Zima w żużlu nie oznacza bezczynności. Dla kapitana i wychowanka Betard Sparta Wrocław, Macieja Janowskiego, to czas intensywnej pracy nad ciałem, regeneracji i budowania fundamentów na kolejny sezon. O swoich przygotowaniach opowiedział w rozmowie opublikowanej na portalu RedBull.com.

Trzykrotny mistrz Polski zakończył poprzedni sezon wyjątkowo późno.

„Wyjątkowo późno, bo pod koniec października wziąłem jeszcze udział w kalifornijskim turnieju World Speedway Invitational. Zapraszał Greg Hancock więc nie mogłem i nie chciałem odmówić. Byłem tam już wcześniej i wiedziałem, że trzeba spodziewać się bardzo krótkiego toru, ale tym razem… był jeszcze krótszy! Tak krótki, że zastanawiałem się, czy ja przypadkiem nie urosłem (śmiech). Dotarłem do finału, niestety upadłem w jego powtórce i zająłem 4. miejsce. Liczyło się jednak głównie to, żeby spotkać się z przyjaciółmi, utrzymać kontakt z motocyklem, pobawić się na torze i trochę odpocząć. Pod tym kątem wyjazd był bardzo udany.”


Ambicja bez zmian

Janowski otwarcie przyznaje, że poprzedni sezon nie był w jego wykonaniu satysfakcjonujący.

„U mnie kierunek się nie zmienia, mam jeszcze w sobie dużo ambicji i determinacji. Tak naprawdę poprzedniego sezonu najchętniej w ogóle bym nie kończył, tylko jeździł dalej, żeby pokazać, że stać mnie na więcej, niż pokazywały liczby z całego roku. Mam świadomość, że to nie był dobry sezon w moim wykonaniu. Wiem, że potrafię ścigać się lepiej i jak najszybciej chciałbym to udowodnić. Dlatego mnóstwo czasu spędzam w warsztacie na rozmowach z teamem i rozkminach, co zrobić, by się poprawić. Wierzę, że tak się stanie.”

To deklaracja jasno pokazująca, że kapitan Sparty nie zamierza spoczywać na laurach.


Zima w górach i chwila grozy

Janowski od lat podkreśla, że uwielbia zimę. Snowboard i skitoury są stałym elementem jego przygotowań.

„Znakomicie! Ja uwielbiam zimę, więc kiedy tylko pojawiły się odpowiednie warunki, ruszyłem na stoki. Do dziś korzystam ze śniegu w każdej wolnej chwili. Kiedy nie pracujemy ze sprzętem, nie cisnę na siłowni, albo nie spotykam się ze sponsorami, melduję się w górach. Mój snowboard i narty skitourowe właściwie nie mają czasu przeschnąć.”

Najmocniejsze przeżycie tej zimy? Samotna, nocna wyprawa w góry.

„Podczas rodzinnego wypadu do Czarnej Góry, wybrałem się na samotny nocny trip. W pewnym momencie najadłem się sporo strachu. Ok. 1 w nocy, już dość wysoko i daleko od bazy, w kompletnych ciemnościach, musiałem odetchnąć. Przystanąłem i pochyliłem się, opierając na kijkach. W pewnym momencie usłyszałem, jak coś bardzo szybko biegnie w moją stronę. Kiedy podniosłem głowę, mignął mi uciekający zając, który dosłownie przebiegł po czubkach moich nart. Zając – żadne zagrożenie, ale uświadomiłem sobie, że coś musiało go solidnie przestraszyć i spłoszyć. Próbowałem się rozejrzeć, ale miałem tylko latarkę czołową, a do tego sypał gęsty śnieg. Nagle, kilkanaście metrów od siebie zauważyłem dwa żółte punkty. To były ślepia jakiegoś większego zwierza…”

„Zacząłem stukać kijkami, żeby to coś przepędzić. Potem wyrwałem w kierunku stoku, zjechałem jakieś dwieście metrów i stanąłem, żeby zorientować się w sytuacji. I nagle słyszę jakieś dziwne oddechy, jakby chrumkanie. Tętno mi skoczyło chyba do trzystu uderzeń. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to mój własny oddech! Uspokoiłem się i dokończyłem wycieczkę. Może to był po prostu jakiś lis, ale wyobraźnia w takich chwilach działa i od razu wkręcasz sobie watahę wilków, albo miśka. Ciekawe doświadczenie.”

Podsumowanie tej wyprawy jest równie obrazowe:

„Przeżyłem coś fenomenalnego. Byłem w górach sam przez 5 godzin, od północy do 5 rano. Oszołomiła mnie uderzająca cisza. To było niesamowite. Takie obcowanie z naturą bardzo mi pasuje. Można zrobić świetny trening, ale też uświadomić sobie, że w górach naprawdę nie ma żartów, nabrać respektu do otaczającej nas natury. Przyroda jest obłędna, a kiedy nic i nikt nie przeszkadza ci z nią obcować, wpadasz w stan bliski medytacji.”


Siłownia – nowe otwarcie

Tej zimy Janowski systematycznie włączył do planu treningowego ćwiczenia siłowe.

„Przeprosiłem się z siłownią. Nie ukrywam, że przez lata nie zaglądałem tam zbyt chętnie. Ćwiczenia z ciężarami były dla mnie nudne, wolałem biegać za piłką, albo jeździć rowerem, po prostu ruszać się.”

Zmiana podejścia przyniosła efekty.

„Dzięki mądrze dobranym ćwiczeniom pozbyłem się bólu, który mnie ograniczał, czuję się dużo swobodniej i po prostu żyje mi się lepiej. Mało tego! Przekonałem do siłowni także chłopaków z mojego teamu.”

Ważnym elementem był również test wydolności i badanie składu ciała Fit 3D.

„Nieskromnie mogę zdradzić, że jestem w doskonałej dyspozycji i tak naprawdę już teraz mógłbym zaczynać sezon. Jest moc!”


Rowerowa Hiszpania

Nie zabrakło także kolarskiego wyjazdu do hiszpańskiego Pego.

„Z gronem przyjaciół – wśród nich był m.in. Piotrek Pawlicki – wybraliśmy się tradycyjnie do Hiszpanii. Pierwszy raz za bazę obraliśmy Pego i trafiliśmy „w dziesiątkę”. To malutkie miasteczko, dosłownie oddychające kolarstwem. Świetne warunki, wspaniała pogoda, genialne trasy – mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy. Wypad był dość krótki, ale zrealizowałem znakomite treningi. Zrobiłem ponad 600 kilometrów i pokonałem 10 tysięcy metrów przewyższeń, więc poczułem w nogach to, po co tam pojechałem. Do tego klimat Pego nas zachwycił. Spokój, cisza, maniana… i nagle, któregoś dnia wąskie uliczki zaczął przemierzać niekończący się potok ludzi w kolorowych strojach, grających na instrumentach, śpiewających. To musiała być jakaś fiesta, więc przy okazji ciężkiej pracy załapaliśmy się na małą lekcję lokalnej kultury.”


Pierwsze starty przed ligą

Przed startem sezonu Janowski ma potwierdzone dwa występy.

„Na ten moment mam potwierdzone dwa starty. Wezmę udział w turnieju o Łańcuch Herbowy w Ostrowie Wielkopolskim i w turnieju pożegnalnym Grzegorza Walaska. Pod koniec ostatniego sezonu wyprawialiśmy na emeryturę Jarka Hampela, a teraz karierę kończy kolejny świetny zawodnik. Grzesiek to ikona naszej dyscypliny i wspaniały kumpel, z którym bardzo dobrze się dogaduję. Wiele razy spędzaliśmy razem wakacje, czy wyjeżdżaliśmy na wspólne treningi motocrossowe do Hiszpanii. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło mnie zabraknąć na jego pożegnaniu.

I na koniec – tęsknota za motocyklem, ale bez pośpiechu:

„Tęsknię za żużlem, ale w normalnych warunkach. Na razie korzystam ze świetnej zimy i chcę wycisnąć z tych warunków tyle, ile się da. Marzy mi się, żeby przed sezonem żużlowym temperatura mocno podskoczyła do góry. Wsiadanie na motor w roztopach, kiedy jest zimno i wieje wiatr, nie jest zbyt przyjemne. Mam nadzieję, że skoro zima jest w tym roku wyborna, to także wiosna nas pozytywnie zaskoczy i kibice oraz zawodnicy zaczną sezon w komfortowych warunkach!”

Kapitan Sparty nie zmienia kursu. Zima jest dla niego czasem pracy, refleksji i budowania przewagi. Jeśli deklarowana forma przełoży się na tor, kibice we Wrocławiu mogą spodziewać się sezonu pełnego „magii”.

Zdjęcie: Maciej Trubisz