Po czterech kolejnych triumfach reprezentacja Polski po raz pierwszy musiała oddać złoto Drużynowych Mistrzostw Europy. W sobotni wieczór 9 maja w Rzeszowie najlepsi okazali się Duńczycy, którzy przez cały turniej imponowali regularnością, spokojem i niezwykłą zespołową skutecznością. Podopieczni Nickiego Pedersena triumfowali z dorobkiem 42 punktów, przerywając dominację biało-czerwonych i – co dla nich miało szczególne znaczenie – dokonując tego właśnie na polskiej ziemi.

Dla Duńczyków to nie tylko historyczne złoto, ale także pierwszy wielki sukces Nickiego Pedersena w roli menedżera reprezentacji. Trzykrotny indywidualny mistrz świata po zakończeniu kariery zawodniczej szybko udowodnił, że potrafi również skutecznie prowadzić drużynę z parku maszyn.

Polacy zakończyli turniej ze srebrnym medalem (39 pkt), a podium uzupełniła Szwecja (26 pkt). Tuż za nim uplasowała się ambitnie walcząca Łotwa (25 pkt).

Osłabiona Polska. Kontuzja Piotra Pawlickiego pokrzyżowała plany

Jeszcze przed rozpoczęciem zawodów sytuacja reprezentacji Polski mocno się skomplikowała. Zaledwie kilkanaście godzin wcześniej ze składu wypadł jeden z filarów drużyny – Piotr Pawlicki, który doznał urazu podczas piątkowego meczu PGE Ekstraligi w Grudziądzu.

Kontuzjowanego lidera Fogo Unii Leszno zastąpił Wiktor Przyjemski, ale było jasne, że tak późna zmiana zaburzy przygotowany wcześniej plan Stanisława Chomskiego.

Selekcjoner reprezentacji po zawodach nie dramatyzował.

Seria kiedyś musiała się skończyć. Taki jest sport. Regulamin wymaga wcześniejszego zgłoszenia składu i pole manewru było ograniczone. Kontuzja Piotra Pawlickiego na dzień przed finałem bardzo nam utrudniła zadanie, ale nie można robić z tego tragedii.

Te słowa dobrze oddają atmosferę po zawodach – rozczarowanie było widoczne, ale bez paniki.

Duńczycy od początku kontrolowali sytuację

Już pierwsza seria pokazała, że reprezentacja Danii przyjechała do Rzeszowa po złoto.

Duńczycy wygrali dwa z czterech pierwszych biegów, a przede wszystkim unikali błędów i nie przywozili zer. To właśnie ta regularność była ich największą siłą.

Polacy od początku mieli problemy. Przemysław Pawlicki i Wiktor Przyjemski rozpoczęli turniej od ostatnich miejsc, przez co ciężar odpowiedzialności niemal natychmiast spadł na Bartosza Zmarzlika.

Kapitan reprezentacji nie zawodził. Już w 4. biegu wygrał zdecydowanie, a w gonitwie ósmej zachwycił kapitalnym pościgiem, przebijając się z trzeciej na pierwszą pozycję.

To jednak było za mało.

Bartosz Bańbor objawieniem wieczoru

Największym pozytywem po polskiej stronie okazał się Bartosz Bańbor.

Młody zawodnik najpierw wygrał bieg juniorski, a później imponował również w starciach z seniorami. Ostatecznie zdobył aż 14 punktów, będąc najskuteczniejszym zawodnikiem reprezentacji Polski.

Jego seria zwycięstw utrzymywała Polskę przy życiu.

Świetnie punktował także (tradycyjnie już) Bartosz Zmarzlik – 12 (3,3,1,d,3,2), ale nawet ich znakomita dyspozycja nie wystarczyła.

Kluczowy moment – defekt Zmarzlika

Jednym z najbardziej bolesnych momentów turnieju był 14. bieg.

Stanisław Chomski zdecydował się na rezerwę taktyczną i posłał pod taśmę Bartosza Zmarzlika. Niestety, sześciokrotny mistrz świata zanotował defekt motocykla, tracąc bezcenne punkty.

To był moment, w którym przewaga Duńczyków urosła do rozmiarów niemal nie do odrobienia.

Duński kolektyw i sukces Nickiego Pedersena

Siłą Danii nie był jeden dominator, lecz perfekcyjnie funkcjonujący zespół. Każdy dokładał swoje punkty. Nikt nie zawodził.

Właśnie ta konsekwencja pozwoliła Duńczykom przypieczętować triumf już w 19. wyścigu, kiedy drugie miejsce Frederika Jakobsena dało im matematyczne złoto. Radość była ogromna.

Dla Nickiego Pedersena to pierwszy wielki triumf jako menedżera reprezentacji. Duńczycy nie kryli, że szczególnie smakuje im fakt, iż złamali polską dominację właśnie w Polsce.

Polska walczyła do końca

Mimo utraty szans na złoto biało-czerwoni nie odpuścili.

Bańbor wygrał jeszcze 20. bieg, a Zmarzlik był drugi w zamykającym zawody 22. wyścigu, ale złoto było już poza zasięgiem.

Dla naszych zawodników pozostało tylko srebro. To nadal medal, ale po czterech kolejnych triumfach apetyt był znacznie większy.


Punktacja końcowa

Reprezentacja Danii – 42 pkt.

13. Frederik Jakobsen – 8 (1,1,2,2,2)
14. Rasmus Jensen – 12 (3,2,3,3,1)
15. Michael Jepsen Jensen – 10 (3,3,2,2,d)
16. Mikkel Michelsen – 7 (2,2,1,2,0)
20. Villads Nagel – 5 (2,3)

    Reprezentacja Polski – 39 pkt.

    1. Bartosz Zmarzlik – 12 (3,3,1,d,3,2)
    2. Przemysław Pawlicki – 8 (0,2,2,1,3)
    3. Wiktor Przyjemski – 2 (0,2,0,-)
    4. Bartłomiej Kowalski – 3 (2,0,1,-,-)
    17. Bartosz Bańbor – 14 (3,3,2,3,3)

    Reprezentacja Szwecji – 26 pkt.

    5. Oliver Berntzon – 0 (0,0,-,0,0)
    6. Fredrik Lindgren – 10 (3,1,3,3,0,0)
    7. Kim Nilsson – 3 (1,0,1,0,1)
    8. Jacob Thorssell – 11 (2,1,3,3,2)
    18. Erik Persson – 2 (1,1)

      Reprezentacja Łotwy – 25 pkt.

      9. Andrzej Lebiediew – 12 (1,3,2,1,2,3)
      10. Daniił Kołodinski – 4 (0,1,0,2,1)
      11. Jewgienij Kostygow – 3 (2,0,0,1)
      12. Francis Gusts – 6 (1,3,0,1,1)
      19. Emil Rimican – 0 (0,0)

      Bieg po biegu:
      1. (67,00) Jensen, Kowalski, Gusts, Berntzon – (2:0:1:3)
      2. (66,44) Lindgren, Kostygow, Jakobsen, Przyjemski – (2:3:3:4)
      3. (66,14) Jepsen Jensen, Thorssell, Lebiediew, Pawlicki – (2:5:4:7)
      4. (66,46) Zmarzlik, Michelsen, Nilsson, Kołodinski – (5:6:4:9)
      5. (67,44) Lebiediew, Michelsen, Lindgren, Kowalski – (5:7:7:11)
      6. (67,11) Jepsen Jensen, Przyjemski, Kołodinski, Berntzon – (7:7:8:14)
      7. (67,16) Gusts, Pawlicki, Jakobsen, Nilsson – (9:7:11:15)
      8. (66,79) Zmarzlik, Jensen, Thorssell, Kostygow – (12:8:11:17)
      9. (67,24) Bańbor, Nagel, Persson, Rimican – (15:9:11:19)
      10. (66,41) Thorssell, Jakobsen, Kowalski, Kołodinski – (16:12:11:21)
      11. (66,50) Jensen, Lebiediew, Nilsson, Przyjemski – (16:13:13:24)
      12. (66,41) Lindgren, Pawlicki, Michelsen, Kostygow – (18:16:13:25)
      13. (66,46) Lindgren, Jepsen Jensen, Zmarzlik, Gusts – (19:19:13:27)
      14. (–,–) Thorssell, Michelsen, Gusts, Zmarzlik (d) – (19:22:14:29)
      15. (67,17) Bańbor, Jepsen Jensen, Kostygow, Nilsson – (22:22:15:31)
      16. (66,23) Jensen, Kołodinski, Pawlicki, Lindgren – (23:22:17:34)
      17. (66,42) Zmarzlik, Jakobsen, Lebiediew, Berntzon – (26:22:18:36)
      18. (66,56) Nagel, Bańbor, Persson, Rimican – (28:23:18:39)
      19. (66,82) Bańbor, Jakobsen, Kołodinski, Berntzon – (31:23:19:41)
      20. (66,81) Bańbor, Lebiediew, Nilsson, Michelsen – (34:24:21:41)
      21. (–,–)Pawlicki, Thorssell, Gusts, Jepsen Jensen (d) – (37:26:22:41)
      22. (66,79) Lebiediew, Zmarzlik, Jensen, Lindgren – (39:26:25:42)


        Koniec serii, ale nie koniec marzeń

        Cztery złote medale z rzędu – taka seria musiała kiedyś się skończyć.

        W Rzeszowie Polska przegrała z drużyną po prostu lepszą tego dnia. Duńczycy byli bardziej wyrównani, bardziej stabilni i zasłużenie sięgnęli po tytuł.

        Dla biało-czerwonych to bolesna lekcja, ale też ważny sygnał, że europejski żużel nie stoi w miejscu. Dominacja została przerwana.

        Pytanie brzmi: jak szybko Polska będzie chciała odzyskać tron?