Sezon 2025 w PGE Ekstralidze przeszedł do historii. W tym roku polski żużel zaserwował nam wszystko – triumfy, dramaty, kontrowersje i rozstania. Dla jednych był to rok spełnienia marzeń, dla innych – brutalnego zderzenia z rzeczywistością. I choć niektórzy wciąż świętują, inni już pakują swoje rzeczy i zastanawiają się, co dalej.
Pres Toruń – złoty sezon i powrót na tron po 17 latach
Największym zwycięzcą bez dwóch zdań jest Pres Grupa Deweloperska Toruń. Zespół, który wiosną był stawiany w roli jednego z faworytów, na pewno nie zawiódł swoich fanów i jesienią sięgnął po piąte mistrzostwo Polski w historii – i to po 17 latach przerwy.
Toruń pokonał w fazie play-off najpierw Betard Spartę Wrocław, a w finale Motor Lublin, uciszając całą ligową czołówkę. Sukces był tym większy, że drużyna Piotra Barona nie miała żadnych słabych ogniw – każdy zawodnik dołożył coś od siebie, a juniorzy wreszcie zaczęli punktować.
Trener Piotr Baron ma więc pełne prawo do zadowolenia. Przyszedł, zobaczył i… zdobył złoto, po brązowym krażku rok wcześniej. Wprowadził spokój, dobrą atmosferę i dyscyplinę. Efekt? Toruń znów żużlową stolicą Polski.
Na Motoarenie zapanowało przekonanie, że to dopiero początek. Cały złoty seniorski skład – Michelsen, Lambert, Dudek i Sajfutdinow – zostaje do 2027 roku. Na pozycji U24 Norick Bloedorn zastąpi Jana Kvecha, który przekroczy limit wieku. W Toruniu znów pachnie żużlową potęgą.
Motor Lublin i Betard Sparta Wrocław – srebro i brąz to za mało
Dla Motoru Lublin i Sparty Wrocław sezon zakończył się rozczarowaniem. Obie drużyny marzyły wyłącznie o złocie – i dla obu medal innego koloru to porażka.
Motor przegrał finał, a dodatkowo stoi przed trudnym okresem. Kubera, Holder i Przyjemski odchodzą, a nowi zawodnicy – Vaculík i Woryna – raczej nie zagwarantują powtórzenia hegemonii z lat 2022–2024.
We Wrocławiu sytuacja jeszcze bardziej napięta. Brązowy medal to wynik poniżej oczekiwań, a trener Dariusz Śledź zapłacił za to posadą. Po kilku sezonach z sukcesami i zaufaniem zarządu, Sparta postawiła na nowego lidera projektu – Piotra Protasiewicza, który ma tchnąć nową energię w zespół i wydobyć z niego pełen potencjał.
Śledź, mimo zdobytego medalu, nie ma powodów do świętowania – po tym sezonie może mówić o największym „kacu” w swojej karierze trenerskiej.
GKM Grudziądz – czwarty jak mistrz „reszty świata”
Jeśli ktoś zasługuje na szacunek za tegoroczny sezon, to Robert Kościecha i jego Bayersystem GKM Grudziądz. Drużyna, której nikt nie typował do czołowej czwórki, weszła do półfinału i napsuła krwi największym.
Bez gwiazd na miarę Zmarzlika czy Sajfutdinowa, GKM zbudował solidny, waleczny zespół, a takie wyniki są wodą na młyn dla klubu, który przez lata walczył o przetrwanie. Kościecha może być z siebie dumny – wycisnął z tej drużyny maksimum.
Falubaz i Włókniarz – bez szału, bez tragedii
Piąte miejsce dla Falubazu Zielona Góra to lekki zawód, ale i potwierdzenie, że powrót do ekstraligi nie jest spacerkiem. Zespół miał chrapkę na play-off i później ewentualną walkę o któryś z medali DMP, jednak zaprzepaścił szansę przez fatalny początek sezonu.
Z kolei Włókniarz Częstochowa kończy rozgrywki na szóstym miejscu – bez fajerwerków, ale też bez dramatu. Klub zbudował przyzwoity skład, utrzymał się bez większych problemów i… to w zasadzie tyle. Ani sukces, ani porażka. Ciekawie w przypadku klubu spod Jasnej Góry robi się po sezonie. Czy nowy właściciel wykaraska Włókniarz z długów o których mówi się w całym żużlowym środowisku?
Stal Gorzów – utrzymanie z długami i widmem degradacji
Najwięcej mówi się jednak o Stali Gorzów, która utrzymała się w lidze sportowo, pokonując najpierw ROW Rybnik, a później w barażu Polonię Bydgoszcz, ale może spaść przy zielonym stoliku. Klub ma blisko 9 milionów złotych długu (ale podobno to nie cała kwota zadłużenia), a jego sytuacja finansowa jest dramatyczna.
Prezes i władze próbują ratować się ugodami i kredytami, ale przyszłość żółto-niebieskich stoi pod dużym znakiem zapytania.
Trener Piotr Świst – choć utrzymał zespół na torze – nie ma powodów do świętowania. Jeżeli Stal nie dostanie licencji, może zostać zdegradowana do Metalkas 2. Ekstraligi, a to oznacza, że Piotr Żyto, który właśnie z ROW-em Rybnik spadł, paradoksalnie… może wrócić do elity i otwierać szampana w związku z „utrzymaniem” (choć przy zielonym stoliku) swojej drużyny w PGE Ekstralidze.
W żużlu jak w życiu – raz się śmiejesz, raz płaczesz.
ROW Rybnik – spadek z honorem
ROW Rybnik żegna się z PGE Ekstraligą, ale z podniesioną głową. Choć skład nie zwiastował niczego dobrego, drużyna wygrała dwa mecze, co przy jej możliwościach było wynikiem ponad stan.
Niestety, atmosfera w zespole i napięcia na linii Żyto – Mrozek – zawodnicy zrobiły swoje. Rybniczanie nie byli w stanie utrzymać się w ekstralidze, ale mogą mówić o honorowym spadku.
Kto błyszczał, a kto zawiódł?
Na plus na pewno Patryk Dudek – nie tylko filar złotego Pres Toruń, ale też Indywidualny Mistrz Polski i Mistrz Europy, co dało mu przepustkę do cyklu Grand Prix 2026. Równy sezon, zero wpadek, pełna dominacja.
Zadowoleni mogą być też Bartosz Zmarzlik, Artiom Łaguta, Brady Kurtz, Michael Jepsen Jensen, bracia Pawliccy, Jason Doyle, Jack Holder, Wiktor Przyjemski, Leon Madsen (choć za drugą część sezonu), Mikkel Michelsen i Emil Sajfutdinow.
Rozczarowali za to: Dan Bewley, Maciej Janowski, Kacper Woryna, Mateusz Cierniak, Jarosław Hampel, Oskar Fajfer, Nicki Pedersen, Chris Holder, Wiktor Lampart i kilku juniorów, na czele z Krzysztofem Lewandowskim.
Kto ma prawo do dumy, a kto ogromnych przemyśleń przed 2026r.?
- Piotr Baron – złoto z Pres Toruń, perfekcyjny debiut. Zadowolony, spokojny, spełniony.
- Robert Kościecha – czwarte miejsce z GKM-em, czyli wynik ponad stan. Brawo.
- Dariusz Śledź – trzecie miejsce DMP, ale brak złota kosztował go stanowisko. Paradoksalnie w kilku innych klubach za ten wynik byłby doceniony.
- Piotr Protasiewicz – wchodzi na gorące krzesło we Wrocławiu. Ma coś do udowodnienia.
- Piotr Świst – utrzymał się, ale klub tonie w długach. Kac finansowy.
- Piotr Żyto – spadł, lecz może jeszcze świętować, jeśli Stal faktycznie nie dostanie licencji.\ nastart w PGE Ekstralidze w 2026 roku.
Jak widać – jeden Piotr triumfuje, inny cierpi. Taki to już urok żużlowego życia.
Podsumowanie bez znieczulenia
Sezon 2025 pokazał, że żużel w Polsce to wciąż emocje, ogromne pieniądze i ludzkie dramaty.
Jedni mogą otwierać szampany, inni lepiej niech nie patrzą w lustro. Ale jedno jest pewne – ten sport wciąż budzi więcej emocji niż jakikolwiek inny.
A teraz, gdy silniki już ucichły, czas na pytanie: kto w 2026 roku zbuduje potęgę, a kto wpadnie w poślizg zaliczając wpadkę? Bo jedno jest pewne – nie zabraknie ani niespodziewanych wzlotów ani także dramatycznych upadków. Oby przyszły sezon udało się odjechać wszystkim bez kontuzji.
Zdjęcie: Patrycja Knap






