Kilka rzeczy w żużlu można jeszcze tłumaczyć emocjami. Nerwową reakcję po porażce, impulsywny komentarz zawodnika czy nawet ostrą wymianę zdań między trenerami. Są jednak granice, których przekraczać nie powinien człowiek reprezentujący polski żużel na arenie międzynarodowej. A właśnie z takim przypadkiem mieliśmy do czynienia podczas weekendu Grand Prix Wielkiej Brytanii w Manchesterze. Zamiast dyplomacji, chłodnej oceny sytuacji i budowania pozycji polskiego środowiska, kibice zobaczyli internetową awanturę, która bardziej przypominała wpis sfrustrowanego fana niż działacza Głównej Komisji Sportu Żużlowego.

Manchester miał być kolejnym wielkim weekendem dla polskich kibiców. Brady Kurtz przejął prowadzenie w klasyfikacji generalnej Speedway Grand Prix, Bartosz Zmarzlik ponownie walczył o podium, a emocji na torze nie brakowało praktycznie od pierwszego wyścigu. Tymczasem jedną z najgłośniejszych postaci całego wydarzenia niespodziewanie stał się… działacz GKSŻ Dariusz Cieślak.

Cieślak został oddelegowany do reprezentowania Głównej Komisji Sportu Żużlowego podczas rund Grand Prix i wspierania polskich zawodników. Funkcja ta wymaga nie tylko obecności w parku maszyn, ale przede wszystkim odpowiedzialności, wyważenia i umiejętności zachowania profesjonalizmu nawet w trudnych momentach. Szczególnie wtedy, gdy wokół decyzji sędziowskich pojawiają się kontrowersje.

Po piątkowych zawodach zdecydowana większość ekspertów, komentatorów i dziennikarzy uznała, że decyzje arbitra dotyczące wykluczeń Kacpra Woryny i Bartosza Zmarzlika były prawidłowe. Dyskusja oczywiście trwała, ale miała charakter merytoryczny. Tymczasem przedstawiciel polskiego żużla postanowił wejść do niej w sposób kompletnie nieprzystający do swojej funkcji.

W mediach społecznościowych Dariusz Cieślak opublikował wpis, który błyskawicznie wywołał ogromne poruszenie. Napisał:

„Polskie dziennikarstwo… Jest źle, jest dobrze, a nawet zajebiś***! Tylko dla Was! Jest bardzo dobrze jest źle! Też tylko dla Was! Najlepiej wszystko przegrywać bo wówczas macie o czym pisać Jak Polacy wygrywają jakoś dziwnym trafem w piórze kończy się atrament!! Nie rozumiałem tego, nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem! (…) ”

Według relacji i komentarzy, pierwotna wersja wpisu miała zawierać również słowo „pijanych”, które później zostało usunięte po fali krytyki. Internet jednak – jak wiadomo – niczego nie zapomina.

Problem nie polega wyłącznie na samym języku wpisu. Znacznie poważniejsze jest to, że osoba pełniąca funkcję reprezentacyjną wobec polskiego żużla publicznie zaatakowała środowisko dziennikarskie tylko dlatego, że nie podzielało narracji o rzekomej krzywdzie polskich zawodników. To tworzenie sztucznej atmosfery oblężonej twierdzy, która od lat szkodzi polskiemu speedwayowi w międzynarodowych relacjach.

Trudno później oczekiwać, że głos polskich działaczy będzie traktowany poważnie w kluczowych sprawach — dotyczących regulaminów, bezpieczeństwa czy kontrowersyjnych decyzji sędziowskich — skoro nawet w tak drobnych sytuacjach emocje biorą górę nad rozsądkiem i profesjonalizmem.

Mocno na całą sytuację zareagował również dziennikarz Przemysław Sierakowski, który w mediach społecznościowych napisał:

„To nam Pan Dariusz Cieślak kierownik żużlowej reprezentacji odpłynął. Po takim paszkwilu, minutę od publikacji, wyleciałby z roboty na zbity pysk. Tu akcja nie dzieje się w „normalnym” kraju, bo niektórzy skłonni jeszcze klaskać. Cóż. Taki mamy klimat.
Fakty są zaś takie, że różnych mamy „dziennikarzy” takoż różnych „działaczy”. I nie wszyscy muszą być „wyzywającą zawodników patolą”.
A oni tam w tym Londynie to mają taką gorzałę, że walniesz kielonka i odcięty. Nokaut. Kompletne KO. Nic nie pamiętasz. Jak w „Misiu” Barei. A skoro w stolicy, to i w Manchesterze musi być dostępna. Może ktoś nie popił? Znaczy… soczku. Kończę. Idę się zapisać do AA, bo mi endorfiny wypłukało.
PS. Po kilku godzinach i dosadnych komentarzach, nasz znakomity menago edytował wpis, usuwając zeń słowo „pijanych” – tylko w internecie nic nie ginie…”

Cała sytuacja pokazuje dużo szerszy problem polskiego żużla. Zamiast skupiać się na realnych wyzwaniach — bezpieczeństwie zawodników, problemach finansowych klubów czy budowaniu mocnej pozycji w światowych strukturach — część działaczy angażuje się w internetowe przepychanki, które niczego nie rozwiązują.

Tym bardziej że weekend Grand Prix w Manchesterze dostarczył wielu tematów stricte sportowych. Kapitalna jazda Brady’ego Kurtza, kolejny mocny występ Bartosza Zmarzlika, rozwój Kacpra Woryny czy świetne widowisko na torze spokojnie mogły być głównymi tematami dyskusji. Tymczasem część uwagi opinii publicznej została skierowana na kompletnie niepotrzebny konflikt wywołany przez osobę, która powinna raczej łagodzić napięcia niż je podsycać.

Wizerunek polskiego żużla buduje się latami, ale można go bardzo łatwo nadszarpnąć jednym nieodpowiedzialnym wpisem. I właśnie dlatego wokół zachowania Dariusza Cieślaka pojawiło się tak wiele krytycznych komentarzy. Bo od reprezentanta GKSŻ wymaga się znacznie więcej niż emocjonalnych reakcji w mediach społecznościowych.

Zdjęcia: publiczny Fb Przemo Sierak