Nowy selekcjoner reprezentacji Polski, Stanisław Chomski, zaledwie chwilę po nominacji został skonfrontowany z jednym z najbardziej gorących i skomplikowanych tematów współczesnego żużla: możliwością powołania Artioma Łaguty i Emila Sajfutdinowa do kadry narodowej. Obaj zawodnicy, mimo że od lat mieszkają w Polsce i posiadają polskie paszporty, pozostają wykluczeni z międzynarodowych startów pod egidą FIM w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Jednocześnie należą do ścisłej czołówki PGE Ekstraligi, co naturalnie rodzi pytanie o ich ewentualny występ w reprezentacji.

W rozmowie z Best Speedway TV Chomski nie uciekł od odpowiedzi. W przeciwieństwie do niektórych działaczy nie zastosował żadnej gotowej formułki ani uniku, lecz przedstawił możliwie najbardziej rzetelny obraz sprawy. „To nie są tematy, o których powinno się rozstrzygać na łamach mediów” – powiedział wprost, dając do zrozumienia, że decyzje dotyczące obsady kadry w ich przypadku wykraczają daleko poza sportowy wymiar selekcji. Jednocześnie dodał jednak to, co najważniejsze i co rozpaliło dyskusję w środowisku: „To zawodnicy, którzy mają polskie paszporty, są obywatelami naszego kraju. Jak będzie, czas pokaże, ale wydaje mi się, że to temat jeszcze trochę odległy.

Jego słowa jasno pokazują, że drzwi nie są zamknięte, choć droga do ich ewentualnych powołań wciąż jest bardzo długa. Na tę chwilę zarówno Łaguta, jak i Sajfutdinow mogą rywalizować jedynie w rozgrywkach ligowych. Po wprowadzeniu zakazu startów przez FIM ich sportowa rzeczywistość ogranicza się do PGE Ekstraligi, a walkę o medale mistrzostw świata mogą jedynie obserwować. „Gdyby byli oni w pełni akceptowani jako polscy zawodnicy, to by uczestniczyli w rozgrywkach indywidualnych, jak chociażby w finałach mistrzostw Polski. Nie są dopuszczani. Myślę, że w jakiś sposób odpowiedź sama się nasuwa” – podkreślił selekcjoner.

Chomski doskonale zdaje sobie sprawę, że w innych dyscyplinach świat sportu obrał różne drogi. W tenisie zawodnicy z krajów objętych sankcjami mogą rywalizować pod neutralną flagą. Niektóre federacje dają dowolność, inne stosują surowe ograniczenia. „Są federacje, które nie zakazują startów zawodnikom tamtej strefy. Są też takie, które relegują te nacje z udziału w zawodach. W żużlu sprawa jest jasno postawiona” – wyjaśnił. Równocześnie przypomniał, że w przeszłości istniał już precedens, który mógłby stanowić punkt odniesienia. W 2005 roku, również jako selekcjoner, powołał Rune Holtę, który wcześniej reprezentował Norwegię. „Tylko wtedy nie było podtekstów politycznych. To było coś zupełnie innego” – zaznaczył.

Właśnie te „podteksty” sprawiają, że sprawa Łaguty i Sajfutdinowa jest dziś tak wyjątkowa. Choć obaj żużlowcy są obywatelami Polski, a sportowo znajdują się w absolutnym topie ligi – Łaguta ze średnią 2,24 był liderem Betard Sparty Wrocław, a Sajfutdinow zakończył sezon ze średnią 2,16 – to ich status w kontekście reprezentacji wciąż jest niejasny. Warto przypomnieć, że Łaguta pozostaje również ostatnim zawodnikiem, który pokonał Bartosza Zmarzlika w walce o tytuł mistrza świata, zdobywając złoto w 2021 roku.

Chomski, mimo świadomości ich wartości sportowej, podchodzi do tematu niezwykle rozsądnie. W jego wypowiedziach nie ma ani cienia deklaracji, że zawodnicy zostaną powołani, ale nie ma też próby zamknięcia tematu. Wręcz przeciwnie – selekcjoner daje jasno do zrozumienia, że jego decyzje będą zależały od przepisów, stanowiska PZM oraz sytuacji międzynarodowej. Oznacza to, że w przeciwieństwie do kilku poprzednich sezonów nie słyszymy definitywnego „nie”. Usłyszeliśmy natomiast coś, co może mieć ogromne znaczenie: „Jest furtka, z której możemy skorzystać”.

Nie jest również tajemnicą, że to właśnie Polski Związek Motorowy jako pierwszy sprzeciwił się powrotowi obu zawodników do cyklu Grand Prix, a jego stanowisko będzie kluczowe także w sprawie kadry. Chomski nie zamierza jednak prowadzić kampanii na rzecz któregokolwiek z zawodników, ani składać obietnic, których nie będzie mógł spełnić. Rozumie, że selekcja kadry to nie tylko wybór najskuteczniejszych nazwisk, ale również budowanie wizerunku i odpowiedzialność za całą dyscyplinę. „To by mówiło też o słabości pozostałych naszych zawodników, a nie chciałbym do tego doprowadzić” – podkreślił, dając do zrozumienia, że polska reprezentacja musi być silna nie tylko wynikami, lecz także tożsamością.

Kwestia powołań dla Łaguty i Sajfutdinowa pozostaje więc zawieszona między wysoką formą sportową, obowiązującymi przepisami a delikatną sytuacją polityczną. Wbrew pozorom temat nie jest jednak martwy. Wszystko wskazuje na to, że przy odpowiednich decyzjach władz i przy zmianach regulacyjnych rozmowa może stać się bardzo realna. Tym bardziej że nowy selekcjoner zamiast zamykać drzwi, wybiera szczerość i zdrowy rozsądek. A jego najważniejsze zdanie w całej rozmowie brzmi jak zapowiedź możliwych wydarzeń w przyszłości:

„Jak będzie — czas pokaże.”