Dziesięć lat w sporcie to cała epoka. Zmieniają się ludzie, ambicje, realia finansowe i narracje, ale w Bydgoszczy jedno pozostaje niezmienne – Polonia wciąż jest lustrem, w którym odbijają się wszystkie nadzieje, frustracje i niespełnione obietnice. Porównanie roku 2016 z 2026 nie jest więc tylko prostym zestawieniem wyników czy tabel ligowych. To opowieść o drodze, jaką przeszedł bydgoski żużel: od sportowego i organizacyjnego dna, przez mozolne odbudowywanie wiarygodności, aż po stabilizację, która dziś daje solidne fundamenty, choć wciąż nie spełnia wszystkich marzeń.

Żużel – największa i najbardziej rozpoznawalna marka Polonii – był przez tę dekadę polem skrajnych emocji. Od sezonów, w których samo przetrwanie klubu było sukcesem, po lata, gdy stadion przy Sportowej znów zaczął wypełniać się kibicami spragnionymi wielkich meczów i powrotu na salony. Paradoks polega na tym, że choć sportowo i organizacyjnie Polonia zrobiła ogromny krok do przodu, to infrastrukturalnie wciąż stoi niemal w tym samym miejscu. Stadion, który w 2016 roku był symbolem zaniedbań i prowizorki, w 2026 nadal pozostaje znakiem niespełnionych obietnic i ciągnących się w nieskończoność deklaracji.

Dlatego zestawienie „Polonia 2026 vs 2016” w kontekście żużla i stadionu to nie tylko bilans zysków i strat. To pytanie o granice cierpliwości, o sens budowania sportowej mody bez odpowiedniego zaplecza i o to, czy dekada pracy wystarczyła, by naprawdę wyciągnąć wnioski z przeszłości.

Zapraszamy do przeczytania felietonu autorstwa Łukasza Rybskiego:

FELIETON: POLONIA BYDGOSZCZ 2026 vs 2016

W mediach społecznościowych panuje ostatnio trend, w którym użytkownicy dzielą się swoimi zdjęciami, przeżyciami, spostrzeżeniami sprzed dekady. W dzisiejszym środowym felietonie postanowiłem przyjrzeć się minionej dekadzie z perspektywy polonijnych podmiotów sportowych.

I ŻUŻEL

Zacznijmy od największej, najbardziej rozpoznawalnej dyscypliny – od żużla. W 2016 roku bydgoska Polonia rozpoczynała etap pod zarządem Władysława Golloba. Senior najsłynniejszego klanu żużlowego w Polsce przejął klub tonący w długach, słaby zarówno finansowo, organizacyjnie, jak i sportowo. I co najważniejsze, klubem tym zarządzali ludzie oddelegowani z bydgoskiego ratusza – nie zapominajmy o tym.

Władysław Gollob postawił na „swoich”. Zbudował zespół złożony z wychowanków, tudzież zawodników związanych z Bydgoszczą. Na prezentacji hasłem przewodnim było „Bydgoska Polonia”. Plan ten powiódł się średnio. Tzn. wynik sportowy nie napawał optymizmem, ale trzeba przyznać, że tego można było się spodziewać. Ówczesny sternik nie ukrywał, że celem nadrzędnym jest wyprostowanie spraw finansowych.

Pod wodzą Golloba seniora zespół utrzymał się w 2016 roku na zapleczu ekstraligi, ale już w następnym sezonie spadł na trzeci poziom rozgrywkowy, aby w 2018 sięgnąć dna – zajęliśmy wówczas przedostatnie miejsce w II lidze, będąc drugim najsłabszym zespołem w kraju. To tyle jeśli chodzi o stronę sportową. Można powiedzieć – masakra. Jednak po raz kolejny wrócę do słów sprzed kilku linijek wstecz – cel finansowy był nadrzędny i wszystko zostało podporządkowane uporządkowaniu tej kwestii.

Mimo słabego wyniku sportowego, to jednak tamten okres wspominam miło. Wokół klubu pojawiło się wiele osób związanych z Polonią na dobre i na złe. Przy Polonii (najczęściej w roli wolontariuszy) działały osoby mające ten klub w sercu, którzy nigdy nie pozwoliliby mu upaść. Wchodząc do biura można było czuć rodzinną atmosferę. Oczywiście Pan Władysław miał swoje minusy i wpadki, o których dziś chcielibyśmy zapomnieć. Ale to właśnie w tamtym okresie można było zrealizować wiele inicjatyw około-klubowych (jak np. festyn w 2017 roku, czy przywrócenie patrona stadionu).

Po epoce Władysława Golloba nastała era Jerzego Kanclerza. Różnicę w zarządzaniu i wyniku sportowym można dostrzec od razu. Już w pierwszym sezonie pod rządami nowego prezesa Polonia wywalczyła awans do I ligi po remontadzie w meczu rewanżowym przeciwko PSŻ Poznań. Bydgoszczanie odrobili wówczas 28 punktów straty i wygrali dwumecz. Od tego czasu „Gryfy” zakotwiczyły na zapleczu ekstraligi na lata. Przyznam się szczerze, wierzyłem, że ekstraliga wówczas (z perspektywy sezonu 2020) to kwestia dwóch, maksymalnie trzech lat. Niestety, życie pokazało, że musimy nadal czekać. I choć sportowo cel nie został zrealizowany, to finansowo i organizacyjnie klub stał się prężnym ośrodkiem żużlowym. W porównaniu do roku 2016 – przepaść. I co warte podkreślenia – w mieście wróciła moda na żużel. Koronna dyscyplina sportu w Bydgoszczy wróciła na swoje miejsce. Dziś karnety sprzedają się jak świeże bułeczki, a bilety na najważniejsze spotkania rozchodzą się w kilkanaście minut. Żaden klub nie może poszczycić się takim zainteresowaniem i raczej nikt w grodzie nad Brdą tego nie zmieni. Nawet lobby CWZS.

VII STADION

Jak w 2016 nie było stadionu z prawdziwego zdarzenia, tak w 2026 też nie będzie. Ta wieloletnia batalia trwa i trwać będzie. Owszem, doczekaliśmy się tzw. Nowej Trybuny w roku 2020 (dziś ma już 6 lat, więc trzeba będzie niebawem zmienić jej nazwę), ale to kropla w morzu potrzeb. Nadal pozostajemy na etapie słów, deklaracji i kolejnych przetargów na dokumentacje. W tym temacie będę jednoznaczny i konsekwentny – dopóki w Bydgoszczy będzie trwać obecny układ o stadionie możemy pomarzyć.

Źródło i zdjęcie: publiczny fb Polonia1920 (autor zdjęcia: Łukasz Wilk)