Kolejny rok, kolejne rozczarowanie. Abramczyk Polonia Bydgoszcz po raz trzeci z rzędu nie zdołała wywalczyć awansu do PGE Ekstraligi, mimo że przed sezonem uchodziła za jednego z głównych faworytów do zwycięstwa w Metalkas 2. Ekstralidze. Zespół Jerzego Kanclerza najpierw przegrał finał ligi z Unią Leszno, a następnie uległ w barażu ze Stalą Gorzów, siódmą drużyną tegorocznych rozgrywek Ekstraligi.
O emocjach po sezonie, błędach i przyszłości bydgoskiego klubu prezes Jerzy Kanclerz mówił w rozmowie z Polskim Radiem PiK.
„Zawiodła trójka liderów”
Bydgoski prezes nie krył rozczarowania postawą zawodników w decydującym spotkaniu barażowym. W Gorzowie Polonia przegrała wysoko, a liderzy drużyny zupełnie zawiedli oczekiwania.
– Tak, obiecałem ekstra-premię. Ale to nie pomogło. W rewanżu w Gorzowie zawiodła trójka liderów – Buczkowski, Huckenbeck i Łoktajew. Zdobyli razem sześć punktów. Dla porównania – nasi młodzieżowcy Andrzejewski i Pawełczak zdobyli osiem plus dwa bonusy – mówi Jerzy Kanclerz.
Jak przyznał, pomimo ogromnego zaangażowania władz klubu w stworzenie silnego i stabilnego zespołu, efekt końcowy znów nie spełnił oczekiwań ani działaczy, ani kibiców.
„Co jeszcze mogę zrobić, żeby zawodnicy pojechali lepiej?”
Polonia Bydgoszcz miała w tym sezonie wszystko, by wreszcie wrócić do elity – solidnych seniorów, utalentowanych juniorów i dobre zaplecze organizacyjne. W wywiadzie Kanclerz nie ukrywał frustracji z powodu powtarzających się problemów.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Ale pytam: co jeszcze mogę zrobić, żeby zawodnicy pojechali lepiej? Nie mogę za nich wsiąść na motocykl – powiedział prezes w Radiu PiK.
Wskazał również, że problemem drużyny była nierówna forma żużlowców.
– Przed sezonem każdy chciał mieć Szymona Woźniaka. Zbudowaliśmy mocny skład: Woźniak, Buczkowski, Łoktajew, Huckenbeck i młody Brennan. Na papierze wyglądało to dobrze. Ale zawsze w którymś meczu ktoś zawodził – tak jest od lat – podkreślił Kanclerz.
Rozmowy o przyszłości – Bajerski, Protasiewicz, Śledź?
Po zakończeniu sezonu Polonia rozpoczęła rozmowy w sprawie przyszłości sztabu szkoleniowego. Jerzy Kanclerz przyznał, że rozmawiał już z dotychczasowym menedżerem Tomaszem Bajerskim, ale decyzje jeszcze nie zapadły.
– Trudno dziś powiedzieć. Z Tomkiem Bajerskim rozmawiałem – decyzja zapadnie do 25 października. Z Piotrkiem rozmawiałem, ale temat upadł – już miał ofertę na 2026. Ze Staszkiem Chomskim również się widziałem, ale powiedział, że nie widzi się w roli pierwszego trenera. Co do Darka Śledzia – nie wykluczam kontaktu – dodał Kanclerz.
Warto przypomnieć, że Piotr Protasiewicz rzeczywiście związał się już umową z Betard Spartą Wrocław, gdzie od sezonu 2026 ma pełnić funkcję koordynatora zespołu.
Kibice wciąż czekają na powrót do elity
Polonia Bydgoszcz w ostatnich latach była blisko awansu do PGE Ekstraligi kilkakrotnie, jednak za każdym razem coś stawało na przeszkodzie – raz kontuzje, innym razem słaba dyspozycja liderów w kluczowych momentach. Kanclerz przyznał, że rozumie oczekiwania kibiców, ale przypomniał, że nie wszystko da się przewidzieć czy wymusić.
Bydgoszczanie zakończyli sezon 2025 jako wicemistrzowie Metalkas 2. Ekstraligi, po czym przegrali dwumecz barażowy ze Stalą Gorzów – najpierw 41:49 u siebie, a następnie 34:56 na wyjeździe.
Modernizacja stadionu – plany po 2026 roku
W dalszej części rozmowy prezes Polonii został zapytany o zapowiadane prace modernizacyjne na stadionie przy ulicy Sportowej 2.
– Na to pytanie najlepiej odpowiedziałby prezydent Rafał Bruski. Deklarował, że po sezonie 2026 ruszy budowa. Widziałem plany – jedna winda, 18 rzędów, 4655 miejsc. Myślę, że jesienią 2026 roku zostanie wbita łopata – zakończył Jerzy Kanclerz.
Podsumowanie
Bydgoska Polonia znów znalazła się w punkcie wyjścia – z silnym składem, który nie udźwignął presji, i z kibicami, którzy coraz głośniej domagają się awansu. Prezes Kanclerz nie zamierza się jednak poddawać. Jak sam podkreślił, klub będzie nadal dążył do powrotu do PGE Ekstraligi, choć droga wydaje się coraz trudniejsza.
– Co jeszcze mogę zrobić, żeby zawodnicy pojechali lepiej? – to zdanie, które najlepiej oddaje nastroje w Bydgoszczy po kolejnym niespełnionym sezonie.






