Sezon 2025 zapisał się w karierze Josha Pickeringa jako jeden z najważniejszych w jego dotychczasowych startach w Polsce. Australijczyk walnie przyczynił się do awansu Fogo Unii Leszno do PGE Ekstraligi, będąc jednym z zawodników, którzy pomogli „Bykom” wrócić do ligowej elity po spadku. Paradoksalnie to właśnie po sezonie zakończonym sportowym sukcesem 29-latek znalazł się w trudnej sytuacji na rynku transferowym.

Dopiero w Wigilię, 24 grudnia 2025 roku, poinformowano, że Pickering znalazł klubową przystań w Polsce – choć w nietypowej, niezobowiązującej formule. Informację tę podał portal wybrzezegdansk.pl.


Kontrakt warszawski z Wybrzeżem Gdańsk

Josh Pickering podpisał kontrakt „warszawski” z Wybrzeżem Gdańsk, który na obecnym etapie ma charakter grzecznościowy i zapewnia mu przynależność klubową w Polsce na sezon 2026. Umowa została zawarta bez aneksu finansowego, co oznacza, że Australijczyk nie jest związany z klubem pod względem wynagrodzenia i w każdej chwili może podjąć współpracę z innym zespołem – niezależnie od obowiązujących okien transferowych.

Tego typu rozwiązanie pozwala zawodnikowi spokojnie czekać na rozwój wydarzeń w trakcie sezonu, co w realiach żużla – przy częstych kontuzjach i rotacjach kadrowych – może okazać się kluczowe.


Powrót do Gdańska po roku

Dla Pickeringa nie jest to zupełnie nowy rozdział. Wybrzeże Gdańsk to klub, w którym startował już w sezonie 2024, dołączając do drużyny w trakcie rozgrywek. Jego sprowadzenie było inicjatywą obecnego Dyrektora Klubu Mariusza Kędzielskiego i stanowiło reakcję na słabą postawę zespołu oraz realne widmo spadku do Krajowej Ligi Żużlowej.

Australijczyk miał być zawodnikiem testowanym z myślą o przyszłości, jednak szybko udowodnił swoją wartość:

  • 46 punktów i 2 bonusy
  • 27 wyścigów
  • średnia biegowa: 1,778

Taki rezultat sprawił, że jego osobą zainteresowała się Fogo Unia Leszno, spadkowicz z PGE Ekstraligi, który budował skład pod natychmiastowy powrót do elity.


Sezon 2025 w Lesznie: awans, ale bez przedłużenia

W barwach Unii Leszno Pickering był częścią zespołu, który zrealizował główny cel sportowy – awans do PGE Ekstraligi. Indywidualnie jednak sezon nie ułożył się po jego myśli tak, jak oczekiwały tego obie strony.

Australijczyk zakończył rozgrywki ze średnią:

  • 1,573 pkt/bieg (wg jednych danych)
  • 1,529 pkt/bieg (wg końcowych podsumowań)

Był to wynik, który sprawił, że został uznany za najsłabsze ogniwo zespołu, mimo że pozostawał jednym z architektów awansu. Choć w Lesznie nie wykluczano początkowo przedłużenia współpracy nawet na poziomie PGE Ekstraligi, ostatecznie uznano, że Pickering nie reprezentuje jeszcze poziomu gwarantującego regularne, wysokie zdobycze punktowe w elicie.

Po jednym sezonie drogi zawodnika i klubu się rozeszły.


Bez klubu i bez porozumienia

Po rozstaniu z Unią Leszno Josh Pickering pozostał bez pracodawcy w Polsce. Przez dłuższy czas łączono go m.in. z Pronergy Polonią Piła, jednak do finalizacji rozmów nie doszło. Jak informowano, kluczową przeszkodą były kwestie finansowe – beniaminek Metalkas 2. Ekstraligi nie dysponował budżetem pozwalającym spełnić oczekiwania zawodnika, a Australijczyk nie chciał zejść poniżej określonego poziomu wynagrodzenia.

W efekcie sezon ogórkowy dobiegał końca, a Pickering wciąż pozostawał bez kontraktu.


Stanowisko Wybrzeża

Decyzję o podpisaniu kontraktu warszawskiego w Gdańsku skomentował Rafał Sumowski, menedżer ds. komunikacji Wybrzeża Gdańsk. Jego wypowiedź została przekazana w całości:

Ambicje Josha sięgają co najmniej Metalkas 2. Ekstraligi. My mamy już gotowy skład na przyszłoroczne rozgrywki Krajowej Ligi Żużlowej, natomiast łączą nas z Australijczykiem świetne relacje. Jeżeli zaszłaby taka potrzeba, nie będziemy mieli problemu, aby się porozumieć. Zobaczymy co przyniesie przyszłość – wyjaśnia Rafał Sumowski, menedżer ds. komunikacji Wybrzeża Gdańsk.


Czekanie na rozwój wydarzeń

Dzięki kontraktowi warszawskiemu Josh Pickering zabezpieczył swoją sytuację formalną w Polsce, nie zamykając sobie jednocześnie drogi do startów w wyższej klasie rozgrywkowej. Biorąc pod uwagę specyfikę żużla i liczne urazy pojawiające się w trakcie sezonu, Australijczyk liczy, że jeszcze w 2026 roku otrzyma szansę na regularne starty – być może na poziomie, który odpowiada jego sportowym ambicjom.

Na dziś jego historia pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów tego, jak w żużlu sukces drużynowy nie zawsze idzie w parze ze stabilnością kontraktową zawodnika.

Źródło: wybrzezegdansk.pl