Sezon 2026 w PGE Ekstralidze zapowiada się jako jeden z najbardziej wyrównanych i nieprzewidywalnych w ostatnich latach. Już na etapie zimowych analiz coraz częściej mówi się nie o trzech czy czterech, ale nawet o sześciu zespołach, które realnie mogą włączyć się do walki o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. W tym gronie wymienia się Pres Grupę Deweloperską Toruń, Orlen Oil Motor Lublin, Stelmet Falubaz Zielona Góra, Bayersystem GKM Grudziądz, Fogo Unię Leszno oraz Betard Spartę Wrocław.
Właśnie drużyna ze stolicy Dolnego Śląska, zdaniem Krzysztofa Kasprzaka, może w nadchodzącym sezonie stanowić jedno z największych zagrożeń dla ligowej czołówki. Były indywidualny wicemistrz świata z 2014 roku, dziś ekspert Canal+ Sport, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” zwrócił uwagę nie tylko na sportowy potencjał Spartan, ale przede wszystkim na atmosferę presji, jaka panuje wewnątrz zespołu.
Sparta z motywacją i presją kontraktów
Betard Sparta Wrocław ma za sobą sezon, który pozostawił spory niedosyt. Ambicje sięgały złotego medalu, tymczasem półfinałowa porażka z Pres Toruń zamknęła wrocławianom drogę do finału i zmusiła do walki jedynie o brąz. To doświadczenie – zdaniem Kasprzaka – może mieć kluczowe znaczenie w kontekście przygotowań do sezonu 2026.
Dodatkowym czynnikiem jest sytuacja kontraktowa. Jak wiadomo, wszystkim seniorom Sparty umowy wygasają w październiku 2026 roku, a prezes klubu Andrzej Rusko już zapowiedział, że skład na sezon 2027 może ulec zmianom. To sprawia, że rywalizacja o miejsce w drużynie będzie miała nie tylko wymiar sportowy, ale i stricte zawodowy.
Kasprzak: Toruń i Wrocław będą naciskać
Podczas rozmowy z „Przeglądem Sportowym” Kasprzak został zapytany o to, co jego zdaniem okaże się kluczowe w walce o podium oraz które zespoły już dziś można uznać za głównych faworytów sezonu 2026.
– „Myślę, że Toruń i Wrocław będą dalej mocno naciskać. Toruń jest napędzony pierwszym mistrzostwem po latach i to może dać im ogromny mentalny boost. Z kolei Wrocław jest ‘zły’ po ostatnich sezonach. Tam też kilku chłopaków czuje oddech na plecach i będzie walczyć o swoją pozycję. Lublin może być słabszy, bo strata 10–12 punktów juniorów na mecz to naprawdę ogromna różnica.”
Ekspert Canal+ Sport wskazał tym samym dwa różne, ale równie silne źródła motywacji. W Toruniu – euforia i pewność siebie po mistrzostwie, we Wrocławiu – sportowa złość i presja wynikająca z oczekiwań oraz wygasających kontraktów.
Zielona Góra i Grudziądz jako znaki zapytania
Kasprzak odniósł się również do pozostałych zespołów, które wymieniane są w gronie kandydatów do medali. Jego zdaniem zarówno Stelmet Falubaz Zielona Góra, jak i Bayersystem GKM Grudziądz, pozostają dużymi niewiadomymi.
– „Zielona Góra to znak zapytania, wszystko zależy od tego, czy każdy z ich zawodników pojedzie sezon życia, czy raczej wrócą do swojego standardowego poziomu. Grudziądz? Podobnie — jedna wielka niewiadoma. Reszta stawki raczej będzie bić się między sobą, a ostateczny układ sił i tak zweryfikuje życie. Kontuzje mogą zmienić wszystko, bo planować można wiele, ale sezon szybko sprawdza oczekiwania kibiców, klubów i sponsorów.”
W tej wypowiedzi wyraźnie wybrzmiewa teza, że nawet najlepiej skonstruowane składy mogą zostać brutalnie zweryfikowane przez losowe czynniki, na czele z urazami i problemami sprzętowymi.
Terminarz? „Nie ma większego znaczenia”
W kontekście opublikowanego już kalendarza rozgrywek PGE Ekstraligi Kasprzak studzi emocje związane z analizowaniem kolejnych rund i układu meczów.
– „Tak naprawdę terminarz nie ma większego znaczenia. I tak musisz pojechać z każdym rywalem w trakcie sezonu, a najważniejsze jest jedno — zdobywać jak najwięcej punktów. Bez względu na to, z kim i kiedy jedziesz, musisz pokazać się z dobrej strony, bo to właśnie regularne wyniki decydują o przyszłości w klubie na kolejny rok. I w ten sposób koło się zamyka.”
To spojrzenie byłego reprezentanta Polski jasno pokazuje, że w realiach współczesnego żużla kluczowa jest powtarzalność formy, a nie pojedyncze „okienka” w terminarzu.
Wyrównany poziom i spirala zmian sprzętowych
Kasprzak szeroko odniósł się także do kwestii poziomu rywalizacji w dzisiejszym żużlu i roli tunerów.
– „Myślę, że ma to znaczenie, bo dziś większość tunerów buduje bardzo podobne silniki. Jeśli nie robisz dziesięciu punktów, od razu zaczyna się szukanie winnego — zmiana tunera, kolejny silnik, próba ‘trafienia’ w coś lepszego. W efekcie jeden tuner traci klienta i pieniądze, a zawodnik wpada w spiralę zmian. Ten sezon dobrze to pokazał — niektórzy mocno obniżyli loty, ciągle zmieniali tunerów, szukając nie wiadomo czego, a często problem był prosty: choćby zużyta głowica w silniku, który wcześniej sam jechał. U jednych wszystko kręci się idealnie, u innych — jak koło przy słupkach.”
„Tunerzy budowali im samoloty”
Były wicemistrz świata porównał także obecne realia do czasów swojej walki o najwyższe cele w Grand Prix.
– „Na pewno najbardziej zmienił się poziom. Gdy w 2008 roku po raz pierwszy trafiłem do Grand Prix, było wyraźnie widać podział — pierwsza ósemka ścigała się między sobą, a reszta była tłem. Topowi zawodnicy mieli inne, szybsze i głośniejsze silniki. Tunerzy budowali im wręcz ‘samoloty’, bo chcieli, żeby wygrywały konkretne nazwiska, to była dla nich najlepsza reklama. Reszta, mówiąc pół żartem, miała oddawać punkty. I mam wrażenie, że do dziś w pewnym sensie tak to wygląda: każdy tuner ma dwóch–trzech liderów, a pozostali często testują rozwiązania pod tego jednego, który ma wygrywać.”
Sezon 2014 i niedosyt mistrzostwa
Kasprzak wrócił także do sezonu 2014, który zakończył się dla niego tytułem wicemistrza świata.
– „W 2014 r. dostałem w końcu taki sam sprzęt jak ówcześni mistrzowie świata. I szczerze… gdyby nie problemy z kolanem, od razu zostałbym mistrzem świata. Ale wicemistrzostwo też ma swoją wartość, przecież nie zapomniałem jeździć w rok, skoro w 2013 byłem dziewiąty. Tamten sezon był wyjątkowy: było aż siedmiu realnych kandydatów do tytułu, a w ostatniej rundzie w Toruniu pięciu z nas wciąż walczyło o srebro. Dziś jest jeden dominator i to pokazuje, że poziom niestety trochę się spłaszczył. Choć wierzę, że obecni zawodnicy są ambitni i będą gonić króla, legendę z numerem 95.”
Liga czy Grand Prix? Mentalnie trudniej w cyklu
Na koniec Kasprzak porównał presję związaną z jazdą w lidze i w mistrzostwach świata.
– „Mentalnie Grand Prix jest dziś chyba minimalnie trudniejsze niż liga. przed zawodami jest więcej presji, gadania, otoczki ‘to GP’. Ale gdy zakładasz kask i stajesz pod taśmą, chcesz wygrać dokładnie tak samo jak w lidze. Różnica jest taka, że w GP zawodnicy rzadziej się oszczędzają, tam nikt nie zamyka gazu, bo medal w Grand Prix to coś ogromnego. To sukces, który zostaje na całe życie i który pamiętają sponsorzy.”
– „Organizacyjnie kiedyś czuć było większą magię. Pełne parkingi kibiców, tłumy jeszcze przed zawodami. W tym roku w Pradze czy Manchesterze było tego wyraźnie mniej. Warszawa to wyjątek, tam jest prestiż, dużo ludzi, celebryci. Choć mam wrażenie, że część z nich przychodzi bardziej ‘na pokaz’, na zdjęcie na Instagramie, niż dla samego żużla. Niektórzy nawet nie wiedzą, kto tak naprawdę jedzie, bardziej liczy się lans niż sport.”
Źródło: Przegląd Sportowy Onet






