Podpisanie nowego kontraktu przez Artioma Łagutę z Betard Spartą Wrocław do końca sezonu 2028 wywołało szerokie poruszenie w środowisku żużlowym. Tym razem jednak echo tej decyzji nie ogranicza się wyłącznie do sportowych konsekwencji. W tle pojawił się wyraźny konflikt komunikacyjny, a największe emocje buzują w Bydgoszczy, gdzie liczono, że po 2026 roku jeden z liderów PGE Ekstraligi zasili szeregi Abramczyk Polonii.
Oficjalny komunikat Sparty zamyka temat sportowo
Jak już informowaliśmy, we wtorek 13 styczni br. Betard Sparta Wrocław poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych o przedłużeniu kontraktu z Artiomem Łagutą aż do końca sezonu 2028. Oznacza to, że mistrz świata z 2021 roku związał się z wrocławskim klubem na kolejne lata, wykraczające poza dotychczas obowiązującą umowę podpisaną do 2026 roku.
Decyzja ta definitywnie kończy spekulacje dotyczące przyszłości zawodnika w PGE Ekstralidze, a także potwierdza słowa, które Łaguta wypowiedział w grudniu podczas Gali Betard Sparty Wrocław. Wówczas, w obecności prezesa Andrzeja Rusko, sponsorów i osób decyzyjnych, zadeklarował, że jest gotów pozostać we Wrocławiu aż do zakończenia kariery. Deklaracja ta była szeroko komentowana, ponieważ wcześniej sam zawodnik przypominał w mediach społecznościowych, że jego kontrakt wygasa z końcem 2026 roku.
Bydgoszcz liczyła na Łagutę po 2026 roku
Równolegle do rozmów prowadzonych przez Spartę, swoje plany wobec Łaguty miała Abramczyk Polonia Bydgoszcz. Jak wynika z przekazanych informacji, klub z Bydgoszczy był gotów spełnić wszystkie oczekiwania finansowe zawodnika, a jego ewentualny transfer po sezonie 2026 był postrzegany jako realny scenariusz. Tym bardziej że Łaguta mieszka niedaleko Bydgoszczy, co dodatkowo wzmacniało przekonanie, że taki ruch jest możliwy.
W pewnym momencie negocjacje jednak wyhamowały. Zawodnik miał przekazać, że nie zamierza jeszcze podejmować decyzji w sprawie swojej przyszłości, co w Bydgoszczy odebrano jako sygnał do dalszego oczekiwania i cierpliwości.
Jerzy Kanclerz nie kryje żalu
Po ogłoszeniu nowej umowy Łaguty ze Spartą, prezes Abramczyk Polonii Bydgoszcz Jerzy Kanclerz w rozmowie z WP SportoweFakty nie ukrywał rozczarowania. Podkreślił jednak wyraźnie, że sam wybór Wrocławia nie jest dla niego problemem – kluczowy okazał się sposób prowadzenia rozmów i niedotrzymanie wcześniejszych ustaleń.
– Jestem rozczarowany. Nie mam jednak problemu z tym, że Artiom postanowił nadal reprezentować klub z Wrocławia. Ma do tego prawo. Byliśmy jednak inaczej umówieni – powiedział prezes Polonii.
Kanclerz zwrócił uwagę, że w trakcie wcześniejszych rozmów otrzymał jasne zapewnienia dotyczące dalszego przebiegu negocjacji.
– Zawodnik i jego team podczas naszych rozmów zapewnili mnie, że na razie nie zamierzają podejmować decyzji na temat nowego kontraktu. Mówili też, że gdyby coś się w tej sprawie zmieniło, to zostanę o tym poinformowany. Żadna z tych obietnic nie została dotrzymana. Jeśli nasze pierwotne ustalenia uległy zmianie, to można było do mnie zadzwonić i mi o tym po prostu powiedzieć. Do tej pory nie miało to jednak miejsca. To zachowanie poniżej pasa – podsumował Kanclerz.
Sportowo wszyscy wygrali, wizerunkowo pozostał niesmak
Z perspektywy Betard Sparty Wrocław nowy kontrakt Łaguty jest ruchem logicznym i konsekwentnym. Klub zabezpieczył jednego z liderów na kilka sezonów, wysyłając jasny sygnał stabilności i długofalowej strategii. Sam zawodnik od dłuższego czasu podkreślał, że dobrze czuje się we Wrocławiu i docenia warunki, jakie oferuje mu Sparta.
Z kolei w Bydgoszczy pozostało poczucie niedosytu i rozczarowania nie samą decyzją, lecz – jak podkreśla prezes Kanclerz – brakiem elementarnej komunikacji. Cała sytuacja pokazuje, jak napięty i delikatny bywa rynek transferowy w żużlu, nawet wtedy, gdy wszystkie działania mieszczą się w granicach regulaminu.
Zdjęcie: Maciej Trubisz






