To nie był zwykły powrót. To była decyzja, która wymagała odwagi, odporności psychicznej i przekonania, że warto jeszcze raz wejść na środek toru. Damian Wojczyński – postać doskonale znana w środowisku speedrowera – ponownie stanął z gwizdkiem w ręku, wracając do roli arbitra po wydarzeniach, które jeszcze niedawno mogły zakończyć jego sędziowską drogę.

W niedzielnym meczu (19 kwietnia) CS Superligi Żaków pomiędzy Szarżą II Wrocław a Mustangiem Żołędowo to właśnie on był rozjemcą rywalizacji, która zakończyła się minimalnym zwycięstwem gości 61:59. Spotkanie było wyrównane, trzymające w napięciu do ostatnich biegów – a obecność Wojczyńskiego w centrum wydarzeń nadała mu dodatkowego wymiaru.


Powrót, który nie był oczywisty

Jeszcze kilka miesięcy temu taki scenariusz wydawał się mało prawdopodobny. Sam Wojczyński nie ukrywał, jak trudny był dla niego powrót do sędziowania po ubiegłorocznych mistrzostwach świata, podczas których – jak przyznał – popełnił błędy o dużym ciężarze gatunkowym.

W mediach społecznościowych odniósł się do tego wprost:

„Od zawsze miałem respekt do pełnienia funkcji sędziego zawodów. Tylko nieliczni wiedzą jak trudno było mi ponownie stanąć z gwizdkiem na środku po ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata, w których popełniłem dwa, jednak bardzo znaczące błędy.”

To wyznanie pokazuje skalę presji, z jaką musiał się mierzyć – nie tylko sportowej, ale i mentalnej.


Hejt, który wykracza poza sport

Konsekwencje tamtych wydarzeń nie ograniczyły się wyłącznie do środowiska sportowego. Wojczyński jasno wskazał, że fala krytyki była bezprecedensowa:

„W rezultacie tamtych wydarzeń dopadła mnie lawina ‘zagranicznego’ hejtu jakiej nie doznałem nigdy wcześniej. Odbiło się to nie tylko na sporcie ale każdej dziedzinie mojego życia.”

To zdanie najlepiej oddaje, z jakim ciężarem musiał się zmierzyć. W świecie sportu błędy sędziowskie są nieuniknione, ale rzadko kiedy ich konsekwencje dotykają aż tak wielu aspektów życia prywatnego.


Dlaczego wrócił?

Powrót Wojczyńskiego nie był przypadkiem ani chwilowym impulsem. To była świadoma decyzja, wynikająca zarówno ze wsparcia otoczenia, jak i jego własnej mentalności.

„Dlaczego zatem znów wszedłem do środka? W tamtym trudnym momencie sporo osób wsparło mnie dobrym słowem, wiedząc ile zaangażowania wkładam we wszystko co robię dla Speedrowera. Myślę jednak, że kluczowa była tu moja mentalność, która nie dałaby mi spokoju gdybym tak zakończył tę historię.”

Te słowa wyraźnie pokazują, że powrót był czymś więcej niż tylko kolejnym występem w roli sędziego. To była próba domknięcia pewnego rozdziału – ale na własnych zasadach.


Mecz z dodatkowym kontekstem

Spotkanie we Wrocławiu, zakończone zwycięstwem Mustanga Żołędowo 61:59, było emocjonujące samo w sobie. Jednak obecność Wojczyńskiego sprawiła, że zyskało dodatkowy wymiar.

To nie tylko rywalizacja młodych zawodników w ramach CS Superligi Żaków. To także symboliczny moment dla jednego z najbardziej rozpoznawalnych arbitrów w środowisku speedrowera.


Powrót Damiana Wojczyńskiego pokazuje jedno – w sporcie nie chodzi tylko o wyniki i statystyki. Czasem najważniejsze są decyzje podejmowane poza torem.

Źródło i zdjęcie: publiczny FB Damian Wojczyński Cycle speedway Rider