Zapraszamy na kolejny felieton Przemysława Sierakowskiego z cyklu – Piórem Sieraka (https://www.facebook.com/profile.php?id=100084823056532)

Czuję się zakłopotany i zażenowany pospołu. Chwilę temu pojawiła się w sieci urodziwa i młodziutka, a przy tym mądra Sandra Romanowska. Mnie urzekła przemyśleniami na temat braku rzetelności takoż zawartości merytorycznej we współczesnym dziennikarstwie. Z tekstu wynikało, że to lajki i zasięgi determinują chwytliwe tytuły bez treści. Najoględniej. Teraz, po raptem kilku tygodniach, okazało się, iż to fejkowe konto, a młoda gwiazda w istocie jest zramolałym dziadygą. Ot postanowił sobie koleżka na stare lata poprawić samoocenę, przydając w pakiecie lajków i obserwujących. Czy mi więc wstyd, ponieważ dałem się podpuścić? Ano – nie. W końcu nie każdy musi być biegłym informatykiem, by kamuflaż natychmiast rozpoznać. Moje zakłopotanie wynika wyłącznie z faktu, iż aby napisać kilka słów gorzkiej prawdy, trzeba się uciekać do takich wybiegów, przy tym nie podpisując dzieła własnymi personaliami. Bo „środowisko” się odwróci? Bo sponsorzy bądź reklamodawcy zakręcą kurek? Nie wiem. Żałuję jedynie, że dobry tekst musiał być przemycony w tak haniebny sposób. To normalnie już nie można? Na własne konto i pod swoim nazwiskiem? Widać z jakiegoś (jakichś) powodów jednak nie. Przykre i zatrważające. Kolejny znak czasu.

Z innej beczki. Opublikowano w tych dniach wyniki finansowe spółek sportowych (tych z najlepszej ligi świata) za rok 2022. Pomijając prosty fakt, iż tego samego oczekiwałbym od PZM, Ekstraligi S.A oraz GKSŻ – podsumowanie czy raczej zestawienie daje do myślenia. Popatrzcie sami na porównanie za lata 2022 i 2021:

Betard Sparta Wrocław zysk 3,8 mln złotych (zysk 4,2 mln rok temu)

Platinum Motor Lublin zysk 385 tys. złotych (zysk 129 tys.)

ebut.pl Stal Gorzów zysk 387 tys. złotych (zysk 107 tys.)

Tauron Włókniarz Częstochowa zysk 22 tys. złotych (strata 1,13 mln)

KS Apator Toruń strata 350 tys. złotych (strata 219 tys.)

Fogo Unia Leszno zysk 400 tys. złotych (strata 592 tys.)

ZOOleszcz GKM Grudziądz strata 2,46 mln złotych – pokrywa miasto

Arged Malesa Ostrów zysk 1,19 mln złotych (zysk 38 tys.)

Już na pierwszy rzut oka widać dwójkę zdecydowanych liderów. Po jednej stronie – Wrocław. Bez przychówku i szkółki (za drogo?), ale w to miejsce z rekordowymi zyskami. Na drugim biegunie… GKM. Powalający jest przy tym komentarz do „osiągnięć” grudziądzan. Zdaniem mianowicie szefa wszystkich szefów – problemu nie ma. W Grudziądzu 98% akcji klubu należy do miasta, więc… właściciel pokryje stratę. Rozumiem, że nie uświadczysz w mieście ułanów nikogo z listy 100 najbogatszych Polaków magazynu „Forbes”, ale takie „rozpasanie” pozwala domniemywać, że kontrola właścicielska nad wydatkami pozostaje iluzoryczno-teoretyczną. Przy sprzyjających wiatrach. No i jak to się ma do wielokrotnych deklaracji (zapewne prawdziwych) byłego już członka GKSŻ, o tym iż klub wypłacalnym ponad miarę wręcz jest. Może i tak, tylko jakim kosztem i za czyje pieniądze chciałoby się zapytać. Życie ponad stan kosztuje i to najlepiej widać w załączonym zestawieniu. A warto przy tym dodać jeszcze jedno. Otóż Gołębie rokrocznie mogą liczyć na solidne wsparcie tak z samego samorządu pod różnymi tytułami, jak też ze spółek komunalnych. Niezależnie od dokapitalizowania (czytaj – wyrównania „strat”) spółki. Chciałbym być jednak właściwie zrozumianym. Nie mam nic przeciwko finansowaniu sportu zawodowego nad Wisłą przez Ratusz i podległe firmy komunalne. Bez niego nie widzę możliwości udziału w rozgrywkach na najwyższym poziomie ekipy z Grudziądza. Ale na Boga! Znaj proporcjum mocium panie. Nie rozumiem, albo raczej – domniemywam, iż straty mogłyby, a może wręcz powinny być znacznie niższe, zaś kontrola (o ile w ogóle istnieje) winna stać się merytoryczną i skrupulatniejszą.

No i na koniec. Kolejna perełka w serialu „Jak spaprać coś nie do zepsucia”. W tych dniach szefowie sponsora tytularnego drugiej dywizji poużywali sobie w mediach. A to zarówno pod kątem autopromocji, ale też wylewania gorzkich żali wobec nielojalnego beneficjenta bezinteresownej dobroci. Nie zamierzam brać udziału w karczemnych awanturach, ani rozstrzygać kto dał ciała. O ile w ogóle ktokolwiek. Mnie bardziej „rozbawiła” procedura pozyskania dobrodzieja przez E-lipę. Otóż okazuje się, że żadnego publicznego ogłoszenia z określeniem warunków przystąpienia naturalnie nie było. Nawet nikomu w PZM do głowy nie przyszło, iż ktokolwiek mógłby być zainteresowany. Nie przyszło także wówczas, gdy oferent… sam zgłosił się do federacji. A ściśle – pogadał z kolegą pochodzącym z jednego grodu, zaś szeryf rzeczonego przyklepał deal. Co tu komentować? Toż to ręce opadają. Jakaż kreatywność marynarek, zapobiegliwość, poświęcenie. Grunt, że odtrąbiono „sukces”. A kto zagwarantuje, iż była to jedyna i najwyższa, przy tym najbardziej wiarygodna oferta? Nikt przecież tego nie weryfikował. Skąd wiadomo ilu potencjalnie zainteresowanych byłoby (stracono?). Przyszli, zaproponowali, to nie wyrzucimy. Czyż nie? A że kwota taka sobie – trudno. Medialnie można to wybronić. Zastanawiam się jedynie, co by było, gdyby do E-lipy zgłosił się następny Nawrocki? Dobry garniak, niezły bajer, obwieszony złotem, zacząłby roztaczać wizje diamentowej przyszłości i rozdawać super bryki, nówki sztuki z nieopłaconym VAT-em. Ktoś by weryfikował rzetelność, wypłacalność, dokonania, wiarygodność? Jestem przekonany, że….(tu wpisz, nazwany jednym słowem, własny wniosek. Tak lub nie). Średnio zaczyna się przygoda tytularnego na drugim froncie. Nie wszedł do nazwy jednego z klubów, ale na całą ligę wystarczyło z nawiązką? Dziwne. Dziwne. I budzi domysły.