Sezon żużlowego Speedway Grand Prix dobiegł końca, a oczy kibiców i ekspertów kierują się ku przyszłości. Znamy już niemal pełną listę uczestników przyszłorocznego cyklu. Niewiadomą pozostają jedynie dzikie karty, które – jak co roku – przyznaje organizator. Na przyszły sezon są trzy takie do przyznania dla zawodników do których uśmiechnie się los. To właśnie one są tematem gorącej dyskusji w środowisku żużlowym.

Swoje zdanie przedstawił Zbigniew Fiałkowski, znany ekspert i komentator Eleven Sports, który od lat komentuje najważniejsze wydarzenia w świecie speedwaya. Jego słowa mogą wywołać spore poruszenie, bo wprost mówi o konieczności dopuszczenia do cyklu… rosyjskich zawodników.


Kto zasłużył na dziką kartę?

Na giełdzie nazwisk najczęściej wymienia się Martina Vaculíka, Maxa Fricke’a, Jasona Doyle’a, a także takich zawodników jak Nazar Parnicki, Luke Becker czy bracia Pawliccy. Fiałkowski nie ma wątpliwości, kto z tej grupy powinien znaleźć się w Grand Prix.

– Wszyscy doskonale wiemy, że Martin Vaculík jest numerem jeden, jeśli chodzi o kandydatów do dzikiej karty. Słowak od lat prezentuje poziom godny Grand Prix i trudno wyobrazić sobie cykl bez niego. Bardzo blisko awansu był Max Fricke – zakończył rywalizację tuż za czołową siódemką, więc i on w pełni zasługuje na taką szansę. Do tego dodałbym Jasona Doyle’a, któremu kontuzje utrudniają przejechanie całego cyklu, ale w formie jest nadal klasowym zawodnikiem – podkreśla ekspert.


„Sport trzeba oddzielić od polityki” – mocne słowa eksperta

Najwięcej emocji budzą jednak słowa Fiałkowskiego dotyczące Rosjan.

– Sport trzeba oddzielić od polityki. Podstawowe kryterium jest jedno – wynik sportowy. Do Grand Prix powinni trafiać najlepsi, bo to gwarancja najwyższego poziomu rywalizacji. Gdyby ode mnie zależało, czy dopuścić do startu Emila Sajfutdinowa i Artioma Łagutę, odpowiedź byłaby prosta – tak. To absolutny szczyt. Obaj bez problemu znaleźliby się w pierwszej siódemce cyklu, a jeden z nich mógłby nawet walczyć o mistrzostwo świata. Ich obecność na pewno podniosłaby prestiż Grand Prix – zaznacza Fiałkowski.

To jednoznaczne stanowisko, które może spotkać się zarówno z aprobatą kibiców tęskniących za rywalizacją na najwyższym poziomie, jak i krytyką tych, którzy wciąż zwracają uwagę na polityczne realia.


Dlaczego powrót Rosjan jest niemożliwy?

Na chwilę obecną temat pozostaje czysto teoretyczny. Start pod rosyjską flagą jest wykluczony z powodów polityczno-prawnych. Co więcej, przepisy Speedway Grand Prix nie przewidują jazdy pod flagą neutralną, co w innych dyscyplinach sportu (jak tenis czy lekkoatletyka) stało się rozwiązaniem dla sportowców z Rosji.

Dlatego mimo sportowej klasy zawodników takich jak Emil Sajfutdinow czy Artiom Łaguta, ich powrót do Grand Prix w najbliższym czasie jest niemożliwy.


Grand Prix potrzebuje najlepszych?

Słowa Zbigniewa Fiałkowskiego pokazują jednak pewien problem – z jednej strony organizatorzy cyklu chcą stawiać na globalizację i różnorodność narodową, z drugiej – kibice i eksperci oczekują, że w Grand Prix pojadą najlepsi żużlowcy świata, bez względu na paszport.

Czy w przyszłości przepisy mogą się zmienić i otworzyć furtkę dla rosyjskich zawodników? Na razie wydaje się to mało prawdopodobne, ale głos Fiałkowskiego wpisuje się w szerszą dyskusję o tym, jak powinien wyglądać cykl, który ma wyłaniać najlepszego żużlowca globu.


Zdjęcie: Maciej Trubisz