Miało być pierwsze starcie o finał PGE Ekstraligi, była bolesna lekcja. Fogo Unia Leszno przegrała na własnym torze z Betard Spartą Wrocław 35:55, a różnica między zespołami była widoczna niemal od początku do końca spotkania. Gospodarze nie potrafili znaleźć odpowiedzi na tempo wrocławian. Rafał Okoniewski po meczu nie szukał tanich usprawiedliwień.
Trener leszczynian przyznał, że sytuacja zrobiła się bardzo trudna.
— Nie wyglądało to zbyt wesoło. Nie wiem, co się stało. Finał nam odjechał — wyznał Rafał Okoniewski.
To krótkie zdanie najlepiej oddawało nastrój po stronie Unii. Leszczynianie przystępowali do półfinałowej rywalizacji z nadzieją na walkę o awans do decydującej fazy sezonu. Tymczasem pierwsze spotkanie przyniosło wynik, który mocno skomplikował ich sytuację.
Sparta od początku miała mecz pod kontrolą
Wrocławianie nie pozwolili gospodarzom rozwinąć skrzydeł. Sparta wygrała 55:35 i przez całe spotkanie kontrolowała wydarzenia na torze. Unia nie znalazła momentu, w którym mogłaby na poważnie zagrozić przeciwnikowi.
Okoniewski zwrócił uwagę przede wszystkim na klasę rywala oraz powrót Daniela Bewleya do ścigania. Brytyjczyk po długiej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił do rywalizacji właśnie w Lesznie i zaprezentował poziom, którego obawiali się gospodarze.
Trener Unii nie ukrywał, że wynik był dla niego dużym rozczarowaniem.
— Nie wygląda to zbyt wesoło. Wiadomo, że wszystko może się zdarzyć, ale nie zapominajmy, że przyjechała do nas drużyna, która jedzie kapitalny sezon. Do tego na odpowiednim poziomie wrócił do ścigania Daniel Bewley. Sparta była kompletna. Trenowaliśmy cały tydzień, od poniedziałku do piątku, dlatego też nie wiem, co nie wyszło. Nie wygramy meczu, mając ledwie trzy zwycięstwa indywidualne — podsumował spotkanie Rafał Okoniewski.
W tej wypowiedzi zawiera się zasadniczy problem gospodarzy. Trzy indywidualne zwycięstwa biegowe nie mogły wystarczyć do nawiązania walki z tak mocnym przeciwnikiem. Sparta miała zdecydowanie większą liczbę zawodników zdolnych do regularnego zdobywania punktów, a Unia przez cały wieczór nie znalazła sposobu na odwrócenie sytuacji.
Przygotowania były długie. Efekt okazał się odwrotny
Leszczynianie mieli czas, aby przygotować się do półfinału. Okoniewski podkreślił, że zespół trenował przez cały tydzień, od poniedziałku do piątku. Nie przyniosło to jednak rezultatu, na jaki liczono.
Problem dotyczył również sprzętu.
Unia przed spotkaniem próbowała znaleźć odpowiednie rozwiązania, a w przygotowaniach nie pominięto zmian w motocyklach. Po meczu efekt tych działań był jednak daleki od oczekiwanego.
— Przerzuciliśmy w sprzęcie wszystko. Należy pytać zawodników o szczegóły, bo to oni jadą. Mogę zapewnić, że tor był powtarzalny względem tego, jaki na ogół tu jest. Mieliśmy dużo czasu na przygotowania i jak widać one poszły źle. Spodziewałem się lepszego wyniku — tłumaczył Okoniewski.
To właśnie prędkość zawodników Unii była jednym z problemów, które najbardziej rzucały się w oczy podczas meczu. Gospodarze często nie byli w stanie odpowiedzieć na tempo rywali ze Sparty.
W kwestii przygotowania toru pojawiła się natomiast różnica zdań. Piotr Pawlicki w rozmowie z Canal+ zwrócił uwagę, że nawierzchnia była inna niż zwykle. Okoniewski nie zamierzał jednak na tej podstawie budować usprawiedliwienia dla porażki.
— Tor zawsze będzie trochę inny, przyzwyczailiśmy się do tego — skwitował krótko.
Jeden jasny punkt
W meczu przegranym przez Unię różnicą aż 20 punktów trudno było szukać wielu pozytywów. Jeden zawodnik dał jednak trenerowi gospodarzy powód do zadowolenia.
Emil Konieczny w ostatniej chwili wskoczył do składu za Kacpra Manię. Otrzymanej szansy nie zmarnował i zdobył trzy punkty.
Okoniewski już wcześniej dostrzegał u młodego zawodnika element, który mógł mu pomóc w rywalizacji — dobre starty. W półfinale Konieczny potwierdził tę umiejętność, choć później nie uniknął błędów.
— To jedyny pozytyw. Dostał szansę i ją dobrze wykorzystał. Wierzyłem w niego, bo już na treningach pokazywał, że dobrze startuje. Jego drugi start także był dobry, ale nie ustrzegł się błędów i starsi zawodnicy go odwieźli, wybijając mu zdobycz punktową z głowy — podsumował występ Koniecznego Rafał Okoniewski.
Dla zawodnika, który do składu trafił w ostatnim momencie, trzy punkty były więc wartościowym dorobkiem. W perspektywie całego meczu nie mogły oczywiście zmienić jego obrazu, ale dla samego Koniecznego oznaczały dobre wykorzystanie otrzymanej szansy.
Finał odjechał, ale medal wciąż jest możliwy
Wysoka porażka sprawiła, że Unia znalazła się w bardzo trudnym położeniu w kontekście walki o finał. Okoniewski nie zamierzał jednak ogłaszać końca sezonu.
Leszczynianie nadal pozostają w grze o medal. To właśnie ten cel pozostaje teraz dla nich najważniejszy.
Jednocześnie pojawiło się pytanie o ewentualne dalsze inwestycje w sprzęt. Skoro wrocławianie dysponowali wyraźnie większą prędkością, naturalne było pytanie, czy zawodnicy Unii będą szukać kolejnych rozwiązań technicznych.
Okoniewski wskazał konkretny przykład Bena Cooka. Australijczyk wystąpił na nowym sprzęcie, który kupił niedawno i na którym trenował w piątek. Jego prędkość była dobra, choć sam występ nie przebiegł bez problemów.
— Finał odjechał, ale nie zapominajmy, że jesteśmy w grze o medale i się nie poddajemy. Jeśli chodzi o sprzęt, to Ben Cook jechał na nowym sprzęcie, który zakupił w ostatnim czasie i trenował na nim w piątek. Dysponował dobrą prędkością, ale miał wyścigi, w których trochę się gubił, przydarzyło mu się także wykluczenie — zakończył Rafał Okoniewski.
Jeden mecz zmienił perspektywę
35:55 to wynik, który pozostawia po pierwszym półfinale bardzo niewiele złudzeń. Sparta przyjechała do Leszna, wygrała wysoko i wyjechała z przewagą, która stawia ją w znacznie lepszej sytuacji przed dalszą częścią rywalizacji.
Po stronie Unii pozostało rozczarowanie.
Nie tylko dlatego, że przegrała. Problemem była skala porażki i brak momentu, w którym gospodarze mogliby przejąć inicjatywę. Trzy indywidualne zwycięstwa nie wystarczyły, przygotowania nie przyniosły oczekiwanego efektu, a przewaga Sparty rosła.
Okoniewski nie ukrywał emocji, ale jednocześnie nie zamknął przed swoim zespołem całego sezonu. Finał stał się odległym celem, natomiast medal wciąż pozostaje realną stawką.
I właśnie na tym musi teraz skupić się Unia.
Bo po takim wieczorze nie wystarczy przeanalizować wyniku. Trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego zespół przygotowujący się przez cały tydzień do najważniejszego momentu sezonu na własnym torze nie był w stanie przeciwstawić się Sparcie.
Rafał Okoniewski tej odpowiedzi po meczu jeszcze nie miał.
Wiedział natomiast jedno.
Finał rzeczywiście mocno się oddalił.








