Prezentujemy podsumowanie tegorocznych występów Bartosza Zmarzlika w rywalizacji Speedway Grand Prix, jakie ukazało się na stronie polskizuzel.pl.

Grand Prix 2024 padło łupem Bartosza Zmarzlika. Polak zdobył złoto po raz piąty w historii, a po raz trzeci z rzędu. Wygrał w wielkim stylu i trzeba napisać, że zdeklasował konkurencję, bo trudno użyć innych słów jeśli przewaga Zmarzlika nad drugim Robertem Lambertem wyniosła na koniec cyklu aż 35 punktów.

Najgroźniejszym przeciwnikiem Zmarzlika w sezonie GP 2024 był … sam Zmarzlik. Kiedy dopadły go wątpliwości, kiedy zaczął dużo rozmyślać nad sprzętem i zastanawiać się, czy ten, który ma jest wystarczająco szybki, to gubił punkty. W Cardiff nieoczekiwanie nie awansował do finału, w następnej rundzie we Wrocławiu był w półfinale. To były dwa najsłabsze występy Bartosza w minionym sezonie GP.

A poza tym było pięknie, by nie rzecz bardzo pięknie. Już po trzeciej rundzie Zmarzlik wskoczył na fotel lidera i nie pozwolił się z niego wysadzić aż do końca. W dwóch pierwszych rundach stawiał się Jason Doyle, ale w trzeciej Bartosz, poprzez swoją regularność, postawił rywali do kąta.

W finale nasz mistrz pojechał dziewięć razy, na podium stanął osiem razy. Trzy razy był pierwszy, cztery razy drugi, raz trzeci. Nawet jeśli w rundzie zasadniczej miewał perturbacje, to potrafił się spiąć na te najważniejsze biegi. Wydzierał punkty, całym sobą. Dokładał do sprzętu więcej od innych. Udowadniał, że maszyna, to nie wszystko, że zawodnik może dodać od siebie 50, czy nawet 60 procent.

Jeśli mielibyśmy się do czegoś przyczepić, to moglibyśmy napisać, że Zmarzlik nie zaistniał w sprincie. Nie zdobył żadnego punktu. Na koniec te punkty jednak na niczym nie zaważyły, a najlepszy sprinter Daniel Bewley był czwartym zawodnikiem GP 2024, z 14-punktową stratą do podium.

Największe wrażenie w tym wyścigu o złoto w 2024 zrobiła postawa Zmarzlika w trzech ostatnich rundach. Gdy wciąż wiele mówiło się o jego sprzętowych turbulencjach, gdy rywale poczuli krew, Polak nagle wygrał dwa turnieje, a w trzecim był drugi. Zgarnął w sumie 58 punktów, gdy jego najgroźniejsi rywale 38 (Lambert) i 35 (Fredrik Lindgren). To był prawdziwy pokaz mocy i charakteru.

A najważniejsze jest to, że na tym sezonie nic się nie kończy. Teraz Zmarzlik celuje w wyrównanie rekordu Tony’ego Rickardssona oraz Ivana Maugera. Obaj mają po 6 złotych medali na koncie. Kto wie, może już za rok Zmarzlik stanie z nimi w jednym szeregu.

Zdjęcie: publiczny fb