Pres Grupa Deweloperska Toruń zrobiła ogromny krok w stronę finału PGE Ekstraligi. W pierwszym meczu półfinałowym na Motoarenie torunianie pokonali Betard Spartę Wrocław 52:38 i przed rewanżem we Wrocławiu mają aż 14 punktów przewagi. Choć kibice Apatora są w euforii, szkoleniowiec drużyny Piotr Baron tonuje nastroje i przypomina, że wciąż pozostaje jeszcze rewanż. Co ciekawe, Baron na co dzień mieszka we Wrocławiu, więc starcia przeciwko Spartanie mają dla niego dodatkowy kontekst.
„Potraciliśmy punkty. Wynik mógł być lepszy”
Po efektownym zwycięstwie torunian, Baron nie krył umiarkowanego zadowolenia.
– Przed spotkaniem pewnie tak, ale po już niekoniecznie. Potraciliśmy trochę punktów. Gdyby nie to, wynik mógłby być lepszy – przyznał szkoleniowiec Apatora, zapytany o to, czy brałby taki wynik w ciemno przed meczem.
Baron zaznaczył, że nie chodzi tylko o końcówkę spotkania, w której Sparta złapała oddech:
– Nie tylko. Były też sytuacje, gdzie zawodnicy się ruszali, a nie dostali ostrzeżeń. Punkty uciekały.
Toruń musi zmienić podejście we Wrocławiu
Rewanż we Wrocławiu, gdzie Sparta w rundzie zasadniczej rozbiła Apatora, będzie zupełnie inną historią. Baron już wie, jak przygotować swoich zawodników:
– Musimy pojeździć sobie na innych, dłuższych torach poza domem i postarać się poprzestawiać. Pojedziemy tam walczyć. Czas pokaże, jak wyjdzie.
Trener Apatora, choć od lat mieszka we Wrocławiu, podkreśla, że dla niego to tylko kolejny mecz:
– Mecz jak mecz. Jedziemy do pracy, którą musimy wykonać jak najlepiej. Nie ma dla mnie znaczenia z kim i gdzie.
„Stać nas na więcej”
Choć torunianie zaprezentowali się bardzo równo, a niemal wszyscy zawodnicy punktowali solidnie, Baron uważa, że zespół nie pokazał jeszcze pełni możliwości:
– Myślę, że stać nas na więcej. Przyznam jednak szczerze, że zdarzają się nam pojedyncze wpadki i to jest dla nas problem.
Grand Prix we Wrocławiu bez wpływu na półfinał
Dzień przed rewanżem we Wrocławiu odbędzie się Grand Prix na Stadionie Olimpijskim. Zdaniem Barona, nie będzie to miało znaczenia w kontekście półfinału ligowego:
– Myślę, że nie. Trzymam po prostu kciuki, aby nikomu nic się nie stało i abyśmy mogli w pełnych składach przystąpić do meczu ligowego.
Michelsen – symbol odrodzenia Apatora
Jednym z największych wygranych tegorocznej kampanii jest Mikkel Michelsen, który w Toruniu przeszedł ogromną metamorfozę. Baron ma na to prostą odpowiedź:
– Chłopak poczuł się dobrze w klubie. Poza tym doszedł do ładu ze sprzętem. To wszystko po prostu zaczęło działać. Myślę, że w tej historii nic nadzwyczajnego nie ma.
Baron buduje drużynę na miarę złotych czasów Leszna
Wielu ekspertów zwraca uwagę, że Apator pod wodzą Barona przypomina dziś Unię Leszno z czasów jej złotej ery. Sam trener przyznaje, że jest w komfortowej sytuacji:
– Faktycznie drużyna jedzie coraz lepiej. To są zupełnie dwa różne zespoły, do których trzeba inaczej podejść. (…) Powtarzam, że każda drużyna jest inna. W każdej jednak trafiają się fajni zawodnicy i koledzy. Miałem kupę szczęścia, że przyszło mi pracować z takimi zawodnikami jak niegdyś w Lesznie czy teraz w Toruniu. To sprawia, że praca staje się prostsza.
„Musimy mieć czyste sumienie”
Rewanż we Wrocławiu dla torunian będzie starciem o wszystko. Baron nie ukrywa, że każdy inny wynik niż awans do finału byłby odebrany jako klęska. Sam podchodzi jednak do sprawy pragmatycznie:
– Uważam, że należy przygotować się do tego meczu, jak najlepiej potrafimy, aby później nie mieć wyrzutów sumienia, że coś nie zrobiliśmy. A co potem, kto powie, to już jest najmniejszy problem. My musimy mieć czyste sumienie, a jeśli ktoś później chce sobie coś gadać, to niech to robi.






