Bartosz Zmarzlik znów udowodnił, że jest nie do zatrzymania. W sobotni wieczór 31 maja br. w Pradze wygrał trzecią tegoroczną rundę Grand Prix Czech i ponownie objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu. To nie był jednak zwykły triumf – dla pięciokrotnego indywidualnego mistrza świata był to setny występ w historii jego startów w cyklu Speedway Grand Prix, a zwycięstwo w takiej chwili smakuje podwójnie.
Dominacja od pierwszego biegu
Zmarzlik już od początku turnieju prezentował znakomitą formę. Choć kilkukrotnie nie wygrywał startów, to jego jazda na dystansie była bezbłędna i piekielnie skuteczna. W rundzie zasadniczej uzbierał tyle samo „dwójek”, co „trójek”, ale to wystarczyło, by uplasować się na pierwszym miejscu i bezpośrednio awansować do finału.
W decydującym biegu Polak nie pozostawił rywalom złudzeń. Od startu do mety prowadził, odpierając ataki Fredrika Lindgrena, a z każdym kolejnym okrążeniem jego przewaga rosła. Zmarzlik wygrał zawody z imponującą pewnością siebie, a jego nazwisko dołączyło do elitarnego grona zawodników, którzy swoje setne Grand Prix kończyli zwycięstwem – wcześniej udało się to tylko Tomaszowi Gollobowi, Leigh Adamsowi i Andreasowi Jonssonowi.
Zmarzlik: „Nie mogłem sobie tego lepiej wymarzyć!”
Tuż po zawodach Bartosz Zmarzlik podzielił się swoimi emocjami z kibicami w rozmowie z Eurosportem. Jego słowa były pełne radości i rodzinnego ciepła:
— Myślę, że nie da się lepiej celebrować setnego występu w Grand Prix w karierze niż właśnie wygraną w Pradze, gdzie różnie bywało w przeszłości. Nie mogłem sobie tego lepiej wymarzyć. Mimo że woziłem dzisiaj te „dwójki” — w sumie trzy, czyli tyle samo co wygranych — to czułem, że jestem w kontakcie i tak naprawdę nic nie robiliśmy, a na finał motor sam się doregulował.
Zmarzlik podkreślił, jak ważne były dla niego te zawody nie tylko ze względu na jubileusz, ale też ze względu na zbliżający się Dzień Dziecka:
— Trudne były to zawody, dużo potu zostawionego, ale naprawdę jestem przeszczęśliwy, ponieważ dla takich dni się żyje. Dla mnie najważniejsze było to, żeby wygrać dzisiaj z okazji jutrzejszego dnia dziecka. Antek już mi „łapkę” wysłał, więc chyba mu się podobało. Puchar mu przywiozę pojutrze, po meczu w Lublinie. Takie dni dają dużego „powera” i motywacji, ale wciąż musimy ciężko pracować.
Dobrucki: „Udało mu się znaleźć balans, o który dziś trudno”
Występ Zmarzlika nie przeszedł bez echa także w oczach selekcjonera reprezentacji Polski, Rafała Dobruckiego. Trener kadry narodowej był pod ogromnym wrażeniem stylu jazdy swojego lidera:
— Trudno nie być zadowolonym, tym bardziej że nie było dzisiaj łatwo. Tor nie sprzyjał, a w pierwszej części zawodów tylko Bartek był w stanie walczyć i skutecznie wyprzedzać. Na pewno łatwiej byłoby, gdyby wygrywał starty, ale trzeba przyznać, że jest niesamowicie szybki. Udało mu się znaleźć taki balans, o który trudno w dzisiejszym żużlu — podkreślił Dobrucki.
Powrót na fotel lidera
Zwycięstwo w Pradze pozwoliło Bartoszowi Zmarzlikowi odzyskać pozycję lidera klasyfikacji generalnej Speedway Grand Prix 2025. Polak ma teraz wyraźny sygnał, że jego forma rośnie, a marzenia o szóstym tytule mistrza świata są jak najbardziej realne.
Kolejne dwie rundy cyklu odbędą się w Manchesterze na Wyspach Brytyjskich 13 i 14 czerwca. Jeśli Zmarzlik utrzyma formę z Pragi, rywale znów będą musieli uznać jego wyższość. A jego kibice? Już teraz mogą być dumni z historii, którą Bartosz Zmarzlik pisze na naszych oczach.
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix






