Zapraszamy na wywiad z Pawlem Przedpełskim, który po rocznym ściganiu w Metalkas 2. Ekstralidze wraca do rywalizacji na najwyższym poziomie rozgrywek ligowych w Polsce

Zimowa przerwa to idealny czas na wywiady z naszymi zawodnikami. Na pierwszy ogień poszedł Paweł Przedpełski, który dołączył do nas na sezon 2026.

Pawle, witamy Ciebie w Gorzowie! Jak to jest powrócić do PGE Ekstraligi po rocznej przerwie?
– Całą karierę do tej pory spędziłem w PGE Ekstralidze. Dla mnie sezon w Metalkas 2. Ekstralidze był tak naprawdę czymś niewiadomym, ponieważ było tam sporo nowości. Jeżdżąc już w tamtejszej lidze, można powiedzieć, że stęskniłem się za jazdą w najwyższej klasie rozgrywkowej, więc cieszę się, że udało mi się tutaj powrócić.

Zejście do Metalkasu, to jest zawsze ryzyko, że albo się odbijesz i wrócisz do PGE Ekstraligi z tzw. „bomby” jak np. Przemysław Pawlicki, któremu taki krok zrobił dobrze, albo zakopujesz się w niej na lata i masz problem z powrotem. W Twoim przypadku wyglądało to tak, że byłeś najlepszym zawodnikiem TEXOM Stali Rzeszów, która awansowała do półfinału i zarazem zostałeś sklasyfikowany jako szósty żużlowiec rozgrywek. To chyba jednak nie była bułka z masłem?
– Przez to, że było kilka nowości, to wcale nie było tak łatwo. W przypadku Przemka trzeba pamiętać, że Zielona Góra awansowała i swoją postawą zapracował na to, aby pozostać tam na dłużej. U mnie niestety nie było już takiej sytuacji i nie było nam dane w Rzeszowie wszystkim razem awansować. Na pewno będę jednak trzymał kciuki za nich w tym nadchodzącym sezonie. Ostro trenuję, aby pokazać się w najbliższym sezonie jak z najlepszej strony.

W ostatnich latach mieliśmy sporo pojedynków gorzowsko-toruńskich. Za przykład można tutaj podać rok 2024, w którym mierzyliśmy się łącznie aż 6 razy. Miałeś wtedy u nas różne mecze, po jednym z nich zapewne chciałeś od razu wyjść ze stadionu. Andzejs Lebedevs jak do nas przychodził nigdy indywidualnie nie wygrał biegu w Gorzowie, a u nas dawał sobie radę. Jakie masz nastawienie w tym aspekcie?
– Nie da się ukryć, że tor w Gorzowie jest naprawdę specyficzny, ale Ameryki tutaj nie odkryłem. Różni się on bardzo mocno od innych z Ekstraligi. To dawało ogromny atrybut zawsze. Oczywiście, że na tych pierwszych treningach zrobię wszystko, aby od razu połapać dobre ustawienia. W kontekście występów, w Gorzowie przez lata była huśtawka. Miałem mecz, w którym byłem nie do zatrzymania, ale też przytrafił się taki, gdzie jak powiedziałeś, nic mi nie poszło. Właśnie to spotkanie z 2024 roku bardzo mocno utkwiło mi w pamięci, bo byłem wtedy w bardzo mocnym dołku, więc wprowadziliśmy mocne zmiany i poszło to w dobrym kierunku, więc tak naprawdę, gdyby nie tamto spotkanie, to bym się o niczym nie dowiedział i nie wyciągnął wniosków. W takich chwilach liczy się to, aby się nie załamywać w nieskończoność tylko działać.

Pomówmy chwilę o tym meczu, w którym szedłeś jak burza. To było to słynne spotkanie, które zostało przerwane. Jeździłeś wówczas we Włókniarzu Częstochowa. Po trzech seriach startów miałeś 9 punktów na swoim koncie, lecz jak pamiętamy, tego meczu nie było nam dane odjechać do końca i spotkaliśmy się kilka tygodni później po raz drugi.
– Tak, aż tak dobrze w powtórce nie było, ponieważ był to wtedy występ w miarę przyzwoity. To pierwsze podejście zapowiadało się kapitalnie. Myślę, że komplet na koniec dnia był w zasięgu. Niestety nie dojechaliśmy do końca, ale złośliwość rzeczy martwych czasami jest zbyt silna. Nie ukrywam, że nad tym ubolewałem, że nie udało się pojechać do końca, lecz to jednak już historia i można się teraz z tego śmiać.

Jakie masz oczekiwania dotyczącego zbliżającego się sezonu?
– Na pewno to nie będzie łatwy rok i każdy się z tym liczy, ale jestem pozytywnie nastawiony i zmobilizowany. Trzeba jechać jak najlepiej się potrafi i na pewno jako drużyna zrobimy wszystko, aby zadowolić kibiców i wygrywać dla nich mecze.

Źródło: stal.gorzów.pl
Zdjęcie: publiczny FB Stal Gorzów