– Zgrupowanie było krótkie, ale ważne. Miało dać odpowiedź na dwa pytania. Po co tu jesteśmy i jak możemy to osiągnąć. Można by dodać, że to było motto naszego wyjazdu – mówi selekcjoner Żużlowej Reprezentacji Polski, Stanisław Chomski po czasie spędzonym z kadrą w Benidorm.
Zgrupowanie kadry za nami. Jakby pan miał je podsumować w kilku zdaniach, to co by pan powiedział?
To, że świadomość zawodników jest coraz wyższa. Zdają sobie sprawę, że kadra to nie jest konieczność, ale zaszczyt i sposób na podnoszenie swojej wartości na tle innych zawodników. Tych, których nie ma. W Hiszpanii byli wybrani z wybranych, którzy mają szansę pojechać w najważniejszych imprezach sezonu 2026. Pod warunkiem że utrzymają poziom prezentowany przed rokiem.
Pan wrócił do pracy z kadrą po dwóch dekadach. Jest coś, co pana zaskoczyło?
Właśnie ta świadomość zawodników. Zwłaszcza tych młodych. Oni doskonale wiedzieli, po co przyjechali. Przyglądali się starszym, dużo z nimi rozmawiali, zdając sobie sprawę z tego, jak wiele im do nich brakuje.
Dominował trening kolarski.
Jednak nie dla każdego ten trening był podstawą. Do tego trzeba dojrzeć. W tych kolarskich zajęciach brylowali bracia Pawliccy, Zmarzlik czy Kubera. Z młodszych Ratajczak. Widać, że on już jest w tym systemie i wie, co tego rodzaju trening może mu dać. Dla mnie ważne było jednak to, że w tym treningu potrafiliśmy funkcjonować jako zespół, uwzględniając fakt, że nie każdemu ta forma przygotowań pasuje.
Co pan ma na myśli?
Chodzi o dobór tras. Starsi mieli trudniejsze, ale dla młodszych były mniejsze pętle. Wszystko koordynował Mariusz Cieśliński, ale chcę powiedzieć, że nasza grupa kolarska tak rozłożyła akcenty, by cały ten trening miał sens i powodował wzrost ogólnego poziomu wytrenowania. Wszystkiego było tyle, ile trzeba. Zjazdów, podjazdów, przewyższeń. Na końcu chodziło o to, żeby każdy z zawodników podniósł swoje cechy motoryczne. Swoją drogą, to trening na rowerze to bardzo mądra sprawa. Można wiele rzeczy wyregulować, a nawet określić, z jaką mocą ma pracować dana kończyna.
Z kapitanem pan jednak nie zaskoczył. A wręcz można by powiedzieć, że wybór był oczywisty.
Nie tak do końca. Uważam, że wszystko, co zrobiliśmy w tej sprawie, miało sens. Zbudowaliśmy napięcie, bo chciałem zobaczyć, jak ten kandydat jest odbierany, jaka jest jego pozycja w grupie. Stworzyliśmy pewne warunki i na końcu, gdy ogłaszałem Zmarzlika, to miałem pewność, że to jest wybór zgodny z odczuciami ogółu. Zawodnicy przyjęli wybór aplauzem.
W to nie wątpimy.
Wybrałem też zastępcę, czyli drugiego kapitana. Został nim Przemysław Pawlicki. Jest też kapitan tej grupy młodszych zawodników, został nim Wiktor Przyjemski. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie los, więc ten drugi kapitan musi być. I od razu powiem, że dla mnie kapitan to jest ktoś, kto ma reprezentować cały zespół, ale absolutnie nie uciekam od indywidualnych rozmów. Jestem na nie otwarty, co pokazałem na zgrupowaniu.
To znaczy?
Była duża przestrzeń do rozmów. Słuchałem zawodników bardzo uważnie. Już wiemy, jakie są ich oczekiwania i co poprawić na następnym zgrupowaniu. Mnie ta Hiszpania odpowiedziała na wiele ważnych pytań i pozwoliła powiedzieć, jak ja to sobie wyobrażam. To są indywidualiści, ale wiem, jak zachowują się w grupie i to będę chciał wykorzystać w tych imprezach, jakie nas czekają. Oni już też wiedzą, że ja oczekuję ich otwartości i szczerości, bo każdy z nich jest ważny, ale drużyna to grupa. Oni muszą mieć świadomość, że w razie potrzeby muszą uzupełnić luki powstałe wskutek gorszej dyspozycji kolegi.
Będzie pan jeździł na Grand Prix?
Są oczekiwania, żeby ktoś ze sztabu reprezentacji pojawiał się na poszczególnych rundach. Ja będę na tych pierwszych i zobaczymy, jak to będzie funkcjonowało.
Czy po zgrupowaniu w Benidorn ma pan w głowie już jakiś zarys składu na DPŚ?
Nie. Są niby oczywiste wybory, ale to jest życie. Wszystko może się wywrócić do góry nogami. Ja wierzę w to, że skład wykrystalizuje się z tej grupy, która była w Hiszpanii, ale powiedziałem też, że oni muszą teraz potwierdzić na torze to, że na to powołanie zasługują.
Słyszeliśmy, że bardzo dobrze prezentował się w Hiszpanii Piotr Pawlicki.
Obaj bracia dobrze wypadli. Co do Piotra, to widać było jego kolarską specjalizację, był prowodyrem, jak chodzi o ten trening. Nic dodać, nic ująć. Chyba poza tym, że był w tej grupie, która zrobiła wiele kilometrów. Jednak drugi z braci, ale też Zmarzlik, Kubera czy Ratajczak też brylowali na szosie. Nie można jednak wszystkich zmierzyć jedną miarę, bo Woryna czy Dudek nie są fanami takiego treningu, ale uczestniczyli w nim, byli przygotowani sprzętowo i organizacyjnie. Każdy jakoś tam zaskoczył. W tym miejscu chciałbym wspomnieć choćby o tym, jak wspaniałą robotę wykonali Bartłomiej Kowalski i Mateusz Cierniak. Oni byli dla tych młodych takim pomostem. To tylko pokazuje, jak wielki sens ma powoływanie zawodników U24. Zwłaszcza tak odpowiedzialnych i świadomych swojej roli.
materiały prasowe






