Selekcjoner wraca po 20 latach i stawia brutalną diagnozę
Stanisław Chomski, który po dwóch dekadach ponownie objął funkcję selekcjonera reprezentacji Polski, nie owija w bawełnę. Jego rolą będzie przygotowanie biało-czerwonych do przyszłorocznego finału Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym. Jednak zanim rozpocznie pracę z kadrą, jasno wskazuje, że sytuacja kadrowa nie jest tak komfortowa, jak mogłoby się wydawać.
W rozmowie z Best Speedway TV na YouTube Chomski stawia diagnozę, która w środowisku wywołała duże poruszenie.
— Trzeba powiedzieć, że nie ma aż tak wielkiego wyboru, jak przed laty. Kadra się kurczy. Jest od siedmiu do dziesięciu nazwisk wokół których można oscylować. Mamy czterech zawodników z Grand Prix, później są bracia Pawliccy i Maksym Drabik. A potem jest przepaść. Zobaczmy, które miejsca zajmują nasi zawodnicy w klasyfikacji PGE Ekstraligi. Nie chodzi o to, że nie ma u nas pola manewru, bo u Australijczyków też go nie ma. Tam jest pięć nazwisk, ale mocnych, które pokazały nam miejsce w szeregu w Toruniu — podkreśla selekcjoner.
Według Chomskiego polski żużel, choć uchodzi za najsilniejszy na świecie, ma poważne problemy na poziomie szkolenia. Wskazuje nie tylko kwestie sportowe, lecz także mentalne i organizacyjne.
Tylko dwóch Polaków na U24. „Coś jest nie tak”
Jednym z najpoważniejszych problemów jest brak zawodników, którzy po zakończeniu wieku juniora wchodzą na poziom, który pozwala rywalizować w PGE Ekstralidze. Według trenera widać to szczególnie po obsadzie pozycji U24.
— Popatrzmy na składy drużyn ekstraligowych na pozycji U24. W zasadzie w przyszłym roku będzie tam tylko dwóch polskich zawodników — Bartłomiej Kowalski i Mateusz Cierniak, którzy prezentują odpowiedni poziom. Pozostałych Polaków nie widać. Kończą wiek juniora i jeżeli są w składzie, to tylko po to, żeby wypełnić ten przepis, ale nie są pełnowartościowymi członkami zespołu. Coś jest nie tak z selekcją szkolenia, bo samo szkolenie jest szerokie, długofalowe, ma duże podstawy, ale coś jest nie tak, że ci zawodnicy po ukończeniu wieku juniora gdzieś się rozmywają — ocenia Chomski.
Selekcjoner zauważa, że potencjał infrastrukturalny i programowy w Polsce jest duży, jednak nie przekłada się to na liczbę zawodników gotowych do jazdy na najwyższym poziomie.
„Kiedyś zawodnik brał wiaderko i mył motocykl”. Upadek edukacji sprzętowej
Najostrzej Chomski wypowiada się o różnicach pokoleniowych i o tym, jak młodzi zawodnicy podchodzą do nauki o sprzęcie. Jego zdaniem wiele z dzisiejszych problemów bierze się z braku kontaktu młodzieży z podstawami technicznymi.
— To głębszy temat na szerszą analizę, ale moim zdaniem to wszystko ma swój początek w mentalu i w otoczeniu, które kreuje tych zawodników. Pamiętam bardzo dawne czasy, gdy tacy zawodnicy jak Plech, Jancarz, Rembas — medaliści mistrzostw Polski i świata, brali wiaderko i sami myli motocykl w warsztacie. Rozbierali go i przyglądali mu się. Teraz widzę, że te sprawy związane ze sprzętem, nie mówiąc już o myciu motocykla, wyglądają tak, że zawodnik ledwo zda licencję i już ma »pomagiera«, który nazywa się głośno mechanikiem. Ale żeby nim być, to trzeba trochę tego żużla »zjeść«. To jest tylko jeden z małych elementów, który jest pomijany w tej edukacji. Nie funkcjonują klubowe warsztaty i nie ma tego życia klubowego. Zawodnicy po licencjach często szukają pomieszczenia poza stadionem, bo on ma już swój team. No dobrze, możesz mieć, tylko ktoś musi w tym warsztacie dowodzić i nadzorować. Tak teraz się nie dzieje. Jest dużo indywidualności oraz wolnej ręki w tym zakresie. Tak życie poszło do przodu, że ta edukacja nie tylko w żużlu nie jest na takim poziomie, na jakim powinna być — mówi selekcjoner.
Chomski dodaje także, że problem dotyczy nie tylko samych zawodników, lecz również ich zaplecza technicznego.
„Jak sam nie dotkniesz, to nie będziesz umiał”. Mechanicy też bywają niedoświadczeni
Zawodnik startujący na żużlu musi wiedzieć, jak działa jego sprzęt — to fundament, o którym część młodzieży zapomina. Chomski jasno podkreśla, że nawet najlepsi tunerzy nie zastąpią podstawowej wiedzy warsztatowej.
— Nie wszyscy zawodnicy tacy są, są wyjątki, ale wyjątek stanowi regułę. Ja nie mówię, żeby było tak jak kiedyś, czyli tzw. »skoszarowanie«, czyli wspólne mycie sprzętu, praca w warsztacie pod nadzorem klubowych mechaników. Ale te warsztaty nadal są. Kiedyś był taki okres, że odchodzono od nich. Są tunerzy, którzy zrobią silnik, ale ten silnik trzeba włożyć, trzeba zrobić do tego sprzęgło, gaźnik. Kto ma to robić? Od kogo ma zawodnik tego się nauczyć? Jak sam nie dotkniesz, to tego nie będziesz umiał i dlatego nie będziesz też wymagał tego od swoich tzw. mechaników, których poziom w wielu przypadkach jest jeszcze zbyt mały. Zawładnęli jednak umysłami i wolą zawodników. To są może przykre słowa, ale taka jest prawda. Kładzie się mały nacisk na edukację sprzętową adeptów. Mówi się, że brakuje czasu, ale nauka wymaga dużej cierpliwości — podkreśla selekcjoner.
Wyzwanie przed reprezentacją i całym systemem szkolenia
Choć Polska wciąż posiada najsilniejszą ligę świata, Chomski zwraca uwagę, że przewaga infrastrukturalna czy finansowa nie gwarantuje trwałej dominacji, jeśli zabraknie kolejnych pokoleń przygotowanych do wejścia na najwyższy poziom. Nowy selekcjoner zapowiada, że temat będzie wymagał szerokiej analizy i refleksji całego środowiska.
Jedno jest jednak pewne: diagnoza została postawiona jasno i bez kompromisów. A zmiany, o których mówi Chomski, mogą zaważyć na przyszłości polskiego żużla.






