BAYERSYSTEM GKM Grudziądz ma za sobą bardzo solidny początek sezonu PGE Ekstraligi i coraz mocniej zaznacza swoją obecność w czołówce tabeli. Po pięciu kolejkach drużyna z Hallera ma na koncie siedem punktów i zajmuje wysokie trzecie miejsce, ale – jak podkreśla trener Robert Kościecha – powodów do pełnej satysfakcji jeszcze nie ma. Szkoleniowiec grudziądzan uważa wręcz, że jego zespół powinien mieć dziś na koncie komplet dziesięciu punktów.

Po zwycięstwie 50:40 nad FOGO Unią Leszno nastroje w Grudziądzu są dobre, choć dalekie od euforii. Drużyna wygrała ważny mecz z bezpośrednim rywalem w walce o miejsce w czołowej czwórce, ale Kościecha nie ukrywa, że w głowie nadal siedzą mu stracone okazje z wcześniejszych spotkań.

Trzecie miejsce cieszy? Kościecha: „Nie!”

GKM rozpoczął sezon bardzo obiecująco. Drużyna punktuje regularnie, pokazuje coraz większą stabilność i potrafi reagować na trudniejsze momenty. Wygrana z leszczynianami tylko to potwierdziła.

Dla wielu klubów siedem punktów po pięciu kolejkach byłoby wynikiem więcej niż satysfakcjonującym. Nie dla Kościechy.

Na pytanie, czy obecna pozycja w tabeli go cieszy, odpowiedział krótko i jednoznacznie:

„Nie! Powinniśmy mieć 10 punktów.”

To najlepiej pokazuje ambicje panujące dziś w Grudziądzu.

Największy niedosyt trener odczuwa po meczu z Gezet Stalą Gorzów.

„Dokładnie tak. Powinniśmy wygrać to spotkanie i być w o wiele lepszych nastrojach. Jest też niedosyt po meczu w Toruniu. Bo pouciekały nam punkty, a przegraliśmy nieznacznie. Taka porażka zawsze boli.”

To właśnie te dwa spotkania pokazują, jak niewielki dystans dzieli dziś GKM od ścisłej ligowej czołówki.

Max Fricke odpowiedział na krytykę

Jednym z tematów po wcześniejszym meczu w Toruniu była słabsza postawa Maxa Fricke’a, który nie spełnił oczekiwań.

Australijczyk szybko jednak zareagował i przeciwko Unii Leszno wyglądał zdecydowanie lepiej.

Kościecha zdradził, że przed meczem doszło do ważnych zmian.

„Przyjechał w środę. Trochę pozmienialiśmy cykl treningowy. Widać było u niego już na treningu lepszą jazdę. Potwierdził ją w piątkowym meczu przeciwko FOGO UNII Leszno.”

To dobra wiadomość dla GKM-u, bo Fricke ma być jednym z filarów tej drużyny w walce o fazę play-off.

Drabik jeszcze nie na maksimum

Coraz więcej oczekuje się także od Maksyma Drabika. Choć jego występ przeciwko leszczynianom nie był spektakularny, trener zachowuje spokój.

„Nie osiągnął złego wyniku. Owszem w meczu z FOGO UNIĄ Leszno nie mógł wygrać biegu, ale spokojnie. Trzeba się cieszyć z pozytywów.”

To charakterystyczne podejście Kościechy – zamiast szukać winnych, skupia się na tym, co działa.

Dyskusja o torze i stanowcza odpowiedź trenera

Po meczu dużo mówiło się o stanie toru, szczególnie o drugim łuku, gdzie bardzo groźny upadek zanotował Piotr Pawlicki.

Lider FOGO Unii Leszno wpadł tam w koleinę, stracił panowanie nad motocyklem i z impetem uderzył w drewnianą część bandy. Choć dokończył zawody, później okazało się, że doznał urazu stawu skokowego.

Pytania o bezpieczeństwo toru wyraźnie zirytowały Kościechę.

„To jest niesamowite, że jeśli zrobi się jakaś dziurka, to dziennikarze od razu twierdzą, że tor był niebezpieczny.”

A chwilę później dodał jeszcze mocniej:

„Nie jeździmy na asfalcie jak w F1. Jeździmy na motocyklach żużlowych na torach gliniastych o różnego rodzaju przyczepności. Takie dziurki się zdarzają.”

To właśnie stąd wzięło się jego szeroko komentowane zdanie:

„Żużel to nie F1.”

Szkoleniowiec odniósł się także bezpośrednio do samego upadku Pawlickiego:

„Tak, bo na środku łuku nie ściąga się nogi z haka. Dodatkowo złapał przyczepność i się przewrócił.”

To opinia, która z pewnością wzbudzi dyskusję w środowisku.

Kontrowersje wokół jazdy Pawlickiego

Po wypadku Piotr Pawlicki ledwo chodził, potrzebował pomocy mechaników przy wsiadaniu na motocykl, a mimo to kontynuował zawody i zdobył dla Unii aż 13 punktów.

Kościecha nie ukrywał zdziwienia takim obrazkiem.

„Nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo dziwna sytuacja.”

To kolejny głos w coraz głośniejszej dyskusji o tym, czy zawodnicy z widocznymi urazami powinni być dopuszczani do dalszej jazdy.

Czy GKM ma idealnie zbilansowaną drużynę?

W meczu z Unią uwagę zwracało to, że gdy jednemu zawodnikowi coś nie wychodziło, drugi natychmiast nadrabiał.

Kościecha również dostrzega tę równowagę.

„To na pewno cieszy. Zobaczymy czy tak też będzie podczas następnego spotkania.”

To właśnie może być największa siła GKM-u w tym sezonie – brak jednego dominującego lidera, ale szeroki skład zdolny do regularnego punktowania.

Szansę dostaną młodzi, ale nie kosztem zasłużonych

Przed GKM-em kolejne spotkanie – domowy mecz z KRONO-PLAST Włókniarzem Częstochowa, który przeżywa ogromny kryzys.

Kościecha potwierdził, że w składzie znajdą się młodzi zawodnicy:

„Oczywiście. Pojedzie Kevin Małkiewicz i Bastian Pedersen.”

Jednocześnie wykluczył eksperymenty ze szkółką kosztem zawodników pierwszego składu.

„To, że przyjeżdża do nas drużyna z Częstochowy, która w tym sezonie przeżywa swoje problemy, nie znaczy, że odpuścimy mecz. Jan Przanowski w zawodach młodzieżowych pokazuje, że czeka go sporo pracy. A nie będę karał zawodników, którzy do tej pory dobrze się prezentowali. Nie chce zabierać im biegów bo na to nie zasłużyli.”

To jasny sygnał: w Grudziądzu nie będzie lekceważenia rywala.

Kościecha ostrzega przed rozluźnieniem

Choć sytuacja GKM-u wygląda dziś bardzo dobrze, trener nie pozwala drużynie odpłynąć.

Podsumowując pierwszą część sezonu, zwrócił uwagę na najważniejszą lekcję:

„Że na każdy mecz trzeba być skupionym. Liga zaraz się rozjedzie i będzie mniejsza częstotliwość spotkań. Trzeba być skupionym i nie gubić punktów.”

To podejście może być kluczowe.

Bo choć dziś GKM jest trzecią siłą ligi, Kościecha wyraźnie daje do zrozumienia, że jego drużyna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

A jeśli rzeczywiście uda się uniknąć kolejnych strat takich jak z Gorzowem czy Toruniem, Grudziądz może w tym sezonie naprawdę namieszać.

Źródło: ekstraliga.pl