Rynek transferowy w polskim żużlu rzadko bywa areną prawdziwych bitew o jednego zawodnika. Tym razem jednak mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu. Bartosz Zmarzlik – sześciokrotny indywidualny mistrz świata i bezsprzecznie najlepszy żużlowiec globu – stał się centralną postacią największego transferowego „przeciągania liny” ostatnich lat. Stawką są miliony złotych, sportowa dominacja w PGE Ekstralidze oraz przyszłość kilku klubów.

Po raz pierwszy taka walka o Zmarzlika

Choć Zmarzlik od lat znajduje się na absolutnym szczycie, to dopiero teraz, przed sezonem 2027, realnie mierzy się z otwartą rywalizacją klubów o jego podpis. Wcześniej jego decyzje transferowe miały zupełnie inny charakter. Gdy w 2022 roku opuszczał macierzystą Stal Gorzów, sytuacja była klarowna – jedynym poważnym kandydatem był Orlen Oil Motor Lublin. Sam zawodnik nie prowadził wtedy rozmów ani z dotychczasowym klubem, ani z innymi ośrodkami.

Dziś sytuacja jest diametralnie inna. Rozmowy już się rozpoczęły, choć dotyczą sezonu 2027, a każda nowa informacja rozgrzewa środowisko żużlowe do czerwoności.

Motor Lublin i era dominacji

Motor Lublin mistrzowski marsz rozpoczął jeszcze w 2022 roku. W kolejnym sezonie do zespołu dołączył Bartosz Zmarzlik, a wraz z nim do klubu trafiła także spółka Orlen. Efekt był natychmiastowy – Motor zdeklasował rywali, sięgając po mistrzostwa Polski w latach 2023 i 2024, umacniając swoją pozycję jako najsilniejszy ośrodek żużlowy w kraju.

Dla Zmarzlika Lublin stał się miejscem sportowej stabilizacji. Do tej pory za starty w PGE Ekstralidze zarabiał rocznie nieco ponad cztery miliony złotych. Teraz, w obliczu zainteresowania innych klubów, może liczyć nawet na milionową podwyżkę. Łącznie jego roczne dochody – uwzględniając kontrakty sponsorskie, Grand Prix, ligę szwedzką i turnieje indywidualne – sięgają 8–9 milionów złotych.

Wrocław wchodzi do gry

Najpoważniejszym konkurentem Motoru Lublin stała się Betard Sparta Wrocław. Według dostępnych informacji, klub z Dolnego Śląska mógłby zaoferować Zmarzlikowi nawet pięć milionów złotych rocznie za starty ligowe. To kwota, która sama w sobie pokazuje skalę przedsięwzięcia.

We wtorek 13 stycznia br. Sparta ogłosiła przedłużenie kontraktu z Artiomem Łagutą do 2028 roku, nie odnosząc się jednak do rozmów z Zmarzlikiem. Nieoficjalnie wiadomo, że ta decyzja była efektem przeciągających się negocjacji z mistrzem świata, który wciąż nie podjął ostatecznej decyzji.

Sam zawodnik odniósł się do medialnych doniesień z wyraźnym dystansem.

– Na pewno stwierdzenie, że jestem jedną nogą w Betard Sparcie Wrocław, to za dużo powiedziane. Mam ofertę z tego klubu, ale także z kilku innych. Naprawdę sporo klubów wysłało zapytania, ale to na pewno nie jest jeszcze czas decyzji. Szczerze mówiąc obecnie o moim transferze mówi się dużo więcej niż ja sam wiem. Zapewniam, że nie podjąłem żadnej decyzji i nie wyznaczyłem sobie żadnego terminu na jej podjęcie. Mogę przyznać, że nie zabieram się jeszcze za te sprawy i daję sobie czas na ostateczne decyzje – komentuje Zmarzlik.

Motor wciąż ma pierwszeństwo

Mimo rosnącej presji i kuszących ofert z Wrocławia, faworytem w wyścigu po podpis Zmarzlika pozostaje Motor Lublin. Potwierdza to sam zawodnik, który jasno stawia sprawę relacji z obecnym klubem.

– Faktycznie pierwszeństwo w rozmowach ma Motor Lublin, a z władzami tego klubu jestem cały czas w kontakcie. Nie ma możliwości, bym podjął jakąś decyzję bez rozmowy z władzami Motoru. Za bardzo się szanujemy, a mi za dobrze jeździ się w Lublinie, bym załatwiał takie rzeczy za ich plecami lub miał ukrywać przed nimi informacje o ewentualnym odejściu. Gdybym miał odchodzić, to Motor na pewno będzie o tym wiedział. Na razie bardziej skupiam się jednak na przygotowaniach do sezonu niż rozmowach o przyszłości – dodaje sześciokrotny mistrz świata.

Dla lublinian negocjacje mają wymiar fundamentalny. Odejście Zmarzlika oznaczałoby konieczność całkowitej przebudowy drużyny i prawdopodobnie rezygnację z mistrzowskich aspiracji na kilka sezonów. W PGE Ekstralidze nie ma obecnie zawodnika, który mógłby zastąpić go bez wyraźnej straty jakości, a wielu liderów podpisało już kontrakty na sezon 2027.

Argumenty Wrocławia i ograniczenia rywali

Sparta Wrocław może kusić nie tylko pieniędzmi. Potencjalny skład z Bartoszem Zmarzlikiem, Artiomem Łagutą i Bradym Kurtzem oznaczałby niemal gwarancję mistrzostwa Polski. Istotne są także kwestie logistyczne – z Kinic Zmarzlik miałby 3,5 godziny podróży do Wrocławia, wobec 6,5 godziny do Lublina.

Dodatkowym czynnikiem jest planowana przebudowa stadionu Motoru w latach 2027–2028 i konieczność występowania w roli gospodarza w innym mieście. Mówi sie o dwóch lokalizacjach: Łodzi lub Rzeszowie, przy czym – jak wynika z krążących informacji – Rzeszów nie wchodzi w grę dla samego zawodnika. Na negocjacje może wpłynąć także kończąca się umowa sponsorska klubu z głównym sponsorem Zmarzlika, czyli Orlenem.

Swoje zainteresowanie sygnalizuje również Stal Gorzów, jednak na ten moment nie dysponuje argumentami porównywalnymi z Lublinem i Wrocławiem.

Relacje, które mogą przesądzić

Na razie sytuacja wydaje się względnie stabilna. Kluczowym elementem pozostają bardzo bliskie relacje rodziny Zmarzlików z prezesem Motoru Lublin Jakubem Kępą. Ich kontakt wykracza poza czysto biznesowe ramy – rodziny spędzają wspólnie wolny czas, co w świecie profesjonalnego sportu wciąż ma ogromne znaczenie.

Decyzja Bartosza Zmarzlika jeszcze nie zapadła. Jedno jest jednak pewne: jej konsekwencje odczują nie tylko kluby bezpośrednio zaangażowane w negocjacje, ale cała PGE Ekstraliga.

Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix