Dla Janusza Kołodzieja miniona jesień nie była czasem odpoczynku po długim sezonie, lecz początkiem walki o zdrowie. Kapitan Fogo Unii Leszno, jeden z najbardziej doświadczonych i utytułowanych żużlowców w Polsce, po zakończeniu rozgrywek przeszedł operację lewej nogi. Zabieg był konieczny z powodu zerwanych więzadeł w kolanie, które od dłuższego czasu znajdowały się w bardzo złym stanie.
Kontuzja, której Kołodziej doznał we wrześniu, nie miała miejsca na torze. Paradoksalnie wydarzyła się podczas treningu na piasku. Choć uraz był poważny, w środowisku żużlowym nie był zaskoczeniem, ponieważ problemy z kolanem narastały od lat. Sam zawodnik miał świadomość, że operacja prędzej czy później będzie nieunikniona – wrześniowe zdarzenie jedynie przyspieszyło decyzję.
Dziś, kilka miesięcy po zabiegu, Kołodziej przekazuje kibicom optymistyczne informacje. W rozmowie opublikowanej na kanale YouTube WP SportoweFakty lider leszczyńskiego zespołu szczegółowo opowiedział o swoim stanie zdrowia i przebiegu rehabilitacji.
– „Wszystko idzie książkowo. Tak, jak być powinno. Rehabilitacja już chwilę trwa. Chciałoby się wyzdrowieć i być w pełni zdrowym. Mam jeszcze trochę czasu, by wyciągnąć i z siebie, i z nogi wszystko, co się da. Idę w dobrym kierunku. Sezon się zbliża, a ja wracam do zdrowia” – powiedział Janusz Kołodziej.
Rehabilitacja zamiast warsztatu
Zima, która dla wielu żużlowców jest czasem spokojniejszym, dla Kołodzieja oznacza intensywną i wymagającą codzienność. Rehabilitacja kolana sprawia, że jego plan dnia znacząco różni się od standardowych przygotowań przedsezonowych.
– „Od samego rana mam ćwiczenia i treningi rehabilitacyjne. Bardzo lubię pracować w warsztacie i to zostało teraz zaburzone, bo po rehabilitacji nie zawsze mam siłę, chęć i energię, żeby jeszcze pracować przy sprzęcie” – przyznaje kapitan Unii.
Jak podkreśla, większość dnia podporządkowana jest powrotowi do pełnej sprawności fizycznej, a dopiero w drugiej kolejności innym obowiązkom.
– „Dużo czasu spędzam na rehabilitacji i siłowni, słuchając ludzi, którzy chcą mi pomóc. Jak uda mi się tylko zachować trochę energii, to idę na warsztat i tam pracuję. Staram się dobrze jeść i regenerować” – dodaje.
Choć żużlowiec nie ukrywa zmęczenia, w jego słowach wyraźnie słychać cierpliwość i świadomość procesu, przez który musi przejść.
– „Nie mogę się już doczekać sezonu. Muszę powiedzieć jednak, że czas gra na moją korzyść i dobrze, że mam jeszcze trochę czasu na rehabilitację” – zaznacza.
Quad zamiast motocykla. Pierwszy krok ku torowi
Jednym z ważniejszych etapów powrotu do sprawności było rozpoczęcie jazdy na quadzie, który na ten moment zastępuje Kołodziejowi żużlowe motocykle. To forma sprawdzenia reakcji kolana oraz wytrzymałości nogi przy dłuższym wysiłku.
– „Robiłem próbę półtora miesiąca temu i nie byłem w stanie jeździć, natomiast w ostatnich dniach bez problemu mogłem trzymać gaz na quadzie przez ponad 2 godziny” – zdradza zawodnik.
Postęp jest wyraźny, choć – jak sam podkreśla – nadal wymaga dużej ostrożności.
– „Oczywiście później byłem zmęczony. Uważam na nogę i ona musi być cały czas napięta w trakcie jazdy. Niemniej bardzo cieszyłem się z możliwości kręcenia manetką gazu” – podsumowuje Kołodziej.
Spokój zamiast presji
Wypowiedzi kapitana Fogo Unii Leszno nie pozostawiają wątpliwości: rehabilitacja przebiega zgodnie z planem, a sam zawodnik nie zamierza niczego przyspieszać kosztem zdrowia. Kluczowe jest to, że uraz wydarzył się poza sezonem, dając czas na spokojny powrót do pełnej dyspozycji.
Dla Unii Leszno i jej kibiców to wiadomość niezwykle istotna. Kołodziej od lat pozostaje jednym z filarów zespołu – nie tylko jako punktujący lider, ale również jako kapitan i autorytet w parku maszyn. Jego powrót w pełni zdrowia będzie miał ogromne znaczenie w kontekście nadchodzących rozgrywek.
Na dziś najważniejsze brzmi jednak jedno zdanie: wszystko idzie książkowo.
Źródło:
- wypowiedzi Janusza Kołodzieja – kanał YouTube WP SportoweFakty








