Łukasz Bujniewicz to polski zawodnik uprawniający flat track. Jest to odmiana wyścigów motocyklowych podobnych do żużla, zawodnicy startują często na tych samych obiektach co żużlowcy. Są to ciekawe wyścigi i należy trzymać kciuki by zdobyły one w Polsce szerszą popularność tak jak stało się to już choćby w Czechach a także w wielu innych krajach.

Na chwilę obecną odbywają się u nas jedynie treningi.

Zawodnik wystąpił nawet z „dziką kartą” w tym roku w jednej z rund Mistrzostw Świata w Pardubicach prezentując się na tle czołówki światowej całkiem dobrze. Zapraszam do lektury wywiadu z zawodnikiem.

Paweł Wittchen: Jak się Panu jeździło w Pardubicach?
Łukasz Bujniewicz: Tor jest świetny i a organizatorzy zadbali o znakomite przygotowanie nawierzchni. Niestety w pierwszym biegu miałem małą usterkę motocykla, przez którą dojechalem ostatni i która wybiła mnie trochę z rytmu w drugim biegu. Dobrze zaczęło mi się jechać dopiero od trzeciego biegu.

PW: Jak wygląda obecnie sytuacja polskiego flat tracku?
ŁB: Sytuacja w polskim flat tracku jest słaba. Z jednej strony wydaje się że zainteresowanie rośnie i widać swietną frekwencję na organizowanych treningach by później frekwencja spadała do kilku osob pomimo szeroko zakrojonej akcji reklamowej. Myślę że jeszcze kilka lat minie zanim popularność wzrośnie do poziomu innych krajów europejskich. Najważniejsze że pomału zaczynamy być akceptowani na toraz żużlowych.

PW: Na motocyklach o jakiej pojemności startuje się w Mistrzostwach świata?
ŁB: Dozwolony przedział pojemności to 250-500. Jednak praktycznie wszystkie motocykle to 450.

PW: Od kiedy uprawia Pan flat track?  
ŁB: W 2015 roku miałem pierwszy kontakt z dyscypliną by w 2016 wystartować już w popularnym w Hiszpanii Pucharze Katalonii, gdzie wygrana dawała awans do imprezy Superprestigio organizowanej przez Marca Marqueza (zawodnika MotoGP).  

PW: Czy koszty uprawiania dyscypliny są duże?
ŁB: W porównaniu do innych sportów motocyklowych to są jedne z tańszych.

PW: Iloma motocyklami dysponują zazwyczaj zawodnicy startujący w flat tracku?
ŁB: Idealnie jest dysponować dwoma motocyklami i wielu zawodnikow „idzie tą drogą”, gdzie drugi motocykl jest „zestrojony” na tor o niższej przyczepności. Większość zawodników spotykanych na zawodach jednak dysponuje jednym motocyklem.

PW: Czy orientuje się Pan w ilu krajach świata obecnie organizuje się zawody w flat tracku?
ŁB: Oczywiście kolebką są Stany Zjednoczone gdzie dyscyplina dorównuje popularnocią wyscigom NASCAR i jest skategoryzowana w klasie sportów ekstremalnych, myślę, ze głównie z racji prędkości tam osiąganych (około 220 km/h na prostych i około 160 km/h w ślizgu). W Europie nie mamy tak długich i przyczepnych torów, najdłuższy gdzie rozgrywane są zawody to Mariańskie Laźnie (1 kilometr) w Czechach, gdzie prędkości na prostej przekraczają 160 km/h. Ale wracajac do tematu to można śmiało powiedzieć że cała zachodnia Europa organizuje serie, Wielka Brytania ma dość silną i liczną ligę, Szwecja rownież ma swoje mistrzostwa. U naszych sąsiadów Czechów – międzynarodowe Mistrzostwa kraju organizowane są od 2011 roku.

PW: Co chciałby Pan przekazać polskim zawodnikom chcącym uprawiać flat track?
ŁB: Często spotykam się z opiniami że to musi być nudne, jednak każdy kto spróbował choć raz to był naprawdę miło zaskoczony. Więc przede wszystkim moja rada to spróbować.

PW: Gdzie na chwilę obecną można trenować flat track w Polsce i do kogo może się zgłosić osoba chętna by jeździć?
ŁB: To zdecydowanie najtrudniejsze pytanie. Dotychczas jedyne oficjalne treningi o jakich wiem były organizowane przez popularne magazyny motocyklowe jak „Swiat Motocykli” i „Motormania” we współpracy z klubami żużlowymi. Mam nadzieję że w kalendarzu wydarzeń na przyszły sezon również pojawią się takie eventy. Oprócz tego pozostają prywatne tory żużlowe gdzie coraz częściej jesteśmy mile widziani.