Rynek transferowy w polskim żużlu od lat rządzi się własnymi prawami, ale zdaniem Jakuba Kozaczyka sytuacja zaczyna przekraczać granice zdrowego rozsądku. Prezes PSŻ Poznań w programie „Lewoskrętni” opowiedział o negocjacjach z polskimi zawodnikami i wskazał mechanizm, który – jego zdaniem – prowadzi do windowania stawek.

Problemem są przede wszystkim przepisy dotyczące krajowych zawodników. Kluby muszą znaleźć odpowiednią liczbę Polaków, a zawodników prezentujących oczekiwany poziom nie ma na rynku w nadmiarze. W efekcie pozycja negocjacyjna części żużlowców rośnie niezależnie od ich aktualnej formy.

Kozaczyk podał konkretny przykład. Chodzi o zawodnika, który wcześniej legitymował się średnią na poziomie 1,8–1,9 punktu na bieg, lecz w kolejnym sezonie obniżył ją do około 1,4–1,5. Według prezesa PSŻ przy tak wyraźnym spadku wyników naturalną konsekwencją powinna być również niższa wartość kontraktu.

Tymczasem – jak relacjonował – rozmowy mogą wyglądać zupełnie inaczej.

Dzisiejsze rozmowy z Polakami są bardzo ciężkie. Powiedzmy jest zawodnik, który w zeszłym roku osiąga średnią na poziomie 1,8 czy 1,9, ale w tym roku obniża loty i średnia spada mu w okolice 1,4/1,5. Wyniki spadły mu o 30 procent to zarobki też powinny o tyle spaść, a on na to: „Nie bo ja jestem Polakiem, więc zarobki muszą jeszcze wzrosnąć, bo i tak nie masz kogo wziąć.”

To właśnie ograniczona dostępność krajowych zawodników ma być jednym z najważniejszych czynników wpływających na rynek. Klub potrzebuje Polaków, więc zawodnik posiadający odpowiedni paszport może – nawet przy słabszych wynikach – dysponować mocną kartą przetargową.

Prezes PSŻ chce zmiany zasad

Kozaczyk nie ograniczył się do opisania problemu. Wprost wskazał rozwiązanie, które jego zdaniem mogłoby zmienić sytuację.

Cały czas mam nadzieję, że doczekam się czasów, kiedy w składach zespołów będzie tylko jeden Polak, bo to co się dzieje to jest skandal. To tak jakbym wykonywał swoją pracę gorzej i prosił o podwyżkę. Jakim cudem ktoś ma robić swoją pracę o 30 procent gorzej i dostawać więcej pieniędzy? Tylko patologiczne środowisko może sobie na to pozwolić.

To najmocniejszy fragment jego wypowiedzi. Prezes poznańskiego klubu zakwestionował mechanizm, w którym narodowość zawodnika może – w jego ocenie – mieć większe znaczenie dla wysokości kontraktu niż aktualne wyniki sportowe.

Nie chodzi więc wyłącznie o pojedyncze negocjacje. Wypowiedź Kozaczyka dotyka szerszego problemu konstrukcji ligowych składów. Jeżeli liczba wymaganych Polaków pozostaje wysoka, a zawodników mogących spełnić oczekiwania klubów jest ograniczona, ich wartość rynkowa automatycznie rośnie.

Dla prezesów oznacza to coraz trudniejsze rozmowy i konieczność podejmowania decyzji finansowych pod presją przepisów. Dla zawodników jest to natomiast argument, który można wykorzystać przy negocjowaniu kontraktu.

„Nie masz kogo wziąć”

Właśnie to zdanie, przytoczone przez Kozaczyka jako przykład rozmowy transferowej, najlepiej pokazuje sedno jego argumentacji. Klub nie zawsze ma możliwość zastąpienia zawodnika innym Polakiem o podobnym poziomie sportowym. W takiej sytuacji negocjacje przestają być wyłącznie oceną wyników.

Prezes PSŻ zwrócił uwagę na dysproporcję między osiągami a oczekiwaniami finansowymi. Jeżeli zawodnik notuje wyraźnie słabszą średnią, klub chciałby odpowiednio zmniejszyć koszty. Problem zaczyna się wtedy, gdy ograniczona liczba dostępnych krajowych zawodników pozwala utrzymać, a nawet zwiększyć żądania.

To nie jest zarzut wobec jednego konkretnego żużlowca. Kozaczyk przedstawił przykład mający zobrazować sposób funkcjonowania rynku.

Jego stanowisko jest jednoznaczne: obecne regulacje wzmacniają pozycję Polaków podczas negocjacji i powodują, że część kontraktów może być zawierana za kwoty niewspółmierne do sportowej wartości zawodnika.

Rynek, na którym przepisy mają swoją cenę

W żużlu wartość zawodnika nie wynika wyłącznie ze średniej biegowej. Liczą się także dostępność, pozycja w składzie, wiek czy potencjał. Jednak według prezesa PSŻ obecny system tworzy dodatkową premię wynikającą z narodowości.

To właśnie dlatego jego wypowiedź należy odczytywać jako głos w dyskusji o całym modelu budowania drużyn. Kozaczyk nie kwestionuje samego faktu obecności Polaków w składach. Podważa natomiast sens utrzymywania przepisów, które – w jego ocenie – prowadzą do sztucznego ograniczenia rynku.

Pomysł jednego Polaka w składzie jest więc jego postulatem dotyczącym przyszłości rozgrywek. Na razie pozostaje jednak stanowiskiem prezesa PSŻ Poznań, a nie obowiązującą zmianą regulaminową.

Cała rozmowa z Jakubem Kozaczykiem została przeprowadzona w programie „Lewoskrętni”, gdzie poruszono również inne tematy związane z żużlem.

Jedno z jego przesłań z pewnością nie pozostawia jednak wątpliwości: zdaniem Kozaczyka ograniczenia dotyczące liczby polskich zawodników mają realny wpływ na ceny transferowe, a obecny mechanizm wymaga poważnej dyskusji.

Źródło: program „Lewoskrętni” z udziałem Jakuba Kozaczyka prezesa PSŻ Poznań.