyk Johnnie Hoskins. Właśnie Hoskins był pomysłodawcą, organizatorem i uczestnikiem wyścigów na niewielkim zamkniętym torze. A zaczęło się wszystko w 1923 roku w małym miasteczku West Maitland, w pobliżu Sydney. Hoskins został tam zatrudniony jako sekretarz Stowarzyszenia Rolniczo-Ogrodniczego, które organizowało doroczną wystawę rolną.

Za pierwsze zarobione pieniądze kupił przechodzony motocykl, którego używał nie tylko do pracy, ale także do różnych popisów, wzbudzając przy tym wielkie zainteresowanie gapiów. Pewnego dnia, jak wspomina w książce „Speedway Walkabout”, zaproponował swoim szefom zorganizowanie pokazowych zawodów motocyklowych na terenie wystawy. Pomysł natychmiast odrzucono, uzasadniając to tym, że taki zwariowany pokaz wystraszy bydło i konie, a poza tym nikogo nie zainteresuje.

Hoskins jednak był uparty. Ryzykując utratą posady, z grupą znajomych motocyklistów wjechał na teren wystawy i urządził zawody na torze do wyścigów konnych. Oczywiście, jak na końskich zawodach, jeżdżąc tylko w lewo. Publiczność była zachwycona. Z niedowierzaniem, ale i rosnącym aplauzem zamiast zwiedzać wystawę przyglądała się szaleńczym popisom nietypowych jeźdźców, którzy ścigając się na ryczących maszynach często się przewracali, ale wstawali i jechali dalej. Czegoś takiego pod australijskim niebem jeszcze nie było.

Zainteresowanie i zachwyt publiczności sprawił, że zarząd Stowarzyszenia doszedł do wniosku, że w tym są… pieniądze. Hoskins nie tylko nie stracił pracy, ale wręcz otrzymał polecenie zorganizowania następnych zawodów. I tak się to zaczęło w Australii, choć za sprawą krnąbrnego Nowozelandczyka.

Oczywiście na początku nie było mowy o kaskach ochronnych, rękawicach czy ochraniaczach. Obowiązywał jedynie zakaz zdejmowania nóg z podnóżków. Z czasem zniknęło zbędne oprzyrządowanie motocykla, lampy, hamulce, instalacja elektryczna. Pojawiają się mniejsze baki, szersze kierownice. Natomiast zawodnicy wyposażeni zostają w stalowe osłony buta i ochraniacze na kolana. Skórzane kombinezony zaczynają funkcjonować znacznie później.

Przez długi czas w tych samych wyścigach używane są różne typy maszyn (różnej mocy) i dla wyrównania szans zawodnicy startują z handicapem. Ci ze słabszymi silnikami startują nieco wcześniej. Zmieniają się także tory, na których ścigają się Hoskins i jego naśladowcy, inny jest kształt, długość i nawierzchnia. Pierwsze były trawiaste, ziemne, na których wszelkie dziury oraz nierówności zasypywano zwykłym żużlem. A ponieważ po każdym przejeździe zawodników dziur i nierówności przybywało, przybywało również żużla. I tak, z czasem, żużel stał się właściwą nawierzchnią torów, dając w ten sposób nazwę nowej dyscyplinie sportu.

Pierwsze oficjalne mistrzostwa Australii na żużlu odbyły się w 1929 roku. Mistrzem został pochodzący z Niemiec Max Grasskreutz. Zmagania w West Maitland kibice przyjęli entuzjastycznie, a Hoskins i jego koledzy ruszyli propagować nowy sport w kolejnych regionach Australii. Nic zatem dziwnego, że po niespełna pięciu latach, dokładnie 10 kwietnia 1928 roku, Nowozelandczyk udał się do Anglii. Wyspiarze szybko zakochali się w żużlu, a Johnnie Hoskins pomagał przy budowie toru na stadionie Wembley.

To był przełomowy moment dla rozwoju żużla. Wyjazd grupy australijskich zawodników do Anglii na pokazowe zawody. Pierwszy pokaz odbył się 19 lutego 1928 roku, na torze kolarskim High Beech w Epping Forest. 30 tysięcy widzów z niezwykłym entuzjazmem obejrzało zawody, co sprawiło, że pokazów musiało być więcej. Powściągliwi zazwyczaj Anglicy szybko zaakceptowali nowy sport, nazywając go „dirt track” (brudna droga, albo ziemny tor). W stosunkowo krótkim czasie, niemal jak przysłowiowe grzyby po deszczu, zaczęły się pojawiać kluby i tory żużlowe, zwłaszcza w gęsto zaludnionych regionach przemysłowych. Nic zatem dziwnego, że jeszcze w 1928 roku Angielski Związek Motorowy opracował przepisy ujednolicające organizację zawodów. W następnym roku Anglicy mają już dwie ligi żużlowe, a pod patronatem gazety „The Star” odbyły się pierwsze mistrzostwa o Trofeum Jeźdźców „Star”, dające początek późniejszym turniejom o indywidualne mistrzostwo świata.

Co ciekawe, początkowe doniesienia w Polsce nie były entuzjastyczne. W sierpniu 1929 roku na łamach „Przeglądu Sportowego” ukazała się korespondencja Witolda Hulanickiego z zawodów na Wembley. W tekście czytamy o nowym tworze jako mieszance szaleństwa i horroru: – Fabryki motocykli, przystosowując się do wymagań tego nowego rynku, wystylizowały specjalnego potwora, motocykl, który tylko z daleka przypomina zwyczajną maszynę. Motorek musi być wysokoobrotowy. W maszynie nie ma biegów, startera, siedzenie jest przesadnie niskie, brak tłumika, cała lewa strona pokryta blachą i nie posiada podnóżka, bardzo mały rezerwuar na benzynę. Człowiek dosiadający tego dziwnego pegaza powinien mieć nogę uzbrojoną w żelazny but, ciągle na ziemi. W ciekawszych momentach, na krzywiźnie, cały ciężar maszyny spoczywa na tej ryjącej żużel nodze i musi ona być z dobrej „gliny” zbudowana, aby wyjść cało z diabelskiej opresji. Specjalne hełmy chronią głowę i oczy od strug żużlu, wyrywanych z szaloną siłą spod tylnego koła przeciwnika. Sława kierowcy zależy od umiejętności brania krzywych. Bo rzeczywiście, proszę sobie wyobrazić, wjeżdża taki pan w tempie 60-70 km/godz. w piach, przy czym widzi przed sobą tylko płot. Myli się jednak ten, który sądzi, że Witold Hulanicki zachwycał się odwagą żużlowców. Swoją korespondencję puentuję bowiem słowami: – Cała ta zabawa jest tylko dalekim echem tego, cośmy się przyzwyczaili nazywać sportem.

Dynamiczny rozwój dyscypliny sprawił, że w 1930 roku inżynier Val Page, zatrudniony w firmie Johna Aleksa Prestwicha, opracował projekt silnika o nazwie JAP (od imion i nazwiska właściciela firmy), który przez długie lata królował na żużlowych torach, m.in. w motocyklach Martin, Rotrax i Excelsior.

W latach trzydziestych XX wieku żużel uprawiano już także w innych krajach europejskich – Niemczech, Danii, Czechosłowacji, Jugosławii i Szwecji. Najlepszymi na świecie wciąż jednak byli Australijczycy oraz… Amerykanie, którzy na żużlu jeżdżą niemal od początku jego powstania. Za nimi plasowali się Anglicy, w szybkim tempie nadrabiający braki w umiejętnościach jazdy.

Polska również poznała żużel, powiedzmy „organoleptycznie”, przed wybuchem drugiej wojny światowej. Szczególnie wielu zagorzałych zwolenników znalazło się na Śląsku, gdzie w Mysłowicach od 1924 roku istniał Śląski Klub Motorowy, który był wielkim propagatorem tego sportu. Właśnie w Mysłowicach już 12 października 1930 roku oddano do użytku specjalnie wybudowany tor żużlowy, jeszcze z nawierzchnia ziemną, bardziej więc dirt trackowy. Tego też dnia odbyły się pierwsze oficjalne zawody. W 1931 roku do Mysłowic przyjeżdżali zawodnicy z Niemiec, Czechosłowacji, Anglii, a nawet dalekiej Australii. Polacy pilnie uczyli się od nich techniki jazdy oraz właściwego przystosowania i przygotowania motocykli. Po Mysłowicach przyszedł czas na Sosnowiec, Grudziądz, Poznań, Bydgoszcz, Rybnik i Łódź. Organizowano tam różne zawody towarzyskie, tworzono kluby i uczono się żużla. Zarażano też tym sportem innych.

Pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski odbyły się, jakże inaczej, w Mysłowicach 7 sierpnia 1932 roku. Ze względu na to, że zawodnicy posiadali motocykle różnej mocy, mistrzostwa rozegrano w dwóch klasach 350 ccm i 500 ccm. W obu zwyciężył dwudziestoletni Edward Wrocławski (Rudolf Breslauer) dosiadający motocykla Coventry Eagle 350, co jest o tyle ważne, że wielu rywali dysponowało znacznie lepszymi motocyklami z typowo żużlowymi silnikami firmy JAP.

W ten sposób polski żużel wyszedł z okresu raczkowania. Jednakże jego rozwój zahamowała – podobnie jak w innych krajach – druga wojna światowa. Po wojnie żużel startował niemal od zera. Na szczęście przetrwali ludzie, których zapał i wiara sprawiły, iż wkrótce na owalnych torach znowu słychać było ryk żużlowych maszyn. Jednym z nich był Józef Docha, ówczesny prezes Polskiego Związku Motorowego, którego imię nosił później puchar przechodni, który corocznie otrzymywał indywidualny mistrz kraju.

Po wojnie pierwsze oficjalne zawody zorganizowano 29 czerwca 1946 roku w Chorzowie. Następne odbyły się w Bydgoszczy i Grudziądzu. Pierwotnie jeżdżono na motocyklach jedynie przystosowanych do wyścigów po torze. Z typowo polską fantazją przerabiano niemieckie i angielskie motocykle NSU, BSA, Rudge, AJS i inne. Dopiero w 1948 roku dotarły do Polski kolejne żużlowe Martin JAP-y, dzięki czemu możliwe było zniesienie podziału na klasy, choć tych profesjonalnych maszyn nie było jeszcze za wiele. To jednak temat na inną opowieść.

Źródła: T. W. Loughborough „Motor Cycle Cavalcade”, polskizuzel, J. Delijewski „Pierwsze ściganie …”, echogorzowa, super speedway, „Dirt-track. Żużel lat przedwojennych”, „Czarny sport”, „Wszystko o… Żużel, żużlowcy…”, K. Wypijewski – „Jak rodził się żużel”, dirt track – żużel lat przedwojennych,